Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Kierunek - Częstochowa: Idźcie i głoście!

Pielgrzymowanie mnie zmienia

O doświadczeniu drogi, żywego Kościoła i idei „wioskowości” opowiada Piotr Niczyporuk – fizjoterapeuta i wieloletni uczestnik pieszych pielgrzymek do Częstochowy.
Pielgrzymowanie mnie zmienia

Autor: nadesłane

*Zacznijmy od pana doświadczeń z pielgrzymowaniem. Który to już raz?

- To będzie moja jedenasta pielgrzymka. Pierwszy raz wyruszyłem w 2014 roku. Muszę przyznać, że na początku nie byłem do tego przekonany – namówili mnie znajomi. Po zakończeniu pierwszej pielgrzymki, kiedy wchodziliśmy do Częstochowy, byłem przekonany, że nigdy więcej się na to nie zdecyduję. Byłem zmęczony, wiele rzeczy mi nie odpowiadało.

Jednak po Eucharystii na Jasnej Górze usiadłem, zdjąłem buty i zacząłem podsumowywać całe doświadczenie. Wtedy pojawiła się zupełnie inna myśl: „Muszę kupić własny namiot i śpiwór na przyszły rok”. Wszystko, z czego korzystałem podczas pierwszej pielgrzymki, miałem pożyczone, ponieważ pielgrzymuję z grupą namiotową. To było dla mnie zaskakujące – jeszcze kilka godzin wcześniej byłem pewien, że więcej nie pójdę, a już planowałem kolejny wyjazd.

Od tamtej pory co roku wyglądało to podobnie. Przed pielgrzymką pojawiała się ogromna tęsknota za drogą, podczas marszu przychodziły chwile zmęczenia i myśli, że wystarczy, ale po zakończeniu znów chciałem wracać. Dzisiaj jest wręcz odwrotnie – już w połowie pielgrzymki robi mi się smutno, że za kilka dni wszystko się skończy.

Widzę też, jak pielgrzymowanie mnie zmienia. To dla mnie coroczny moment refleksji nad sobą – nad tym, co się we mnie zmieniło, z czym nadal się zmagam i co jeszcze wymaga pracy.

*Skąd bierze się ta przemiana? Czy wynika z wysiłku, trudu drogi, konfrontacji z własnymi słabościami?

- Przez lata odkrywałem swoją motywację coraz głębiej. Na początku pielgrzymka była po prostu ciekawym wydarzeniem. Dziś najważniejsze jest dla mnie doświadczenie żywego Kościoła – wspólnoty ludzi, którzy naprawdę żyją wartościami, które wyznają.

Idziemy razem do jednego celu, wspieramy się, pomagamy sobie bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Wystarczy, że ktoś wspomni, iż czegoś zapomniał, a natychmiast kilka osób proponuje pomoc. Gdy ktoś pierwszy raz rozkłada namiot i sobie nie radzi, inni od razu podchodzą i pomagają – często nawet bez proszenia.

Podobnie jest z mieszkańcami miejscowości, przez które przechodzimy. Przygotowują dla nas posiłki, wodę, poświęcają swój czas i środki. Nic nam się przecież nie należy, a mimo to spotykamy się z ogromną życzliwością i bezinteresownością. To pokazuje, ile dobra jest w ludziach.

* Dla mnie pielgrzymka jest dowodem na to, że Kościół to nie tylko wspólnota spotykająca się raz w tygodniu na Mszy Świętej. To ludzie, którzy potrafią żyć Ewangelią na co dzień.

- Jest jeszcze jeden aspekt, który bardzo cenię – poczucie wspólnoty przypominającej dawną wieś. Bardzo przemawia do mnie idea „wioskowości” czy „plemienności”.

* Na czym ona polega? 

- W codziennym życiu mieszkamy w blokach, często nie znamy nawet swoich sąsiadów. Podczas pielgrzymki żyjemy inaczej.

Nasza grupa liczy około stu osób. Są w niej ludzie w różnym wieku – od młodzieży po seniorów. Tworzymy coś w rodzaju wielkiej rodziny. Nie z każdym mam bliską relację, ale wiem, że wszyscy należymy do tej samej wspólnoty i możemy na siebie liczyć.

Wieczorem rozbijamy namioty, działa kuchnia polowa, ustawiają się kolejki do pryszniców czy po posiłki. W tych zwyczajnych sytuacjach ludzie rozmawiają ze sobą, poznają się, budują relacje. To bardzo różni się od codzienności w mieście, gdzie każdy najczęściej patrzy w telefon.

* Czy przez lata zauważył pan jakieś zmiany w samych pielgrzymkach?

Przede wszystkim jest mniej pielgrzymów. Myślę, że pandemia miała na to ogromny wpływ. W czasie ograniczeń pielgrzymka odbywała się w formule sztafetowej i wiele osób nie wróciło już do regularnego pielgrzymowania.

Jednocześnie mniejsze grupy mają swoje zalety. Kiedyś nasza grupa liczyła nawet trzysta osób, dziś jest ich około siedemdziesięciu–stu. Dzięki temu łatwiej się poznać i stworzyć bliższe relacje.

Zmienia się też wyposażenie. Pojawia się coraz więcej nowoczesnego sprzętu turystycznego, który ułatwia codzienne funkcjonowanie. Sam w tym roku kupiłem składaną miskę i przenośny prysznic z pompką ładowaną przez USB. Komfort pielgrzymowania jest dziś zdecydowanie większy niż kilkanaście lat temu.

* A jak przygotowuje się pan do przejścia ponad trzystu kilometrów?

Jestem fizjoterapeutą i na co dzień dbam o aktywność fizyczną, dlatego nie przygotowuję się specjalnie wyłącznie pod pielgrzymkę.

Z doświadczenia wiem jednak, że kondycja nie zawsze decyduje o sukcesie. Widziałem osoby świetnie przygotowane sportowo, które miały ogromne problemy z pęcherzami, i ludzi starszych, bez szczególnego przygotowania, którzy bez problemu dochodzili do Częstochowy.

Mam wrażenie, że ogromną rolę odgrywa motywacja i intencja, z jaką ktoś idzie. Czasem to właśnie ona pozwala pokonać zmęczenie i ból.

* Dlaczego wybrał pan grupę namiotową?

Tak się złożyło, że właśnie z taką grupą poszedłem pierwszy raz i bardzo mi się ten sposób pielgrzymowania spodobał.

To niemal dwa tygodnie życia na świeżym powietrzu. Po całym dniu marszu wracamy do naszego małego miasteczka namiotowego. Jest kuchnia polowa, prysznice, wspólne wieczorne rozmowy przy kubku herbaty. Jednocześnie każdy ma swój namiot, który daje odrobinę prywatności.

To idealne połączenie wspólnoty i własnej przestrzeni.

* Chyba właśnie ta chwila samotności też jest potrzebna?

Zdecydowanie. Lubię mówić, że samotność jest darem wspólnoty. To właśnie dzięki temu, że jestem częścią wspólnoty, mogę później pobyć sam ze sobą bez poczucia osamotnienia.

Nawet idąc w grupie około stu osób, można znaleźć przestrzeń na ciszę i własne przemyślenia. A kiedy ma się potrzebę rozmowy, zawsze znajdzie się ktoś obok. Myślę, że właśnie ta równowaga między byciem razem a możliwością pobycia samemu jest jedną z najpiękniejszych cech pielgrzymowania.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama