Tak naprawdę determinacji gościom starczyło na kilkanaście minut. Już do przerwy Dziki prowadziły 49:37. Kluczowy dla meczu okazał się jednak początek drugiej połowy, kiedy miejscowi zdobyli oiem kolejnych punktów i zbudowali przewagę przekraczającą 20 "oczek".
To sprawiło, że dalsza część spotkania wyglądała już jak sparing, który jest rozgrywany w bardzo wczesnej fazie okresu przygotowawczego. Było mnóstwo strat, przypadkowych zagrań i błędów. A, że mniej ich popełniali gracze Dzików, to dalej budowali swoją przewagę.
Można tylko żałować, że Wojciech Kamiński nie dał pograć dłużej lubelskiej młodzieży. Michał Turewicz i Wiktor Kępka na pokazanie swoich umiejętności dostali 122 sekundy, a debiutujący w Orlen Basket Lidze Piotr Mazek ciut ponad minutę.
Śmiało można było ich wpuścić na boisko wcześniej, bo sobotnie popisy Jordana Wrighta, Courtneya Rameya czy Bryana Griffina były po prostu bardzo przeciętnej jakości. Dziki i tak wygrały bardzo wysoko, bo aż 103:72.
W zespole PGE Start swoją szansę wykorzystał jedynie Bartłomiej Pelczar, który zdobył aż 14 pkt, trafiając przy tym 4 „trójki”. Nieźle spisał się także Quincy Ford, który do 14 "oczek" dołożył jeszcze 5 przechwytów. U rywali wyróżnił się Tahlik Chavez, który zdobył 25 pkt.
Dziki Warszawa – PGE Start Lublin 103:72 (26:21, 23:16, 30:18, 24:17)
Dziki: Soares 17 (3x3), Frąckiewicz 13, Horton 13 (2x3), Vander Plas 5, Edge 5 (1x3) oraz Chavez 25 (5x3), Aleksandrowicz 3 (1x3), Oguama 8, Kempa 8 (2x3), Grochowski 4, Sosna 2.
Start: O’Reilly19 (4x3), Krasuski 11 (1x3), Griffin 6, Ramey 4, Wright 4 oraz B. Pelczar 14 (4x3), Ford 14 (2x3), Turewicz 0, Kępka 0, Mazek 0.
Sędziowali: Zapolski, Szczurewski i Trybalski. Widzów: 1000.














Komentarze