Motor Lublin – Zagłębie Lubin
Bramki:
Motor:
Zagłębie:
Żółte kartki:
Sędziuje: Mateusz Jenda (Warszawa).
Widzów:
Rezerwowi:
Motor:
Zagłębie:
--------------------------------------------
Problemy Zagłębia
Dwa zwycięstwa z rzędu, a do tego jeden z ulubionych rywali. Po powrocie do krajowej elity Motor jeszcze z Zagłębiem nie przegrał. Żółto-biało-niebiescy zanotowali: trzy zwycięstwa i jeden remis. U siebie dwa razy pokonali „Miedziowych” po 1:0. Jak będzie tym razem? Wszyscy liczą na pełną pulę, ale swoje plany mają również rywale.
– Łatwo i pięknie nie jest. Straciliśmy kilku zawodników, niektórzy dochodzą do siebie, niektórych w dalszym ciągu nie będziemy widzieć. To jednak szansa dla innych, ale musimy się poruszać umiejętnie, bo wiemy, jaka jest liga. Można się zdrzemnąć dwie-trzy kolejki i od razu mieć kłopoty. Chciałbym, abyśmy wygrali, wtedy możemy się rozwijać i przygotowywać do kolejnej potyczki. Każdy mecz jest trudny, wiemy jak ta liga poszła do przodu. Wiele drużyn aspiruje do gry w pucharach, nie jest łatwo, dlatego jedziemy do Lublina ze swoim planem – żeby zagrać, jak najlepiej i zapunktować. Na pewno fazy będą różne, a najważniejsze, żeby zdrowie dopisywało. Przeciwnik wygrał dwa mecze z rzędu, wcześniej grał dobrze, ale nie punktowali. Wzmocnili się, a my pojedziemy, żeby pokrzyżować im plany – zapewnia Leszek Ojrzyński, trener Zagłębia.
A jak szkoleniowiec ocenia zespół Motoru?
– Jak już wspomniałem wzmocnili się jakościowymi zawodnikami, wiadomo, że może nie ma zgrania, ale ławkę też mają mocną. Mają Czubaka, jednego z najlepszych napastników w tej lidze. A do tego naprawdę szybkich skrzydłowych, grających bardzo dobrze jeden na jeden. Defensywa też jest rosła i grająca twardo. Motor potrafi wykorzystać również stałe fragmenty, w ten sposób strzelali ostatnio gole – wyjaśnia opiekun drużyny z Lubina.
Motor na fali
Karol Czubak i spółka po trudnym początku nowych rozgrywek do dobrej gry, w końcu dołożyli też punkty. W dwóch ostatnich spotkaniach emocji nie brakowało, ale udało się pokonać po 3:2 najpierw Radomiaka, a ostatnio Śląsk Wrocław.
– Cieszę się, że zdobyliśmy punkty, bo ogólnie żyjemy w takich czasach, że liczą się tylko punkty. Trudno dostrzec, że nikt nie docenia tego, że my pokonaliśmy Legię, która w lidze jest niepokonana. Po wygranej 3:0 w pucharze prowadziliśmy przecież z nimi w lidze do 95 minuty 2:1, a przegraliśmy 2:3. Ciężko docenić, że drużyna prezentuje jakiś poziom sportowy skoro tego dokonała. Po przegranej z Rakowem, gdzie mieliśmy kilka świetnych sytuacji powiedziałem, że z tej mąki będzie chleb. Wierzę w proces, w to co robimy i w to, że będziemy pomagali piłkarzom, a drużyna będzie coraz lepsza. Wszyscy jednak pracują, żeby się rozwijać. Wierzę, że w zespole mam zawodników, którzy bardziej patrzą w górę niż w dół tabeli – przekonuje Mariusz Misiura.
I zapewnia, że żółto-biało-niebiescy zmierzają w dobrym kierunku.
– Przez te trzy miesiące widzę progres, jestem dumny z zawodników, z trenerów, ze wszystkich w klubie. Jak przez ten krótki okres czasu ta współpraca daje wymierne efekty. Ja rozumiem złość i ten moment, że punktów było mało. Potrafię jednak oddzielić liczbę punktów od tego, jak gramy. Nie wierzę w to, że możesz grać piach, a zdobywać punkty. Raz czy dwa może się udać, ale nie na dłuższą metę – wyjaśnia szkoleniowiec.

Komentarze