Motor Lublin – Raków Częstochowa
Bramki:
Motor:
Raków:
Żółte kartki:
Sędziuje: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów:
Rezerwowi:
Motor:
Raków:
--------------------------------------------
Na Motor Lublin Arenie szykuje się bardzo ciekawe spotkanie. Motor od wielu tygodni jest w dobrej formie, a Raków przyjedzie nad Bystrzycę opromieniony awansem do finału STS Pucharu Polski. Po szalonym meczu „Medaliki” pokonały w rzutach karnych GKS Katowice. Po 120 minutach zaciętej walki było... 4:4.
– To był taki Motorowy mecz, wymiana ciosów. 3:3 w czasie regulaminowym i 4:4 po dogrywce plus rzuty karne. Myślę, że to może być spotkanie, które w końcówce sezonu może pchnąć Raków do dużych rzeczy. Oni musieli najpierw odrabiać straty z wyniku 0:2. Potem dostawali ciosy wyrównujące po prowadzeniu, a wygrali po rzutach karnych. Było widać dobre przygotowanie do tych jedenastek. Taka pozytywna energia wlała się w ten zespół i na pewno na tej energii będą chcieli do nas przyjechać. Mimo że te mecze dzieli krótki odstęp czasowy ja myślę, że na naszym przykładzie, jeżeli jest dobra energia, zawziętość i taka szerokość ławki, jak nasza w zeszłym sezonie po Unii Skierniewice, to ich wygrana z GKS Katowice może spowodować, że ten mecz będzie jeszcze trudniejszy niż miałby być po ich zwycięstwie np. po regulaminowym czasie – wyjaśnia Mateusz Stolarski, trener Motoru.
Szkoleniowiec od dawna powtarza, że gra co trzy dni dla żadnego zespołu nie jest problemem. Tym bardziej dla zespołu, który dysponuje tak jakościowym składem, jak zespół z Częstochowy.
– Oczywiście 120 minut na pewno jest dużym wysiłkiem i wpływa na dyspozycję piłkarzy, ale to nie będzie ich pierwszy tydzień, w którym muszą grać co trzy dni. W tamtej rundzie najlepszą mieli końcówkę, kiedy były decydujące mecze w europejskich pucharach i kiedy musieli dobrze punktować w lidze, aby rywale im nie odskoczyli. Na pewno Raków, jak każdy klub, ma jakieś swoje problemy, mniejsze czy większe. Trzeba natomiast oddać, że grają tam, pod kątem indywidualności, bardzo, bardzo dobrzy piłkarze. Jeżeli trener może sobie pozwolić na to, że Tudor nie rozpoczyna od początku, jeżeli drugim napastnikiem w zespole jest Leonardo Rocha, a do tego Lamine Diaby-Fadiga rozpoczyna spotkanie na ławce, a Bulat w ogóle nie wchodzi, to świadczy o sile tego zespołu i tym, że będą indywidualnie bardzo groźni – zapewnia opiekun żółto-biało-niebieskich.
Od tego roku Raków prowadzi już Łukasz Tomczyk, który zastąpił na ławce „Medalików” Marka Papszuna. Tomczyk i Stolarski doskonale się zresztą znają i to od dawna.
– Z Łukaszem znamy się z takich lat, kiedy obaj pracowaliśmy w akademii. Łukasz prowadził rocznik 2003 Rakowa. Ja byłem trenerem w akademii Wisły. Tam się poznaliśmy. Potem wspólnie pracowaliśmy w Wiśle Kraków, a potem mieliśmy iść wspólnie do Polonii Bytom, gdzie miałem objąć stanowisko pierwszego trenera i Łukasz miał ze mną współpracować. Jednak zostałem w Motorze, a Łukasz objął Polonię. Mamy bardzo regularny kontakt i bardzo się cieszę, że dostał szansę pracy na tym najwyższym poziomie, bo on to sobie wypracował od zera, podobnie, jak ja. Osiągał bardzo dobre wyniki z Polonią Bytom. Dodatkowo był naturalnym następcą, bo był trenerem, który Raków znał od podszewki. A po Marku Paszunie Raków raczej obejmują trenerzy, którzy znają to środowisko. Wiele rzeczy jest podobnych, ale trener Tomczyk ma swój pomysł na zespół, zwłaszcza z piłką. I na pewno trzeba mu dać czas. Po pierwsze, objęcie drużyny po trenerze, który wygrał z klubem wszystko, nigdy nie jest łatwe. Po drugie, myślę, że trener potrzebuje dwóch, trzech okienek, żeby wszystko sobie poukładać po swojemu i wprowadzić swoją wizję. A po trzecie, jeżeli awansował do finału Pucharu Polski i wygra go, to kontynuacja będzie całkiem dobra – wyjaśnia trener Stolarski.
I dodaje, że jego piłkarze cieszą się z dobrej formy, ale nadal patrzą też na to, co dzieje się za ich plecami. W końcu po wygranej Arki Gdynia z Zagłębiem Lubin Motor ma znowu tylko pięć punktów przewagi nad strefą spadkową.
– Cały czas mówię do zespołu, żebyśmy cieszyli się chwilą. Bez względu na to, jaki to jest sezon nie jest łatwo nie przegrać sześciu meczów z rzędu. Doświadczamy tej chwili, bo ona nas buduje. Ważne jest to, że nasza gra w defensywie stała się stabilniejsza. Te zwycięstwa nie są osiągane przypadkiem. W paru meczach mieliśmy fart, ale jesteśmy dobrze przygotowani i realizujemy plan. Nie wszystko wychodzi, ale to naturalna część piłki nożnej. Naszą moc pokazuje to, że pomimo łatwo straconej bramki potem gramy cztery akcje, utrzymując nasz styl grania. Mental jest na bardzo fajnym poziomie. Po wygranej Arki nadal musimy patrzyć w dwie strony – zapewnia opiekun żółto-biało-niebieskich.














Komentarze