Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Trzy spojrzenia na otyłość

75 procent osób wraz z Nowym Rokiem ma postanowienie żeby schudnąć, albo żeby zdrowiej jeść. Tymczasem w Polsce z chorobą otyłościową zmaga się ponad 9 milionów osób.
Trzy spojrzenia na otyłość

Autor: DW/archiwum

Dziś nie ma już wątpliwości, że otyłość jest chorobą przewlekłą o złożonym podłożu biologicznym, hormonalnym i metabolicznym. Zwiększa ryzyko ponad 200 chorób, w tym m.in. cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych oraz niektórych nowotworów. Co istotne, w województwie lubelskim odsetek osób zmagających się z otyłością jest wyższy niż w innych regionach kraju (66 procent, a średnia krajowa to 60 procent). Zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się leczeniem tej choroby stale więc rośnie. O problemie otyłości rozmawiamy z trzema ekspertkami z regionu – lekarką obesitolożką, dietetyczką kliniczną oraz fizjoterapeutką i trenerką. Każda z nich patrzy na problem z innej strony, ale wszystkie podkreślają jedno: bez podejścia kompleksowego nie ma skutecznego leczenia, a samo „wstanie z kanapy” nie jest wystarczającą poradą w przypadku tej choroby.

Lekarz

„Nie da się leczyć otyłości bez zadbania o psychikę”

Katarzyna Woźniak z Lublina jest lekarką zajmującą się leczeniem choroby otyłościowej. Znana jest również z działalności edukacyjnej w mediach społecznościowych, gdzie prowadzi profil „Mama i Stetoskop”. Jak sama podkreśla, pokazuje tam medycynę w połączeniu z bardziej ludzkim, realistycznym podejściem do zdrowego stylu życia. – Mam świadomość, że osoby dorosłe, szczególnie rodzice, mają bardzo dużo obowiązków: pracę, dzieci, codzienne sprawy. Nie są w stanie codziennie trenować ani prowadzić idealnego trybu życia. Pokazuję więc, że drobnymi, realnymi zmianami można stopniowo poprawiać swoje zdrowie – mówi.

Lekarka edukuje na Instagramie, YouTubie, Facebooku i TikToku. W Lublinie prowadzi również przychodnię „Zapytaj Lekarza”.

* Łączysz leczenie otyłości z opieką nad zdrowiem psychicznym.

– Tak, bo to kluczowe. Bardzo wielu pacjentów z chorobą otyłościową zmaga się jednocześnie z zaburzeniami psychicznymi – stanami lękowymi, zaburzeniami nastroju, depresją czy ADHD. Leczenie samej otyłości bez zadbania o te obszary przypomina próbę napełniania dziurawego wiadra. Trzeba zaopiekować się i ciałem i psychiką.

* Czyli jedno może napędzać drugie. 

– W takich sytuacjach często bardzo trudno powiedzieć, co było pierwsze. Źródła problemów nierzadko sięgają dzieciństwa. Przykładowo: dziewczynka dorasta w domu, w którym mama przez całe życie jest na diecie, niezadowolona ze swojego ciała i skupiona na wyglądzie. To zostawia ślad. W dorosłym życiu u tej dziewczynki może rozwinąć się choroba otyłościowa. Oczywiście trzeba ją leczyć, bo nieleczona prowadzi do nadciśnienia, hipercholesterolemii czy zwiększonego ryzyka nowotworów. Ale jeśli skupimy się wyłącznie na masie ciała, a nie na obrazie własnego ciała i relacji z jedzeniem, problem wróci. Dlatego tak ważna jest równoległa praca z psychoterapeutą. Dopiero wtedy mamy szansę na trwałą remisję choroby otyłościowej, zmianę postrzegania własnego ciała i odejście od myślenia, że dieta jest karą. Jedzenie może być zdrowe, smaczne i wspólne – z rodziną, bez poczucia winy.

* Dlaczego na Lubelszczyźnie problem z otyłością jest większy niż w innych regionach?

– Przede wszystkim mamy tu starzejące się społeczeństwo. Rodzi się mało dzieci, jest mniej młodych osób, a choroba otyłościowa rozwija się głównie u dorosłych. U kobiet często nasila się po menopauzie, czyli około 50. roku życia, u mężczyzn nawet już po trzydziestce. Struktura demograficzna naszego regionu jest starsza niż w Polsce centralnej czy zachodniej, dlatego statystycznie odsetek osób z otyłością jest wyższy. Dodatkowo nadal mamy niedostateczną świadomość żywieniową – wiele nawyków wynosimy z domu, a posiłki są źle komponowane. Cieszę się jednak, że dziś Internet i rzetelna edukacja są bardziej dostępne. Można bezpłatnie nauczyć się, jak zwiększyć ilość białka w diecie czy jak lepiej komponować posiłki. Potrzebna jest tylko gotowość do zmiany.

* Treści medycznych w Internecie jest coraz więcej. To szansa, ale też zagrożenie.

– Największym problemem jest brak weryfikacji kompetencji twórców. W przypadku lekarzy istnieje Centralny Rejestr Lekarzy, który pozwala sprawdzić, czy dana osoba ma prawo wykonywania zawodu. W przypadku dietetyków takiego rejestru nie ma – ktoś po weekendowym kursie może nazwać się coachem diety. Dlatego warto sprawdzać wykształcenie i doświadczenie, a w razie wątpliwości skonsultować się bezpośrednio z profesjonalistą. Konsultacje online są dziś łatwo dostępne i bardzo ułatwiają weryfikację informacji.

* Kiedy dietetyk, a kiedy lekarz?

– Jeśli BMI wynosi 30 lub więcej, zdecydowanie warto zgłosić się do lekarza. Na tym etapie często pojawiają się już powikłania: insulinooporność, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne, np. niedoczynność tarczycy. Jeśli ich nie zdiagnozujemy, redukcja masy ciała może być bardzo utrudniona. Leczeniem otyłości zajmują się lekarze różnych specjalizacji: rodzinni, interniści, endokrynolodzy, diabetolodzy. Warto jednak sprawdzić, czy dana osoba posiada dodatkową certyfikację, np. Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości lub Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.

* Jak wygląda ten proces? 

– Leczenie otyłości, szczególnie z wykorzystaniem farmakoterapii, trwa minimum rok. Potrzebujemy czasu nie tylko na redukcję masy ciała, ale też na wypracowanie trwałych, zdrowych nawyków. Na początku wykonujemy badania laboratoryjne i USG jamy brzusznej, aby sprawdzić, czy leczenie farmakologiczne jest bezpieczne. Następnie dobieramy odpowiedni preparat. Obecnie bardzo dobre efekty dają analogi GLP-1, szczególnie u pacjentów, u których sama zmiana stylu życia nie była wystarczająca. U wielu osób problemem jest przewlekłe, silne uczucie głodu, które uniemożliwia pracę nad dietą. Farmakoterapia pomaga ten głód opanować. Kontrole odbywają się zwykle co trzy miesiące.

* Jakie zmiany obserwujesz u pacjentów?

– Dla mnie masa ciała jest drugorzędna. Najważniejsze są wyniki badań i jakość życia. Pacjent z nadciśnieniem wychodzi bez nadciśnienia, z hipercholesterolemią – z prawidłowymi wynikami. Każdy kilogram mniej to średnio 1 mmHg niższe ciśnienie.

Widzę też ogromne zmiany w codziennym funkcjonowaniu: pacjenci odzyskują energię, zaczynają chodzić po schodach, mają siłę bawić się z dziećmi i wnukami. Rośnie ich pewność siebie.Wielu pacjentów przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat doświadczało stygmatyzacji. Dziś mamy realne możliwości leczenia – farmakoterapię, chirurgię bariatryczną, wsparcie psychologiczne. To ogromna szansa.

Dietetyk:

„Nie ma jednej, idealnej diety”

Dr Karolina Szczygieł jest dietetyczką kliniczną i od 15 lat pracuje w indywidualnym poradnictwie żywieniowym.

– To wystarczająco długi czas, aby obserwować zmiany populacyjne, trendy żywieniowe i podejście do leczenia otyłości. Jednocześnie ogromnie zmieniła się sama dietetyka — zarówno metody pracy, jak i liczba dostępnych narzędzi. Dietetyka to niestety są mity i trendy. W tej ogromnej ilości podejść część jest prawidłowa, ale też część w ogóle nie oparta na medycynie i faktach. 

* Kto trafia do gabinetu dietetyka?

– To bardzo zróżnicowana grupa: dzieci, młodzi dorośli, osoby w średnim wieku i seniorzy. Część pacjentów ma nadwagę lub otyłość, inni chcą po prostu jeść lepiej i bardziej świadomie. W praktyce rzadko chodzi wyłącznie o „zmianę diety” – częściej o znalezienie własnego, możliwego do utrzymania sposobu jedzenia. To, co przyniosły nam social media, to m.in. świadomość profilaktyki i widać, że wiele osób rzeczywiście chce coś zmienić, poprawić. Jako dietetyk kliniczny pracuję również z pacjentami z chorobami gastroenterologicznymi i endokrynologicznymi, gdzie kwestie żywieniowe bardzo często łączą się z nadmierną masą ciała.

* Skąd biorą się problemy z otyłością z Twojej perspektywy?

– Najczęściej z połączenia wielu czynników. Żyjemy szybko, w stresie, jemy w pośpiechu i często za dużo. Czasem dlatego, że nie znamy innych rozwiązań, a czasem dlatego, że nikt nas tego nie nauczył. Dochodzą do tego choroby współistniejące, środowisko i dominujące trendy żywieniowe.

* Jak oceniasz nawyki żywieniowe Polaków? 

Trudno wyciągnąć jakiś ogólny wniosek. To zależy od miejsca w którym mieszkamy, od poziomu wykształcenia, wieku, płci. W social mediach coraz częściej widzimy młodego dorosłego, żyjącego w dużym mieście najczęściej, który interesuje się dobrym jedzeniem. To na pewno nie jest odzwierciedlenie tego, jak to populacyjnie wygląda w Polsce. Nie mówię, że to jest złe. Na pewno ważny jest tutaj kulturowy aspekt z którym się spotykamy i którego zmiana zajmie wiele lat. Zawsze jednak można znaleźć wiele pozytywów takiego, a nie innego jedzenia. Na pewno nie ma jednej opcji. 

* Samo słowo „dieta” bywa odstraszające.

– Bo kojarzy się z wyrzeczeniami. Tymczasem dieta to po prostu sposób jedzenia. Jeśli zaczniemy tak o niej myśleć, łatwiej zrozumiemy jej sens. To coś długofalowego, „bycie na diecie” jest zwykle chwilowe. Nie istnieje jeden idealny sposób jedzenia. Musi on być dopasowany do możliwości, stylu życia i preferencji danej osoby. Jedzenie powinno sprawiać przyjemność – inaczej zmiany nie będą trwałe.

* A co sądzisz o postach, restrykcyjnych metodach odchudzania? 

– Post przerywany czy bardzo restrykcyjne diety są dziś bardzo popularne. Badania nie pokazują, aby były skuteczniejsze od klasycznej diety redukcyjnej. U niektórych osób się sprawdzają, ale nie są rozwiązaniem uniwersalnym. Zbyt restrykcyjne zasady powodują, że cały czas myślimy o jedzeniu i zakazach. To sprzyja szybkiemu porzuceniu diety i poczuciu porażki. Elastyczne podejście daje największą szansę na trwałą zmianę.

Fizjoterapeuta:

„Małe kroki są kluczem do trwałej zmiany”

Natalia Okoń jest fizjoterapeutką na końcowym etapie studiów, masażystką oraz trenerką kobiet w ciąży, po porodzie i w okresie okołoporodowym. Działa również edukacyjnie w mediach społecznościowych.

– Moje własne doświadczenia nauczyły mnie, że w sporcie i diecie nie można popadać w skrajności. Trenowałam za dużo i jadłam za mało, co odbiło się na moim zdrowiu hormonalnym. Dziś chcę pokazywać, że zdrowie to równowaga. Aktywność fizyczna ma ogromne znaczenie w kontekście otyłości. Buduje nawyki, ale to proces długofalowy. Nie ma magicznych rozwiązań ani dróg na skróty. Zasada małych kroków jest kluczowa. Nadmierna masa ciała obciąża stawy, dlatego rzucanie się od razu na intensywne treningi może skończyć się kontuzją. Lepiej zacząć od marszu, krótkich dystansów i stopniowo zwiększać obciążenie. To samo dotyczy diety – nie zaczynamy od drastycznych deficytów. Małe, konsekwentne zmiany prowadzą do trwałych efektów.

MITY I FAKTY

MIT 1: „Wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać.”

FAKT: Otyłość to zaburzenie regulacji masy ciała – nie kwestia charakteru.

MIT 2: „Diety działają.”

FAKT: Większość osób wraca do wyjściowej wagi w ciągu 2 – 5 lat.

MIT 3: „Leki na otyłość są drogą na skróty.”

FAKT: GLP-1 to element nowoczesnego leczenia choroby przewlekłej.

MIT 4: „Otyłość to tylko wygląd.”

FAKT: To choroba zwiększająca ryzyko poważnych powikłań.

MIT 5: „Jak schudnę, to będę zdrowa.”

FAKT: Leczenie nie kończy się na redukcji – to proces długoterminowy.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama