Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Syreny wyją, kapitał ucieka. Czy wschód Lubelszczyzny zmieni się w bezludny skansen?

Syreny alarmowe na wschodzie Polski słychać coraz częściej. Jednak prawdziwa katastrofa nie nadciąga z powietrza - dochodzi do niej po cichu, na lokalnym rynku pracy i w miejskich kasach. Eskalacja konfliktu za granicą zamienia przygraniczne miasta w strefę podwyższonego ryzyka. Podczas gdy państwo pompuje tu miliardy w wojsko, schrony i umocnienia, inwestorzy prywatni uciekają na zachód, a młodzi ludzie masowo pakują walizki. Jeśli rząd nie zareaguje, Chełm, Zamość czy Biała Podlaska staną się jedynie dobrze uzbrojoną pustynią.
Syreny alarmowe
"Ludzie wyjeżdżają, inwestorzy wstrzymują decyzje, a nowych impulsów ze strony państwa brakuje” – bije na alarm prezydent Chełma Jakub Banaszek

Źródło: Jakub Banaszek/Facebookpixabay/zdjęcie ilustracyjne/DW

Mechanizm jest bezwzględny: im głośniej mówi się o zagrożeniu wojennym, tym szybciej z regionu wycofują się pieniądze. Powstaje niebezpieczny efekt nożyc: rosną wydatki obronne, ale zamiera prywatna gospodarka. Zamiast nowych fabryk i centrów technologicznych, miasta ściany wschodniej dostają etykietę „strefy ryzyka”.

Panika kapitału. Inwestorzy podwijają ogony

Problem sięga samych stolic subregionów.

- W rozmowach z inwestorami z Francji, Stanów Zjednoczonych czy Izraela widzieliśmy wyraźne spowolnienie decyzji, mimo że w niektórych przypadkach negocjacje były już na zaawansowanym etapie – ujawniał kilka miesięcy temu Krzysztof Żuk, prezydent Lublina, w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.

W mniejszych miastach sytuacja jest jeszcze bardziej napięta.

- O bezpieczeństwie musimy rozmawiać, ale od miesięcy alarmujemy też o innym zagrożeniu: słabnącej gospodarce Polski Wschodniej. Ludzie wyjeżdżają, inwestorzy wstrzymują decyzje, a nowych impulsów ze strony państwa brakuje - bije na alarm Jakub Banaszek, prezydent Chełma.

Płaca minimalna i ucieczka młodych

Skutki są porażające. Udział Chełma w krajowym PKB na mieszkańca drastycznie spadł z 104 procent do zaledwie 75 procent średniej krajowej. W Zamościu i Białej Podlaskiej większość ofert pracy opiera się na ustawowym wynagrodzeniu minimalnym. Zamknięte granice dobijają lokalny handel, spedycję i hotelarstwo.

Młodzi nie mają na co czekać. Miasta wykrwawiają się demograficznie, a samorządowcy próbują chwytać się ostrych środków. Rafał Zwolak, prezydent Zamościa, wystosował do Warszawy dramatyczny w formie apel, żądając natychmiastowych inwestycji w tory i budowy dróg ekspresowych.

- Bez radykalnego przyspieszenia projektów infrastrukturalnych Zamość oraz sąsiadujące z nim ośrodki zostaną trwale wykluczone komunikacyjnie. Bez interwencji państwa nasz region zostanie zdegradowany do roli peryferyjnego skansenu pozbawionego siły nabywczej - ostrzega prezydent Rafał Zwolak w piśmie skierowanym do Ministerstwa Infrastruktury.

Ratunkiem ma być między innymi projekt bezpośredniego pociągu „Zamościanin” do Frankfurtu nad Menem, który połączyłby region z Europą Zachodnią.

Militarny plac budowy to za mało

Obecnie region przeżywa inwestycyjny paradoks. Chełm wydaje niemal 40 procent budżetu na inwestycje (kosztem długu przekraczającego 5,1 tys. zł na mieszkańca), Biała Podlaska buduje tunele pod torami za dziesiątki milionów, a przez Lubelszczyznę płyną rzeki pieniędzy na program Tarcza Wschód, schrony czy medycynę pola walki.

Sam asfalt i wojskowe magazyny nie stworzą jednak wartościowych miejsc pracy. Jeśli za militarną tarczą nie pójdą specjalne ulgi podatkowe i państwowy plan ratunkowy dla biznesu, nowe drogi posłużą mieszkańcom tylko do jednego: do szybszej ucieczki z regionu.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama