- Polacy od razu po zaborach i Wielkiej Wojnie musieli ponownie zmierzyć się z wrogiem ze wschodu. Jakie nastroje panowały wtedy w społeczeństwie? Czy ludzie byli zmęczeni wojną, czy bardziej zmotywowani do kolejnych walk, bo wiedzieli, że walczą o swoją ziemię?
- Oczywiście społeczeństwo polskie było po I wojnie światowej niezwykle zmęczone i wyczerpane. Trzeba pamiętać, że przez kilka lat działania wojenne toczyły się na ziemiach polskich, a front przetaczał się przez polskie wsie i miasta. Prowadziło to do ogromnych strat gospodarczych i materialnych.
Przemysł bardzo często nie mógł normalnie funkcjonować. Przerywane były dostawy surowców i dotychczasowe rynki zbytu. Wielu robotników w miastach pozostawało bez pracy, rosło ubóstwo i całe rodziny znajdowały się w bardzo trudnej sytuacji materialnej.
Podobnie wyglądała sytuacja na wsi. Wojna oznaczała rekwizycje żywności, koni, bydła i innych dóbr potrzebnych walczącym armiom. Szczególnie dramatyczny był 1915 r., kiedy armia rosyjska wycofywała się z Królestwa Polskiego. Rosjanie ewakuowali w głąb imperium nie tylko administrację i ogromną liczbę ludzi, ale również wyposażenie wielu zakładów przemysłowych. Wojsko często wysadzało mosty, niszczyło infrastrukturę. Przykładem jest spalenie budynku poczty przy Placu Litewskim w Lublinie. Wiele maszyn i urządzeń zostało wywiezionych, co stanowiło ogromny cios dla gospodarki ziem polskich.
Skala ewakuacji ludności także była ogromna. Wraz z wycofującą się armią rosyjską w głąb Imperium Rosyjskiego przemieszczały się setki tysięcy mieszkańców Królestwa Polskiego. Byli wśród nich urzędnicy, kolejarze i pracownicy zakładów przemysłowych, ale także zwykli mieszkańcy, których wojna zmuszała do opuszczenia swoich domów.
W wyniku ofensywy państw centralnych wiosną i latem 1915 r. nastąpił odwrót armii rosyjskiej z ziem Królestwa Polskiego, rozpoczął się okres okupacji niemieckiej i austro-węgierskiej. Na Lubelszczyźnie była to okupacja austro-węgierska. Wojna nadal oznaczała bardzo daleko idącą eksploatację gospodarczą. Rekwirowano żywność, surowce i metale. Na potrzeby wojenne zabierano nawet kościelne dzwony.
Bardzo wymownym przykładem jest parafia w Niemcach pod Lublinem. Przed wojną posiadała trzy dzwony. W 1915 r. dwa z nich zabrali wycofujący się Rosjanie, a ostatni został później zarekwirowany przez Austriaków. To trafnie pokazuje, jak kolejne armie przechodzące przez ziemie polskie pozbawiały miejscową ludność jej majątku.
Trzeba więc pamiętać, że kiedy w 1918 r. odradzała się Rzeczpospolita, był to kraj bardzo poważnie zniszczony i gospodarczo wyczerpany. Ludzie mieli za sobą cztery lata wojny, rekwizycje, biedę, bezrobocie, przesiedlenia i ogromne straty materialne.
Ale jednocześnie wraz z przedłużaniem się wojny następowała niezwykle ważna zmiana nastrojów. Polacy coraz wyraźniej dostrzegali, że państwa zaborcze, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawały się niezwykle potężne, słabły i żadne z nich nie było w stanie rozstrzygnąć wojny na swoją korzyść.
Jesienią 1918 r. sytuacja zmieniła się zasadniczo. Rosja po rewolucjach 1917 r. była pogrążona w wojnie domowej, rozpadały się Austro-Węgry, a Niemcy poniosły strategiczną militarną klęskę na froncie zachodnim. Polacy dostrzegli więc wyjątkową szansę historyczną na odbudowę własnego państwa.
I tutaj mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Z jednej strony społeczeństwo było materialnie i fizycznie wyczerpane kilkuletnią wojną. Z drugiej strony pojawił się ogromny entuzjazm związany z odzyskaniem niepodległości. Polacy byli coraz silniej zmobilizowani narodowo i gotowi do wielkiego wysiłku, aby odbudować własne państwo, a później go bronić.
Dlatego nie można powiedzieć, że po 1918 r. Polacy po prostu chcieli już tylko pokoju i nie byli gotowi do dalszej walki. Oczywiście pragnienie zakończenia działań wojennych było ogromne, ale równie silne było przekonanie, że odzyskana po 123 latach niewoli Rzeczpospolita jest wartością najwyższą, której trzeba bronić. I właśnie to miało ogromne znaczenie, kiedy dwa lata później państwo polskie znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie w związku z ofensywą bolszewicką.
- Lubelszczyzna była bardzo ważnym terenem strategicznym w wojnie polsko-bolszewickiej. Czy ludzie zamieszkujący te tereny byli przygotowani na kolejną wojnę?
- Oczywiście, że nie. Społeczeństwo wychodziło z doświadczeń Wielkiej Wojny, a odrodzone państwo polskie dopiero budowało swoje struktury. Wojna polsko-bolszewicka była więc ogromnym wysiłkiem całego narodu.
Trzeba pamiętać, że również Wojsko Polskie dopiero powstawało. Tworzono je z bardzo różnych formacji i tradycji wojskowych. W jego skład wchodzili byli legioniści, żołnierze polskich korpusów tworzonych w Rosji, byli żołnierze armii zaborczych, a także znakomicie wyposażona Armia Polska we Francji, czyli tzw. Błękitna Armia, która przybyła do kraju pod dowództwem gen. Józefa Hallera. Było więc z czego budować kadry, ale trzeba było z tych bardzo różnych elementów stworzyć jednolitą formację zbrojną.
I tutaj bardzo ważny jest wysiłek społeczny. Korpus oficerski w dużej mierze tworzyli ludzie posiadający wcześniejsze doświadczenie wojskowe, często wywodzący się z inteligencji czy ziemiaństwa, ale ogromną większość armii stanowili zwykli żołnierze – chłopi i robotnicy.
To zresztą pokazuje, jak bardzo w XIX i na początku XX w. wzrosła świadomość narodowa szerokich warstw społeczeństwa. Polska nie była już sprawą tylko elit. Kiedy w 1920 r. niepodległość znalazła się w niebezpieczeństwie, do jej obrony stanęli ludzie z bardzo różnych środowisk. W lipcu i sierpniu 1920 r. tysiące ochotników zgłaszały się do wojska, a społeczeństwo wspierało armię również materialnie.
Najlepszym przykładem tego procesu była wcześniej Błękitna Armia. W jej szeregi wstępowali Polacy z różnych krajów, w tym bardzo liczni ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, ale również Polacy pochodzący z armii państw centralnych, którzy znaleźli się w niewoli Ententy. W przededniu zakończenia wojny armia ta liczyła około 70 tys. żołnierzy.
To pokazuje, że troska o niepodległość Ojczyzny była wśród Polaków tak silna, że byli oni gotowi porzucać dotychczasowe miejsce życia i pracy, aby walczyć o odradzającą się Rzeczpospolitą.
- Jak wyglądały działania wojenne w sierpniu 1920 r. na ziemiach lubelskich?
- W sierpniu 1920 r. Lubelszczyzna znalazła się w centrum wydarzeń wojennych. Front przebiegał wówczas przez ogromny obszar kraju, a ziemie lubelskie miały szczególne znaczenie, ponieważ właśnie tutaj koncentrowano część sił, które następnie odegrały kluczową rolę w polskiej kontrofensywie.
Sytuacja jeszcze na początku sierpnia wyglądała bardzo groźnie. Od czerwca 1920 r. Armia Czerwona postępowała szybko na zachód. Polskie oddziały wycofywały się, a kolejne tereny znalazły się pod kontrolą bolszewików. Na zajętych ziemiach tworzono struktury rewolucyjne i przygotowywano grunt pod ustanowienie w Polsce systemu komunistycznego. 23 lipca powstał w Smoleńsku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski czyli Polrewkom, który zainstalował się w zdobytym przez bolszewików Białymstoku i miał stanowić zalążek przyszłej władzy komunistycznej w Polsce.
Wkraczającej na ziemie polskie Armii Czerwonej towarzyszyły grabieże, represje i akty przemocy wobec ludności cywilnej. Dlatego dla wielu Polaków nie była to już tylko wojna o granice, ale walka o istnienie niepodległej Rzeczypospolitej i przyszły byt narodu polskiego.
Na terenach pozostających po stronie polskiej trwała natomiast ogromna mobilizacja. Wojsko uzupełniało szeregi, powstawała Armia Ochotnicza, społeczeństwo zbierało pieniądze, żywność i wyposażenie. Mimo niezwykle trudnej sytuacji państwo nie uległo rozpadowi. Wręcz przeciwnie – w obliczu bezpośredniego zagrożenia nastąpiła bardzo szeroka mobilizacja społeczna.
Dla Lubelszczyzny szczególnie ważne były wydarzenia połowy sierpnia. Na linii Wieprza skoncentrowano wojska przeznaczone do polskiego kontruderzenia. 16 sierpnia ruszyła ofensywa znad Wieprza, kierowana osobiście przez Józefa Piłsudskiego. Uderzenie na skrzydło i tyły wojsk bolszewickich było jednym z zasadniczych elementów polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej.
Również na samej Lubelszczyźnie dochodziło do ważnych starć. W dniach 15-16 sierpnia rozegrała się bitwa pod Cycowem, a pod koniec sierpnia miała miejsce niezwykle ważna obrona Zamościa przed 1. Armią Konną Siemiona Budionnego. Oba te wydarzenia to jedne z kluczowych epizodów wojny 1920 r. na Lubelszczyźnie.
Dlatego powiedziałbym, że w sierpniu 1920 r. Lubelszczyzna nie była tylko terenem, przez który przechodził front. Stała się jednym z obszarów, z których wyszło polskie kontruderzenie zmieniające losy całej wojny. Tutaj też powstrzymano natarcie bolszewików na południowym odcinku frontu.
- Najwięcej mówi się o Bitwie Warszawskiej, jednak było też wiele innych istotnych bitew i starć, również w województwie lubelskim. Jakie bitwy miały miejsce na Lubelszczyźnie? Jakie miały one wpływ na ostateczne zwycięstwo w wojnie z bolszewikami?
- Tak jak wspomniałem, Lubelszczyzna odegrała w wojnie polsko-bolszewickiej rolę niezwykle ważną. Kiedy mówimy o zwycięstwie w 1920 r., nie możemy ograniczać się tylko do obrony Warszawy czy walk toczonych na północ od stolicy. Jednym z kluczowych elementów polskiego planu było przecież przygotowanie kontrofensywy znad Wieprza.
To właśnie z rejonu Wieprza 16 sierpnia ruszyło polskie uderzenie na skrzydło i tyły wojsk bolszewickich. Wojska dowodzone bezpośrednio przez Józefa Piłsudskiego bardzo szybko posuwały się na północ, wychodząc na tyły Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego. Był to jeden z zasadniczych elementów polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej.
Trzeba również pamiętać o bitwie pod Cycowem, stoczonej 15-16 sierpnia 1920 r., w której wojska polskie zatrzymały i pokonały oddziały bolszewickie. Było to ważne zwycięstwo na lubelskim odcinku frontu.
Walki na Lubelszczyźnie nie zakończyły się jednak wraz ze zwycięstwem pod Warszawą. Nadal ogromne zagrożenie stanowiła 1. Armia Konna Siemiona Budionnego. Pod koniec sierpnia próbowała ona zdobyć Zamość, ale miasto zostało skutecznie obronione. Następnie, 31 sierpnia, doszło do bitwy pod Komarowem, jednej z największych bitew kawaleryjskich XX w. Wojska polskie zadały tam Armii Konnej Budionnego bardzo poważne straty i w znacznym stopniu złamały jej siłę ofensywną.
Dlatego można powiedzieć, że Lubelszczyzna odegrała rolę kluczową na kilku etapach tej wojny. Najpierw stała się zapleczem i obszarem koncentracji wojsk do kontrofensywy znad Wieprza, następnie była miejscem ważnych walk pod Cycowem, a pod koniec sierpnia także obrony Zamościa i zwycięskiej bitwy pod Komarowem.
Oczywiście trzeba też pamiętać, że Bitwa Warszawska nie zakończyła wojny. Kolejnym niezwykle ważnym etapem była bitwa nad Niemnem we wrześniu 1920 r. To zwycięstwo ostatecznie przekreśliło możliwość odzyskania inicjatywy strategicznej przez Armię Czerwoną i zmusiło stronę bolszewicką do zaakceptowania faktu, że wojny nie uda się rozstrzygnąć na jej korzyść.
W konsekwencji rozpoczęte zostały rokowania pokojowe. Najpierw doprowadziły one do zawieszenia broni w październiku 1920 r., a ostatecznie do podpisania 18 marca 1921 r. traktatu ryskiego, który kończył wojnę polsko-bolszewicką i ustalał wschodnią granicę II Rzeczypospolitej.
Podsumowując, Bitwa Warszawska była momentem przełomowym, ale na ostateczne zwycięstwo złożył się cały ciąg działań: kontrofensywa znad Wieprza, uderzenie znad Wkry, walki na Lubelszczyźnie, skutkujące powstrzymaniem i rozbiciem sił Budionnego i wreszcie zwycięstwo nad Niemnem.
- Jak wyglądało zaangażowanie ludności poza frontem?
- Zaangażowanie społeczeństwa było ogromne i przybierało bardzo różne formy. Oczywiście ci, którzy podlegali mobilizacji, trafiali do Wojska Polskiego i ruszali na front. Ale w momencie szczególnego zagrożenia, latem 1920 r., do armii zaczęły zgłaszać się dziesiątki tysięcy ochotników.
Warto pamiętać, że do Armii Ochotniczej, której Generalnym Inspektorem został gen. Józef Haller, wstąpiło do końca września 1920 r. ponad 100 tys. ludzi. Zgłaszali się przedstawiciele bardzo różnych środowisk: robotnicy, inteligencja, uczniowie, harcerze, a szczególnie licznie studenci i młodzież. To pokazuje skalę mobilizacji społeczeństwa w chwili, kiedy zagrożone było istnienie odrodzonej Rzeczypospolitej.
Ale przecież nie wszyscy mogli walczyć z bronią w ręku. Ogromną rolę odgrywało zaplecze społeczne. Powstawały komitety obywatelskie, organizowano zbiórki pieniędzy, żywności, odzieży i wyposażenia dla żołnierzy. Tworzono punkty sanitarne i żywieniowe, opiekowano się rannymi, uchodźcami oraz rodzinami żołnierzy.
Bardzo ważną rolę odgrywały kobiety. Organizowały zbiórki, szyły mundury i odzież, przygotowywały paczki dla żołnierzy, pracowały jako sanitariuszki i opiekowały się rannymi. Ale trzeba też pamiętać, że kobiety służyły również w formacjach wojskowych. Istniała Ochotnicza Legia Kobiet, której członkinie pełniły m.in. służbę wartowniczą, a część z nich była przygotowywana także do bezpośredniego udziału w walce.
Ta powszechna mobilizacja miała jeszcze jeden, niezwykle ważny wymiar. Bolszewicy liczyli bowiem na to, że wkroczenie Armii Czerwonej na ziemie polskie doprowadzi do wybuchu rewolucji społecznej. Zakładali, że uda się przeciwstawić chłopów właścicielom ziemskim, a robotników właścicielom fabryk i przedsiębiorcom. Chcieli wykorzystać istniejące różnice społeczne i doprowadzić do wewnętrznego rozbicia polskiego społeczeństwa.
Temu właśnie miał służyć powołany przez bolszewików Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Miał on przejąć władzę w Polsce po zwycięstwie Armii Czerwonej. Bolszewicy tworzyli również lokalne komitety rewolucyjne i wzywali robotników oraz chłopów do poparcia rewolucji.
I te rachuby całkowicie zawiodły. Nie doszło w Polsce do oczekiwanej przez bolszewików rewolucji ani do wojny domowej. Wręcz przeciwnie – w chwili największego zagrożenia różne warstwy społeczne skupiły się wokół obrony własnego państwa.
Wymownym symbolem tej jedności był powołany w lipcu 1920 r. Rząd Obrony Narodowej. Na jego czele stanął Wincenty Witos, przywódca ruchu ludowego, a wicepremierem został Ignacy Daszyński, jeden z najważniejszych przywódców polskich socjalistów. Miało to ogromne znaczenie. Pokazywało polskim chłopom i robotnikom, że to jest również ich państwo i że jego obrona nie jest wyłącznie sprawą elit.
I moim zdaniem właśnie tutaj społeczeństwo polskie zdało jeden z najważniejszych egzaminów w swojej historii. Państwo istniało zaledwie od kilkunastu miesięcy, a mimo to w momencie śmiertelnego zagrożenia okazało się, że Polacy – niezależnie od różnic społecznych i politycznych – potrafili się wokół niego zjednoczyć.
Myślę, że nie stało się to przypadkowo. Był to również rezultat całego XIX w. i pamięci o wcześniejszych walkach o niepodległość – o powstaniu listopadowym, powstaniu styczniowym i kolejnych pokoleniach Polaków zaangażowanych w działalność niepodległościową. W pamięci o tych powstaniach, w kulcie ich bohaterów i w przekonaniu o potrzebie wspólnego działania wychowywały się następne pokolenia.
Pokolenie roku 1920 otrzymało jednak zadanie inne niż jego przodkowie. Oni nie musieli już tylko walczyć o odzyskanie niepodległości, oni musieli również obronić państwo, które zaledwie udało się odbudować. I ten egzamin społeczeństwo polskie zdało.
- Co miało największy wpływ na ostateczne zwycięstwo wojsk polskich? Wygrana Bitwa Warszawska, mimo mniejszej liczebności wojsk polskich, a może inne działania wojenne?
- Moim zdaniem nie da się wskazać jednego czynnika, który zdecydował o zwycięstwie. Oczywiście momentem przełomowym była Bitwa Warszawska, ale za tym zwycięstwem stało coś znacznie więcej. Powiedziałbym, że w 1920 r. zdało egzamin całe państwo i całe społeczeństwo polskie.
Jeżeli spojrzymy na wcześniejsze doświadczenia historyczne Polaków, zobaczymy, jak ważna była ta jedność. U schyłku XVIII w., w ostatnich latach I Rzeczypospolitej, społeczeństwo, a zwłaszcza elity polityczne, były głęboko podzielone. Z jednej strony mieliśmy tych, którzy podjęli wielkie dzieło naprawy państwa, czego symbolem stała się Konstytucja 3 Maja. Z drugiej – konfederatów targowickich, którzy w obronie swoich przywilejów wystąpili przeciwko reformom i odwołali się do pomocy obcego mocarstwa, czyli Rosji.
W powstaniu listopadowym mieliśmy z kolei regularne, dobrze wyszkolone Wojsko Polskie i bardzo duży potencjał militarny. Problemem były jednak m.in. błędy polityczne i strategiczne oraz brak dostatecznej wiary części najwyższego dowództwa w możliwość odniesienia ostatecznego zwycięstwa nad Rosją.
W powstaniu styczniowym sytuacja była właściwie odwrotna. Nie istniała regularna armia polska, a powstańcy musieli dopiero tworzyć oddziały, zdobywać broń i organizować struktury państwa podziemnego. Mieliśmy znakomitych, odważnych dowódców i ogromną determinację, ale dysproporcja sił i możliwości militarnych w stosunku do Imperium Rosyjskiego była ogromna.
Natomiast w 1920 r. można powiedzieć, że po raz pierwszy od bardzo dawna jednocześnie zafunkcjonowało tak wiele elementów potrzebnych do zwycięstwa. Mieliśmy własne państwo i regularne Wojsko Polskie. Mieliśmy bardzo dobrych dowódców oraz żołnierzy posiadających doświadczenie wyniesione z I wojny światowej i wcześniejszych polskich formacji wojskowych. Mieliśmy Józefa Piłsudskiego, który podjął decyzję o przeprowadzeniu manewru znad Wieprza, ale również cały sztab i wybitnych dowódców, takich jak Tadeusz Rozwadowski, Józef Haller, Władysław Sikorski czy Edward Rydz-Śmigły. Zwycięstwo było wynikiem współdziałania bardzo wielu ludzi.
Mieliśmy również niezwykle sprawny wywiad i radiowywiad. Trzeba tutaj przypomnieć postać Jana Kowalewskiego i polskich kryptologów, którzy łamali szyfry Armii Czerwonej. Dzięki przechwytywaniu i odczytywaniu bolszewickiej korespondencji polskie dowództwo uzyskiwało bardzo cenną wiedzę o położeniu, ruchach i zamiarach przeciwnika. To jeden z tych elementów zwycięstwa, o których przez wiele lat mówiło się zdecydowanie zbyt mało.
Ale nawet najlepsze dowództwo, wywiad i wojsko nie wystarczyłyby bez zaplecza społecznego. I tutaj wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej. Bolszewicy liczyli na wybuch rewolucji w Polsce. Liczyli na podział społeczeństwa, na konflikt chłopów z właścicielami ziemskimi, robotników z przedsiębiorcami, na rozbicie państwa od wewnątrz. Tymczasem stało się odwrotnie.
