Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Chełm

200 zł za kurs w jedną stronę. Chełmianie proszą o „taksówkę” dla osób z niepełnosprawnościami

Centrum Opiekuńczo-Mieszkalne może być nowoczesne i potrzebne, ale co z tego, jeśli część osób nie będzie w stanie do niego dotrzeć? Z takim problemem mieszkańcy przyszli na sesję Rady Miasta Chełm. Mówili o rodzicach pchających wózki z dorosłymi dziećmi, seniorach, prywatnym transporcie kosztującym nawet 3–5 tys. zł miesięcznie i ofercie 200 zł za pojedynczy przejazd w jedną stronę. Zaproponowali konkretne rozwiązanie: transport do COM-u oraz miejską „taksówkę” dla osób z niepełnosprawnościami. Władze Chełma po raz pierwszy złożyły w tej sprawie wyraźną deklarację.
Taxi Chełm
Miasto zobowiązało się przeanalizować możliwości wprowadzenia udogodnień oraz pomocy w zakresie zapewnienia transportu dla osób ze szczególnymi potrzebami

Autor: Kamil Pomorski

Pod koniec wielogodzinnej sesji chełmskiej rady dyskusja zeszła z uchwał, budżetowych tabel i politycznych sporów na poziom codzienności. I właśnie wtedy padły jedne z najbardziej wymownych liczb całych obrad.

3 tysiące. 5 tysięcy. 200 złotych.

Pierwsze dwie kwoty to miesięczne koszty prywatnego przewozu osoby z niepełnosprawnością, o których mówiła przedstawicielka środowiska. Trzecia – cena, jaką jeden z mieszkańców usłyszał za przejazd przystosowanym samochodem po Chełmie. W jedną stronę.

Za tymi liczbami kryje się jednak znacznie prostsze pytanie: jak osoba poruszająca się na wózku ma dostać się do lekarza, urzędu, na wydarzenie kulturalne albo do powstałego właśnie Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego?

Centrum jest. Ale trzeba jeszcze do niego dojechać

Głos mieszkańcom oddano w części poświęconej wolnym wnioskom. Wcześniej radny Łukasz Krzywicki zwrócił uwagę, że na sesję przyszli m.in. Agnieszka Filipczuk, prezes Stowarzyszenia 25+ Nasza Przyszłość, oraz rodzice osób zainteresowanych funkcjonowaniem Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego. Chcieli mówić przede wszystkim o transporcie.

Agnieszka Filipczuk rozpoczęła od podkreślenia, że środowisko osób z niepełnosprawnościami docenia powstanie COM-u. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie kończy się sama inwestycja.

– Zwróciłam się z wnioskiem o utworzenie transportu do Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego, ponieważ bardzo zależy mi na tym, żeby był jak największy dostęp do tego centrum – mówiła.

Jej zdaniem bez odpowiedniego transportu część potencjalnych użytkowników będzie miała ograniczoną możliwość korzystania z tego, co centrum ma oferować.

Argument, że Chełm posiada bezpłatną komunikację miejską, w tym przypadku – jak przekonywała – nie rozwiązuje problemu.

– Mało kto z całego naszego społeczeństwa ma świadomość tego, jak bardzo ciężko się poruszać z wózkiem inwalidzkim, z dorosłą, dużą osobą – tłumaczyła. Zwracała uwagę, że wielu opiekunów to osoby starsze, które same mają problemy z poruszaniem się, a pchanie wózka z dorosłą osobą staje się dla nich ogromnym wysiłkiem.

3–5 tys. zł miesięcznie za możliwość wyjścia z domu

Najbardziej przemawiające do wyobraźni były jednak kwoty, które padły podczas dyskusji.

Według doświadczeń stowarzyszenia prywatny transport osoby z niepełnosprawnością może kosztować od 3 do 5 tys. zł miesięcznie. Jedna z osób należących do organizacji przez okres jesienno-zimowo-wiosenny płaciła około 3 tys. zł miesięcznie.

– Na szczęście było ją stać, ale myślę, że większości osób nie będzie na to stać – mówiła Filipczuk.

W tym miejscu dyskusja o dostępności COM-u nabrała jeszcze innego wymiaru. Bo jeśli miasto wybudowało obiekt przeznaczony właśnie dla osób wymagających szczególnego wsparcia, a część z nich nie będzie w stanie fizycznie do niego dotrzeć, problemem przestaje być tylko transport.

– Myślę, że taką inwestycję, która została poczyniona i powstało to centrum, powinniśmy wykorzystać (...) żeby te pieniądze, które zostały zainwestowane, nie marnowały się tym, że ludzie nie potrafią dotrzeć do tego miejsca – argumentowała przedstawicielka stowarzyszenia.

„Taksówka” nie tylko do lekarza

Na sesji pojawiła się więc druga propozycja. Nie chodzi już wyłącznie o dowóz do Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego, ale o usługę, którą sami zainteresowani określają potocznie jako „taksówkę dla osób z niepełnosprawnościami”.

