Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Magazyn pomocy dla uchodźców w Lublinie zaczyna świecić pustkami. "Wciąż nie tracę nadziei"

Po blisko 13 tygodniach nieprzerwanego działania może przestać istnieć punkt wydawania żywności i darów rzeczowych uchodźcom z Ukrainy. Magazyn przy ul. Łęczyńskiej zaczyna świecić pustkami.
Magazyn pomocy dla uchodźców w Lublinie zaczyna świecić pustkami. "Wciąż nie tracę nadziei"
Na portalu Pomagam.pl trwa zbiórka „Skakanka-Ukrainie”. Dary rzeczowe można przywozić też od poniedziałku do piątku w godz. 15-19 do magazynu fundacji przy ul. Łęczyńskiej 43. Potrzebni są też wolontariusze, którzy mogliby pomóc w wydawaniu wsparcia. Na zdjęciu Monika Skałecka z fundacji.

Autor: Maciej Kaczanowski

– Zaczęliśmy pomagać uchodźcom cztery dni po rozpoczęciu wojny, 28 lutego – opowiada Tamara Rutkowska, prezeska Fundacji Skakanka.

Wspomina, że przed magazyn, który nieodpłatne otrzymali wtedy na ten cel, bez przerwy podjeżdżały samochody. Dary przywoziły osoby prywatne, szkoły, firmy. Ciągle wnoszono pudła i reklamówki. Z czasem pomoc zaczęła słabnąć.

– Te pierwsze tygodnie to był taki narodowy zryw, który potem zaczął się kończyć. Absolutnie nie dlatego, że ludzie przestali się wzruszać historią matek uciekających z dziećmi z walczącej Ukrainy. Polacy wciąż chcą pomagać ale zwyczajnie nie mają już na to pieniędzy. Pomagają tyle, ile mogą – uważa Rutkowska.

>>Pomoc dla Skakanki - w tym miejscu można wpłacić datki<<

A potrzeby się nie kończą. Przed magazynem Skakanki każdego dnia ustawia się ponad setka uchodźców.

– Otwieramy o 15, ale tłum potrzebujących potrafi stać już pięć godzin wcześniej. Ci ludzie naprawdę nic nie mają i gdyby nie nasza pomoc po prostu byliby głodni – podkreśla.

Jeszcze do niedawna uchodźcy sami mogli wskazywać czego potrzebują i to otrzymywać. Teraz dostają gotowe pakiety: ryż, kasza, mleko, płatki, konserwa rybna, słodycze dla dzieci. Dzięki współpracy z Homo Faber raz w tygodniu przychodzi też transport owoców.

– Obecnie nawet podstawowych produktów spożywczych zaczyna brakować – mówi Rutkowska. – Trudno sobie wyobrazić skalę, o której mówimy. Ostatnio zrobiliśmy zakupy za 3800 zł. Wystarczyły na 4 dni pomocy. Skąd wziąć kolejne pieniądze? Wysłałam dziesiątki maili do firm związanych z Lublinem i Lubelszczyzną. Prosiłam o wsparcie. Na razie praktycznie bez rezultatu. Jeśli nasz głos nie zostanie usłyszany to 15 czerwca będziemy musieli to zamknąć.

– Żałuje pani? – dopytuję.

– Żałuję uchodźców. Ci ludzie znajdują się w naprawdę wielkiej potrzebie – mówi Tamara Rutkowska. – A z nas jestem dumna, bo jesteśmy malusieńką fundacją, której - dzięki ludziom o wielkich sercach - udało się przez trzy miesiące pomagać rzeszy Ukraińców. Wciąż nie tracę nadziei, że ktoś nam jeszcze pomoże pomagać.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama