Kilka dni temu nasz kraj obiegła bulwersująca informacja, że teren w pobliżu polskiego cmentarza wojennego na Monte Cassino został wynajęty dla celów komercyjnych i rozrywkowych. Warto więc przypomnieć, dlaczego to miejsce jest tak ważne dla Polaków, tym bardziej, że są tam też pochowani puławianie.
– Monte Cassino to jedno z tych miejsc na świecie, które ma szczególne znaczenie dla Polaków – podkreśla Robert Och, historyk z Puław. – To tam, 18 maja 1944 r. został odegrany hejnał mariacki ogłaszający zwycięstwo polskich żołnierzy. Wzgórze próbowała zdobyć najpierw armia amerykańska, później nowozelandzka – nie udało się. Alianci stracili 54 tysiące ludzi.
W korpusie nowozelandzkim straty były tak duże, że musiano tę formację rozwiązać. Po kolejnym nieudanym natarciu prowadzonym tym razem przez Brytyjczyków, dowódca armii brytyjskiej zwrócił się do dowódcy 2 Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa z propozycją zdobycia wzgórza.

I poszli szaleni, zażarci...
2 Korpus Polski liczył 48 tysięcy żołnierzy. Byli to ludzie z Kresów Wschodnich, wywiezieni przez NKWD na Sybir, którzy cudem przetrwali gułagi, głód i poniewierkę. To Anders ich uratował tworząc Armię Polską w Rosji i wyprowadzając ją później na Bliski Wschód.
Żołnierze polscy zdobywali wzgórze przez 7 dni. Atakowali w niemal odsłoniętym terenie, naszpikowanym minami, pod niemieckim ostrzałem z dobrze umocnionych bunkrów. Dokonując nieludzkiego wysiłku, Polacy zajęli klasztor i zatknęli na jego murach biało-czerwoną flagę. Rankiem, 19 maja Monte Cassino był w rękach polskich.
Polskie walki o Monte Cassino były niezwykle krwawe. W natarciu zginęło 924 żołnierzy, 2930 zostało rannych, a za zaginionych uznano 345. Poległych pochowano na cmentarzu u stóp klasztoru. Przed wejściem umieszczono napis: „Przechodniu, powiedz Polsce, że tu leżymy wierni jej służbie do końca”.
– Wśród wielu tysięcy polskich mogił rozsianych na ziemi włoskiej znajduje się mogiła Jerzego Baranowskiego – starszego strzelca 16. Batalionu Strzelców urodzonego w Puławach w 1925 roku – dodaje Robert Och. – Dzieciństwo i pierwsze lata młodości Jerzy wraz z rodzicami spędził na Kresach. 17 września 1939 r., po agresji sowieckiej na Polskę wraz z matką Julianną uciekł do Wilna. Po zajęciu Wileńszczyzny przez Armię Czerwoną w 1940 r. znalazł się pod okupacją sowiecką. W kwietniu 1941 r. za odmowę przyjęcia obywatelstwa radzieckiego został wywieziony z matką na Syberię. Po układzie Sikorski-Majski udało mu się wstąpić do tworzącej się armii polskiej gen. Andersa i wraz z Wojskiem Polskim opuścić ZSRR.
Niestety, jego matka nie otrzymała zgody władz radzieckich na wyjazd. Do Polski mogła wrócić dopiero w 1946 r. Baranowski znalazł się w 2 Korpusie gen. Władysława Andersa. Pozostawił po sobie kalendarzyk, w którym zapisywał najważniejsze wydarzenia. Pod datą 16 V 1944 roku czytamy: „Na skrzydłach Niemcy. Dostajemy się w silny ogień. Zostaliśmy obrzuceni granatami. Godzina 19.00 przygotowanie do natarcia na centralne wzgórze Widmo. Godzina 20.00 przygotowanie artyleryjskie.”
Jerzy Baranowski przeżył walki o Monte Cassino, ale kilka miesięcy później w czasie walk o Loreto, gdzie żołnierze polscy ratowali Bazylikę Matki Bożej Loretańskiej, został ciężko ranny i umiera w polskim szpitalu wojennym. Pochowano go na cmentarzu żołnierzy polskich w Loreto.
Melchior Wańkowicz w swoim reportażu „Monte Cassino” zanotował: „Dziś rano z 3 kompanii 16 baonu poszedł patrol por. Wołoszyńskiego, złożony z siedmiu ochotników. (...) Radiotelegrafista strz. Baranowski – zabity na linii Gotów przy wynoszeniu spod ognia rannego kolegi”.

Czerwone maki i pamięć
Cytowany wcześniej Melchior Wańkowicz zapamiętał je w dość niezwykły „...Przyszedł maj i ziemia nieuprawna przez wojnę pokryła się makami. Maki czerwienią pokrywały każdy załomek gruntu. Nocą słowiki wydzierały się jak oszalałe. Roje świetlików pokrywały zbocza płonącymi nitkami. Wyżej świetlne pociski żłobiły niebo. Trupy i maki, słowiki i wycie nebelwerferów, świetliki i świetlne pociski – tworzyły misterium, w którym nad zaklęśniętymi w głazach miękkociałymi istnieniami chodziła śmierć...”.
– Żołnierz polski, który walczył i ginął pod Monte Cassino i na tylu innych polach bitew, rozsianych po całej Europie, szedł z nadzieją powrotu do wolnej Ojczyzny – mówi Robert Och. – Pod Monte Cassino otworzył aliantom drogę do Rzymu, do którego wkroczyli bez niego, ale nie usunął przeszkody, która zamykała mu drogę do Polski. To już nie było w ich mocy. Nie pozwolili jednak zapomnieć o tym, co Czesław Miłosz ujął w słowach: „nie jest normalnym porządek rzeczy, w którym silni tryumfują, słabi giną, a życie kończy się śmiercią.” Polegli na ziemi włoskiej żołnierze zginęli w walce o lepszą przyszłość całej dzisiejszej Europy. Ich groby są tego wymownym świadectwem.
„Wiele razy – mówił Jan Paweł II o Monte Cassino – chodziłem po tym cmentarzu. Czytałem wypisane na grobach napisy, świadczące o każdym z tych, którzy tu polegli... Te napisy związane z tylu miejscami ziemi polskiej, ze wszystkich stron... nie przestają wołać tu, w samym sercu Europy...” (18 V 1979).

W 2004 roku powołano Komitet Honorowy obchodów 60. rocznicy Bitwy o Monte Cassino. Przewodniczącym został były Prezydent na Uchodźctwie Ryszard Kaczorowski. Przebieg uroczystości był niezwykle podniosły. Uczestniczyli w niej - państwo Irena i Czesław Kłosowscy, którzy przywieźli ziemię z Monte Cassino do Puław. Umieszczono ją w dwóch urnach, z których jedna znajduje się w kościele Matki Bożej Różańcowej w Puławach.
Polacy nie zapominają o poległych pod Monte Cassino żołnierzach. Cmentarz u stóp klasztoru stał się jednym z najważniejszych miejsc pamięci narodowej, a w świadomości Polaków bitwa ta była i pozostaje jednym z niekwestionowanych sukcesów polskiego oręża w czasie II wojny światowej.
Nie zapomniała o tym także Julianna Baranowska, która wróciła do Puław po syberyjskiej poniewierce. Nie mogąc odwiedzić grobu swojego syna w Loreto, ufundowała dwa pomniki dla żołnierzy poległych w 1939 r., którzy pochowani zostali w mogiłach ziemnych na cmentarzu włostowickim. Przy nich modliła się za duszę swojego syna.















Komentarze