Faworytem rywalizacji są wrocławianki. To stwierdzenie może wydawać się przeciętnemu kibicom bardzo dziwne, ale lubelski zespół w lecie przeszedł olbrzymią przemianę. Ze składu, który dał mistrzostwo Polski zostały tylko 3 zawodniczki – Aleksandra Wojtala, Brooque Williams oraz Nikola Pogorzelska. Cała reszta łącznie z trenerem Karolem Kowalewskim Lublin opuściła.
Stery przejął jeden z jego asystentów w poprzednim sezonie, Marek Lebiedziński. Udało mu się skompletować skład, który jest pozbawiony wielkich nazwisk. Nawet zawodniczki zagraniczne nie są tymi z europejskiego topu, chociaż przecież Lublinianki będą występować w prestiżowej Eurolidze. W krajowej rotacji też nie ma wielkich nazwisk, może poza Amelią Rembiszewską i wspomnianą wcześniej Wojtalą.
Rozegrany w weekend w Lublinie Przedsezonowy Turniej Przygotowawczy pokazał, że zespół ma jeszcze sporo braków. Wprawdzie w półfinale udało się gładko pokonać MKS Pruszków, to jednak trudno się zachwycać się zwycięstwem nad jedna z najsłabszych ekip w lidze. Dzień później mecz z Eneą AZS Politechnika Poznańska pokazał już sporo słabych stron lubelskiej drużyny. Najbardziej pilnym problemem jest strefa podkoszowa, gdzie Catherine Reese oraz Kourtney Treffers dawały się przestawiać Laurze Miskiniene. Początek meczu mieliśmy na pewno dobry. Dobrze wyszliśmy i kontrolowaliśmy to spotkanie. Później, w drugiej kwarcie, Poznań wrócił przez nasze proste błędy. Dużo wymuszonych strat, dwa razy oddaliśmy piłkę przez linię. Tego nie możemy robić, nie możemy oddawać łatwych punktów. Jeżeli to się dzieje, przeciwnik szybko wraca do meczu. Później myślę, że zabrakło nam trochę siły w trzeciej i czwartej kwarcie. Poznań postawił mocniejsze warunki, mocniej bronił. Słaba była komunikacja, jeżeli chodzi o proste rzeczy na zasłonach. Zabrakło też na pewno walki i zbiórki w obronie. Tutaj na pewno ta fizyczność z naszej strony musi być większa. Jeżeli tego nie będzie, to w takich spotkaniach, w których można powalczyć o zwycięstwo, przegrywamy 17 punktami. Na to musimy sobie zwrócić uwagę. Ale to jest mecz, który przyda się, jeśli chodzi o analizę, wyciągnięcie wniosków i to, co trzeba jeszcze zrobić przed ligą. Te spotkania są bardzo szczegółowe - powiedział Marek Lebiedziński.
Szkoleniowiec lubelskiej ekipy pytany o cele na ten sezon zachowywał powściągliwość. - O celach ciężko mówić. Wiemy jak wygląda nasza sytuacja. Nie powiem o żadnych celach, bo nie jestem magikiem i nie czytam z kart. Nie wiem jaka będzie sytuacja po wymagającej Eurolidze. Skład jest krótki, nowe dziewczyny są bez większego doświadczenia. Nie zamierzam ubolewać nad tym, chcę podnieść te dziewczyny poziom wyżej. Sytuacja, którą zastałem po przejęciu drużyny nie była łatwa. Udało się zebrać zespół i wyciągnąć z niego jak najwięcej – mówił szkoleniowiec. Nieco więcej optymizmu można było zauważyć u Klaudii Ignerskiej, która jako jedna z ostatnich dołączyła do lubelskiej ekipy. - Przed startem tego sezonu czuję ekscytację i dużą wdzięczność. Marzeniem każdej zawodniczki jest granie w Eurolidze. Nie spodziewałam się takiej szansy i cieszę się każdym treningiem – powiedziała Klaudia Ignerska.

Komentarze