Polacy, mimo bardzo poważnych różnic politycznych i społecznych, w momencie największego zagrożenia potrafili zjednoczyć się wokół obrony Rzeczypospolitej. Chłopi, robotnicy, inteligencja, ziemianie, młodzież, studenci, kobiety – każdy na miarę swoich możliwości uczestniczył w tym wielkim wysiłku. Jedni walczyli na froncie, inni zgłaszali się do Armii Ochotniczej, jeszcze inni organizowali zaplecze, pomoc dla żołnierzy i rannych.
Nie oznacza to oczywiście, że w społeczeństwie nie było sporów czy ludzi opowiadających się po stronie bolszewików. Byli polscy komuniści zaangażowani w Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Ale nie uzyskali oni masowego poparcia, na które liczyli bolszewicy. Nie udało się wywołać w Polsce rewolucji ani wojny domowej.
I chyba właśnie w tym widzę jeden z najważniejszych powodów zwycięstwa. W 1920 r. nie zawiódł żaden z podstawowych elementów potrzebnych do obrony państwa: było wojsko, byli zdolni dowódcy, funkcjonował sztab, działał wywiad, była wola walki, ale przede wszystkim istniało społeczeństwo gotowe bronić własnej Rzeczypospolitej.
Można powiedzieć, że Polacy wykorzystali również doświadczenie poprzednich pokoleń. Pamiętali zarówno o tragicznych skutkach wewnętrznych podziałów i Targowicy, jak i o tradycji walk o niepodległość – powstaniu listopadowym, powstaniu styczniowym i kolejnych pokoleniach Polaków, którzy nie pogodzili się z utratą własnego państwa.
Pokolenie 1920 r. wychowywało się w pamięci o tych doświadczeniach. Kiedy przyszło walczyć w 1920 r., wielu żołnierzy miało za wzór polskich bohaterów z XIX-wiecznych powstań.
Dlatego powiedziałbym, że Bitwę Warszawską wygrało Wojsko Polskie, ale wojnę 1920 r. wygrała cała Rzeczpospolita: armia, dowódcy, wywiad i przede wszystkim społeczeństwo, które w decydującym momencie potrafiło stanąć w obronie własnego państwa.
- Jaki wpływ miała zwycięska wojna polsko-bolszewicka na Polskę i całą Europę w tamtym czasie?
- Zwycięstwo Polski w wojnie polsko-bolszewickiej miało znaczenie nie tylko dla naszego państwa, ale również dla całej Europy. Przede wszystkim uratowało niepodległość Rzeczypospolitej, odzyskaną zaledwie dwa lata wcześniej. Przegrana w 1920 r. mogła oznaczać nie tylko likwidację suwerennego państwa polskiego, ale wszystko to, co przeżywali obywatele sowieccy w dwudziestoleciu międzywojennym: głód, wywózki, mordowanie całych grup społecznych.
Cele bolszewików sięgały jednak znacznie dalej. Polska była dla nich przeszkodą na drodze rewolucji na Zachód. Bolszewicy liczyli przede wszystkim na dotarcie do Niemiec, gdzie po zakończeniu I wojny światowej istniały silne napięcia społeczne i ruchy rewolucyjne. Zakładali, że połączenie rewolucji rosyjskiej z rewolucją w Niemczech może otworzyć drogę do dalszego rozprzestrzeniania komunizmu w Europie.
Trzeba pamiętać, że bolszewicy od początku myśleli o swojej rewolucji w wymiarze międzynarodowym. Nie chodziło im jedynie o przejęcie i utrzymanie władzy w Rosji. Ich celem była rewolucja światowa, a Rosja miała stać się punktem wyjścia do rozszerzenia jej na kolejne państwa.
I właśnie na tej drodze znalazła się Polska. Zwycięstwo Wojska Polskiego pod Warszawą, a następnie kolejne sukcesy polskiej armii, przede wszystkim zwycięstwo nad Niemnem, zatrzymały marsz Armii Czerwonej na Zachód i przekreśliły w tym momencie możliwość eksportowania rewolucji na bagnetach bolszewików.
Dlatego znaczenie wojny 1920 r. zdecydowanie wykracza poza historię Polski. Już współcześni dostrzegali wagę tego zwycięstwa. Brytyjski dyplomata lord Edgar Vincent d’Abernon określił później Bitwę Warszawską jako osiemnastą decydującą bitwę w dziejach świata. Uważał, że Polska powstrzymała wówczas zagrożenie, którego konsekwencje mogły objąć znaczną część Europy.
