Pierwsze minuty to przewaga gości. W ósmej minucie ekipa z Kielc miała całkiem niezłą okazję. Herve Matthys stracił piłkę we własnej szesnastce. Odrobinę miejsca miał Mariusz Stępiński i od razu zdecydował się na strzał. Na szczęście świetnym blokiem popisał się Arkadiusz Najemski i zażegnał niebezpieczeństwo.
Nietypowo, jak na mecz Motoru, po kwadransie nadal było 0:0. 180 sekund później gospodarze w końcu otworzyli wynik. Wszystko rozegrało się na lewym skrzydle. Ivo Rodrigues podał do Fabio Ronaldo, ten zagrał w pole karne do Filipa Lubereckiego, który z kole posłał piłkę idealnie, między dwóch obrońców. Dokładnie tam wbiegł Jacques Ndiaye, który czubkiem buta skierował futbolówkę do siatki.
Po tym, jak żółto-biało-niebiescy objęli prowadzenie, zepchnęli rywali do defensywy. Była szansa na świetną kontrę, ale Ndiaye nie podawał do Karola Czubaka lub Ronaldo, tylko sam zdecydował się na strzał z okolic... linii bocznej. Później po bardzo prostej akcji, czyli wybiciu Ivana Brkicia, zgraniu głową Czubaka o mały włos sam na sam nie wyszedł Ndiaye. Tym razem Senegalczyka ubiegł jednak obrońca.
W 34 minucie Ronaldo oddał futbolówkę na lewe skrzydło do Rodriguesa, który „zewniakiem” szukał w polu karnym Czubaka. Wydawało się, że Marcel Pięczek wybije piłkę, ale na chwilę stracił ją z radaru. Przejął ją „Czubi” i z bliska huknął na 2:0.
W końcówce Ronaldo wypracował kolejną okazję dla Czubaka, który tym razem spudłował. Napastnika Motoru później, w ostatniej chwili uprzedził jeszcze Konstantinos Sotiriou. Gdyby nie on, gospodarze mieliby „setkę”.
Pierwsza połowa była bardzo dobra, a druga niestety znacznie gorsza. Jacek Zieliński od razu dokonał dwóch zmian, a w polu karnym gospodarzy wiele razy robiło się gorąco. Już w 55 minucie powinno być 2:1. Brkić najpierw odbił główkę Sotiriou, a Stępiński z bliska trafił w plecy jednego z obrońców.
Po godzinie gry dwójkowa akcja Czubaka z Ndiaye zakończyła się świetną szansą „Jacka”, który tym razem huknął nad bramką. Po chwili, w krótkim odstępie czasu znowu dwa razy skórę kolegom ratował Brkić. Najpierw Chorwat odważnie wyszedł poza własne pole karne. Dzięki temu nie było sytuacji sam na sam. Minęło kilkadziesiąt sekund i golkiper odbił niezły strzał Stępińskiego z bliska. To znowu powinien być gol. Około 80 minuty przyjezdni mieli serię rzutów rożnych. Po jednym z nich Brkić w ostatniej chwili musnął piłkę i tym samym ściągnął ją z głowy rywala czekającego na dalszym słupku.
W końcówce było multum dośrodkowań w pole karne, ale bramkarz Motoru stanął na wysokości zadania i nie dał się już zaskoczyć. Dzięki temu zaliczył pierwsze czyste konto od... października. A Motorowi po drugiej wygranej z rzędu bliżej do pucharów (4 punkty straty) niż do strefy spadkowej (6 punktów przewagi). W następną niedzielę do Lublina przyjedzie Górnik Zabrze, który w czterech ostatnich występach zdobył tylko punkcik.
Motor Lublin – Korona Kielce 2:0 (2:0)
Bramki: Ndiaye (18), Czubak (34).
Motor: Brkić – Stolarski, Najemski (71 Bartos), Matthys, Luberecki (82 Meyer), Łabojko (71 Samper), Wolski, Rodrigues, Ndiaye (71 Santos), Czubak (82 Dadashov), Ronaldo.
Korona: Dziekoński – Smolarczyk (46 Rubezić), Soteriou, Pięczek, Zwoźny (46 Remacle), Gustafson (71 Cebula), Svetlin, Ciszek, Długosz (89 Niski), Antonin (71 Davidović), Stępiński.
Żółte kartki: Ndiaye, Najemski, Ronaldo, Rodrigues – Rubezić.
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).
Widzów: 10846.














Komentarze