W czwartek o godz. 3.40 systemy obrony powietrznej wykryły niezidentyfikowany obiekt, który naruszył polską przestrzeń powietrzną. Do jego przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Sześć minut później kontakt z obiektem został utracony, a miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu Tarnawy-Kolonii.
Według szefa ukraińskiej dyplomacji Andrija Sybihy podczas nocnego, zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę nad Polskę wleciał rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Polskie służby nadal prowadzą jednak czynności mające ostatecznie potwierdzić rodzaj obiektu.
Ekspert: To raczej nie efekt zakłócenia GPS
W rozmowie z PAP komandor porucznik rezerwy Maksymilian Dura zwrócił uwagę, że na obecnym etapie trudno jednoznacznie potwierdzić, iż był to właśnie pocisk Ch-101. Jego zdaniem można jednak z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że był to rosyjski pocisk manewrujący.
– Obiekt spadł około 40 kilometrów od granicy. Skoro pokonał ten dystans w sześć minut, musiał poruszać się z prędkością przekraczającą 400 km/h. Teoretycznie mógł to być również dron z napędem odrzutowym, ale z pewnością nie był to dron typu Shahed, który porusza się znacznie wolniej – ocenił ekspert.
Zdaniem Dury mało prawdopodobne jest, aby rakieta zboczyła z kursu wyłącznie wskutek działania ukraińskich systemów walki elektronicznej.
Jak wyjaśnił, rosyjskie pociski manewrujące wykorzystują nie tylko sygnał GPS, ale także systemy nawigacji oparte na mapowaniu terenu. Nawet jeśli sygnał satelitarny zostanie zakłócony, po opuszczeniu strefy zakłóceń rakieta powraca na zaprogramowaną trasę lotu.
Dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze
Według eksperta najbardziej realne są obecnie dwa warianty. Pierwszy zakłada, że pocisk został wcześniej uszkodzony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą i utracił zdolność do kontynuowania zaplanowanego lotu.
Drugiego scenariusza również nie można wykluczyć.
– Biorąc pod uwagę desperację Rosjan i obecną sytuację na froncie, może się okazać, że takie działania są elementem celowej presji wobec Polski. Nie można wykluczyć, że rakieta została skierowana nad nasze terytorium świadomie. Takie przypadki mogą się powtarzać – ocenił komandor Dura.
Rakieta mogła przenosić kilkaset kilogramów materiałów wybuchowych
Ekspert zwrócił uwagę, że pociski tego typu są zazwyczaj wyposażone w głowice odłamkowo-burzące przeznaczone do niszczenia budynków i infrastruktury, a nie do przebijania umocnień.
Jego zdaniem obiekt, który spadł w pobliżu Tarnawy-Kolonii, najprawdopodobniej przenosił głowicę bojową ważącą kilkaset kilogramów.
– Gdyby rakieta była pozbawiona uzbrojenia, zachowałaby się inaczej po uderzeniu w ziemię. W tym przypadku wszystko wskazuje na to, że była wyposażona w głowicę bojową – ocenił ekspert.
Rosyjskie pociski manewrujące Ch-101 należą do podstawowych środków dalekiego zasięgu wykorzystywanych przez Rosję od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Są odpalane głównie z bombowców Tu-95MS i Tu-160, mogą razić cele oddalone nawet o kilka tysięcy kilometrów i lecą na niewielkiej wysokości, co utrudnia ich wykrycie. (PAP)


Komentarze