Nie musi być całkowicie bezpłatna. Jak mówiła Filipczuk, mogłaby funkcjonować przy częściowej odpłatności ze strony pasażera.

I nie chodzi tylko o przewóz do lekarza.

– Ciężko jest dotrzeć tym ludziom czy do urzędów, czy do lekarza, ale nie możemy zapominać też o tym, że osoby z niepełnosprawnością i ich rodziny nie żyją tylko samą niepełnosprawnością – podkreślała.

Wskazywała na prawo do zwyczajnego uczestniczenia w życiu miasta: wyjścia do kina, udziału w wydarzeniach kulturalnych czy miejskich imprezach.

To zdanie być może najcelniej oddaje sens całego apelu. Dostępność nie kończy się bowiem na podjeździe przed urzędem ani windzie w nowym budynku. Jeśli człowiek nie ma czym do tego budynku dojechać, infrastruktura pozostaje dla niego dostępna przede wszystkim na papierze.

„Zaproponowano mi 200 złotych w jedną stronę”

Po Agnieszce Filipczuk głos zabrał Jacek Bobruś. Przedstawił się przede wszystkim jako ojciec 34-letniego mężczyzny poruszającego się na wózku. Jak mówił, z problemem mierzy się od 34 lat, a od co najmniej dekady aktywnie zajmuje się tematyką dostępności.

Przekonywał, że specjalistyczny transport funkcjonuje już w wielu innych miastach, choć w różnych formach.

– Uważam, że chyba już dorośliśmy do tego etapu, żeby coś takiego powstało w Chełmie – mówił.

Zwrócił też uwagę na starzenie się miasta. Wśród członków jego stowarzyszenia dominują dziś emeryci i emerytki, a około dziesięciu osób porusza się na wózkach lub ma poważne problemy z poruszaniem.

Potem podał przykład ceny, z którą zetknął się osobiście.

– Jeden kurs po mieście firmy, która świadczy takie usługi, to zaproponowano mi cenę 200 złotych w jedną stronę – powiedział.

Dla porównania wskazał, że jego syn otrzymuje 2100 zł renty socjalnej.

Dwieście złotych w jedną stronę oznacza 400 zł za sam wyjazd i powrót. Pięć takich przejazdów pochłonęłoby niemal równowartość przywołanej podczas sesji miesięcznej renty.

Bobruś przekazał jednocześnie radnym ważną informację: jest już podmiot dysponujący przystosowanymi busami i mniejszymi pojazdami, który – według jego relacji – byłby zainteresowany współpracą przy świadczeniu takiej usługi.

Radni ponad podziałami

Apel mieszkańców spotkał się na sali z poparciem radnych.

Łukasz Krzywicki przypomniał, że problem dostępności miejskich obiektów, komunikacji czy barier architektonicznych nie pojawił się po raz pierwszy. Zaapelował jednak, aby tym razem potraktować sprawę szczególnie poważnie.

– Myślę, że wszyscy wspólnie, pomimo być może różnych poglądów politycznych, podziałów różnego rodzaju, jesteśmy w stanie wspólnie pochylić się nad tym problemem, bo to jest jednak naszym obowiązkiem, o te osoby zadbać – mówił.

Do apelu przyłączył się również wiceprzewodniczący rady Wojciech Wójcik, który w imieniu Klubu Radnych Chełmianie zwrócił się do władz miasta o przeanalizowanie możliwości wsparcia potrzeb zgłoszonych przez mieszkańców.

Miasto mówi: przeanalizujemy

Najważniejsza odpowiedź padła jednak ze strony pierwszego zastępcy prezydenta Chełma Radosława Wnuka.

Nie obiecał, że specjalny transport powstanie. Nie podał terminu ani potencjalnych kosztów. Zadeklarował jednak, że miasto zajmie się propozycją.

– Przeanalizujemy bardzo dokładnie, przyjrzymy się możliwościom wprowadzenia udogodnień (...) czy pomocy w zakresie zapewnienia transportu dla osób ze szczególnymi potrzebami – powiedział Wnuk.

I właśnie od tej deklaracji być może zaczyna się kolejny etap tej historii.

Mieszkańcy nie przyszli na sesję wyłącznie opowiedzieć o problemie. Przynieśli konkretne przykłady, pokazali skalę kosztów i zaproponowali rozwiązanie. Teraz ruch należy do miasta.

Teraz pytanie nie brzmi już więc, czy problem istnieje. Pytanie brzmi, co miasto z nim zrobi. Czy zdecyduje się na własny system przewozów, zleci usługę zewnętrznemu podmiotowi, wprowadzi częściową odpłatność, czy znajdzie jeszcze inne rozwiązanie?

Bo dla osoby poruszającej się na wózku dostępność nie zaczyna się przy podjeździe do budynku. Zaczyna się dużo wcześniej – już przy drzwiach własnego domu.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama