Pożar hali produkcyjno-magazynowej przy ul. Kasprowicza wybuchł w niedzielne popołudnie. Strażacy otrzymali zgłoszenie przed godz. 15. Gdy dotarli na miejsce, ogniem objęty był już cały budynek o powierzchni około 2 tys. mkw. Wysoka temperatura doprowadziła do zawalenia się konstrukcji do środka.
Z ogniem przez około siedem godzin walczyło 20 zastępów straży pożarnej, czyli 60 strażaków. Wykorzystywano m.in. podnośniki koszowe oraz drona z kamerą termowizyjną. Na miejscu pracowała również specjalistyczna grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego, która monitorowała jakość powietrza.
W hali znajdowała się fabryka elementów kompozytowych wykorzystywanych przy budowie samolotów i helikopterów. Strażacy wstępnie oszacowali straty na około 30 mln zł. W pożarze nikt nie ucierpiał.
Śledczy musieli przerwać oględziny
W poniedziałek do pracy przystąpili policjanci, prokurator oraz biegły z zakresu pożarnictwa. Chcieli dokładnie zbadać pogorzelisko i zabezpieczyć ślady, które mogą pomóc w ustaleniu, gdzie i w jaki sposób pojawił się ogień.
Na razie nie udało się jednak przeprowadzić oględzin wnętrza hali.
– Prokurator chciał przystąpić do oględzin wnętrza hali, ale niestety zaczęły spadać elementy konstrukcji. Z uwagi na bezpieczeństwo uczestników tej czynności procesowej musiał ją przerwać – mówi Marcin Kozak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Dalsze oględziny będą możliwe dopiero po ocenie stanu budynku przez nadzór budowlany. Prokurator dodaje, że przeprowadzono oględziny z zewnątrz, również przy użyciu policyjnego drona.
Na razie żadnej wersji nie można potwierdzić
W sprawie pojawiają się różne hipotezy dotyczące przyczyn pożaru. Śledczy nie wykluczają m.in. zwarcia instalacji elektrycznej czy reakcji chemicznej. W hali znajdowały się bowiem różnego rodzaju materiały i związki wykorzystywane w procesie produkcyjnym.
Jak podkreśla prokurator, na tym etapie śledztwa jest jednak zdecydowanie za wcześnie, aby wskazywać konkretną przyczynę.
Śledczy odnoszą się również do pojawiających się informacji o możliwym celowym podpaleniu czy akcie sabotażu.
– Nie znaleźliśmy żadnych elementów, które na tę chwilę kazałyby nam wskazać, że wersja o akcie dywersji, sabotażu czy celowym podpaleniu ma potwierdzenie w dowodach – zaznacza rzecznik prokuratury.
Nie oznacza to jednak, że śledczy definitywnie wykluczyli którąkolwiek z wersji. Najpierw muszą dokładnie zbadać pogorzelisko.
– Ja nie wykluczam, że takie elementy mogą być, ale na tę chwilę ich nie ma – dodaje Kozak.
Śledztwo w sprawie pożaru prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Lublinie. Ostateczne ustalenie przyczyny będzie możliwe dopiero po przeprowadzeniu pełnych oględzin i analizie zabezpieczonych śladów.


Komentarze