Oczywiście jako historycy powinniśmy być ostrożni ze stwierdzeniem, że wiemy dokładnie, co wydarzyłoby się, gdyby Polska przegrała. Nie możemy przesądzić, że bolszewicy zdołaliby opanować całą Europę. Wiemy jednak, jakie były ich zamiary: chcieli przenieść rewolucję dalej na Zachód, przede wszystkim do Niemiec. I wiemy, że zwycięstwo Polski w 1920 r. te plany zatrzymało.
Ale jest jeszcze jedna, moim zdaniem, niezwykle ważna konsekwencja zwycięstwa 1920 r., którą możemy dostrzec dopiero z perspektywy całego XX w. Polska otrzymała dwadzieścia lat niepodległości. W tym czasie mogło ukształtować się całe pokolenie Polaków, które wiedziało z własnego doświadczenia, czym jest wolna, niepodległa i suwerenna Rzeczpospolita.
To pokolenie odegrało później niezwykle ważną rolę. To byli ludzie, którzy w 1939 r. stanęli do obrony Polski, a następnie tworzyli Polskie Państwo Podziemne i Armię Krajową. Wśród nich byli powstańcy warszawscy, a po zakończeniu wojny również ci, którzy nie pogodzili się z narzuconym Polsce systemem komunistycznym i bolszewicką dominacją.
Trzeba przy tym pamiętać, że pokolenia te się przenikały. W 1939 r. i podczas okupacji walczyli zarówno ludzie, którzy wcześniej uczestniczyli w odzyskiwaniu niepodległości i wojnie polsko-bolszewickiej, jak i młodsi Polacy wychowani już w szkołach II Rzeczypospolitej. Dla tych młodszych niepodległa Polska nie była tylko opowieścią historyczną. Oni ją znali, pamiętali jej instytucje, symbole i kulturę, byli wychowywani w przekonaniu, że mają własne państwo.
Znaczenie tych dwudziestu lat niepodległości widzimy również po II wojnie światowej, kiedy Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów i rozpoczęła się jej sowietyzacja. Takie postacie jak Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, ks. Franciszek Blachnicki czy Jan Nowak-Jeziorański należały właśnie do pokolenia ukształtowanego w II Rzeczypospolitej. Stefan Wyszyński był nieco starszy, ale to właśnie w niepodległej Polsce odbywała się zasadnicza część jego formacji kapłańskiej i rozpoczynała jego działalność publiczna.
Ci ludzie pamiętali Polskę jako państwo niepodległe. Później stawali się autorytetami i w pewnym sensie nosicielami pamięci o wolnej Rzeczypospolitej dla kolejnego pokolenia, które dorastało już w PRL.
To jest niezwykle istotne. Pokolenie wychowane w komunistycznej Polsce nie musiało czerpać wiedzy o wolnej Ojczyźnie wyłącznie z książek. Miało wokół siebie ludzi, którzy tę Polskę pamiętali i którzy przekazywali dalej jej tradycję, wartości i przekonanie, że pełna suwerenność jest czymś, do czego należy dążyć.
Widać to później w działalności Kościoła, opozycji demokratycznej, środowisk emigracyjnych, ruchów społecznych, a w końcu wielkiego ruchu Solidarności. Solidarność odegrała zasadniczą rolę w procesie, który pod koniec lat osiemdziesiątych doprowadził do upadku systemu komunistycznego w Polsce, a następnie do odzyskania pełnej suwerenności.
Dlatego konsekwencje zwycięstwa 1920 r. można rozpatrywać w znacznie dłuższej perspektywie. Z jednej strony zatrzymano wówczas ekspansję bolszewicką na Zachód. Z drugiej – uratowano niepodległość Rzeczypospolitej i dano Polsce dwadzieścia lat, podczas których wychowało się pokolenie ludzi znających smak wolności i własnego państwa.
I kiedy później Polska ponownie utraciła pełną suwerenność, pamięć o II Rzeczypospolitej nie zniknęła. Została przekazana następnym pokoleniom. W tym sensie zwycięstwo 1920 r. miało konsekwencje nie tylko dla Polski międzywojennej, ale również dla polskiej walki podczas II wojny światowej, sprzeciwu wobec komunizmu i ostatecznie dla drogi prowadzącej do odzyskania pełnej suwerenności ma przełomie lat 80. i 90. XX w.

Komentarze