Reklama
Pacjent woli iść na pogotowie niż czekać w przychodni
Zamiast czekać w kolejce do specjalisty, przychodzą na oddział ratunkowy. Gdy mają skierowanie do szpitala, chcą, żeby zawiozła ich tam karetka.
- 07.11.2012 19:24

Średnio od 15 do 20 proc. wyjazdów pogotowia to przypadki, gdy nie ma niebezpieczeństwa nagłego zagrożenia zdrowia – szacuje Alicja Ciechan, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym SP ZOZ w Lublinie.
– Dzwonią np. pacjenci, którzy mają skierowanie do szpitala. Chcą, by pogotowie zawiozło ich na izbę przyjęć. Czasami też zgłaszają choroby przewlekłe i bóle korzeniowe, albo chcą, aby podać im środki przeciwbólowe.
Podobne spostrzeżenia ma Najwyższa Izba Kontroli. Kontrolerzy sprawdzili, jak działa system ratownictwa medycznego. Zauważyli, że pogotowie często wyręcza lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. Jednocześnie okazało się, pogotowie i szpitalne oddziały ratunkowe to jedno z najlepiej działających ogniw systemu zdrowia.
Ale natłok pacjentów zaczyna dawać się we znaki. Tak jest m.in. na SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy) przy ul. Jaczewskiego w Lublinie.
– Technicznie oddział jest bardzo sprawny i wyremontowany, ale jest za bardzo obciążony – przyznaje Marta Podgórska, rzecznik SPSK4. – Często pacjenci mówią, że to lekarz rodzinny poradził im, aby zgłosili się na SOR. Niektórzy robią tak, bo nie chcą czekać w kolejce na wizytę u specjalisty – dodaje Podgórska.
– Powodów jest kilka: niewydolny system specjalistyki ambulatoryjnej, brak możliwości uzyskania porady lekarza rodzinnego w danym dniu i brak możliwości zasięgnięcia pomocy lekarskiej w nocy i święta – ocenia Tomasz Kazimierczak, dyrektor Stacji Pogotowia Ratunkowego w Chełmie SP ZOZ.
Reklama

Komentarze