Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mariusz Misiura (Motor Lublin): Musimy pokochać bronić

Motor Lublin nie wygrał trzeciego meczu z rzędu. Tym razem trzeba było się zadowolić remisem z Zagłębiem Lubin (2:2). Jak spotkanie oceniają trenerzy obu ekip?
Mariusz Misiura (Motor Lublin): Musimy pokochać bronić

Autor: Łukasz Wójcik/Motor Lublin

Leszek Ojrzyński (Zagłębie Lubin)

– Jesteśmy bardzo niezadowoleni, ponieważ wygrywaliśmy 2:0. W pierwszej połowie bramka do szatni, potem szybko zdobyta druga. Trochę za pewnie się poczuliśmy, chociaż było jeszcze kilka momentów, gdzie podeszliśmy agresywnie do przeciwnika. Dużo zdrowia nas to jednak kosztowało i musieliśmy zrobiliśmy zmiany. Wtedy wszystko się posypało, bo zostaliśmy można powiedzieć „wgnieceni” w swoje pole karne i to na własne życzenie. Straciliśmy dwie bramki po błędach, a gospodarze mieli jeszcze kolejne sytuacje po strzałach z dystansu, bo byliśmy za głęboko w szesnastce. Niestety, mamy jeden punkt, a byliśmy blisko, żeby odczarować Lublin. Było blisko, dlatego jest niezadowolenie. Jak nie dopilnujesz pewnych rzeczy, to może się spotkać przykra niespodzianka. Taka nas spotkała, dodatkowo straciliśmy dwóch ludzi na następny mecz z powodu kartek, a już z Motorem mieliśmy okrojony skład. Końcówka była tragiczna, bo straciliśmy dwie bramki.

Mariusz Misiura (Motor Lublin)

– Przed meczem mówiłem, że to nie będzie przyjemne spotkanie do oglądania. Pierwsza połowa praktycznie zamknięta, z takimi sytuacjami czysto piłkarskimi po naszej stronie. Dziesięć sekund przed końcem rykoszet i piłka wpada bramki. W przerwie mądra rozmowa, ale dostajemy za chwilę „dzwona” na 0:2. My już mieliśmy dużo takich momentów. Poczuliśmy na ławce, że trzeba impulsu, żeby wiara dalej nam towarzyszyła, że możemy wygrać. Zawodnicy, którzy weszli byli fantastyczni. Cały czas, nawet po bramce na 2:2 chcieliśmy iść po trzeciego gola. Cieszę się z wejścia piłkarzy, „Łęgi” się przełamał i strzelił, nie mogę się doczekać, kiedy zobaczymy jego normalną twarz. Na koniec trzeba się cieszyć, że dopisujemy sobie punkt, ale na pewno możemy czuć niedosyt, ze względu na okoliczności w jakich straciliśmy obie bramki, musimy się zachować w tych sytuacjach lepiej.

Do 60 minuty nie było celnego strzału...

– Powiedziałem na konferencji, że trudno będzie się oglądało mecz. To była moja szczera opinia. Takie spotkania są często zamknięte. My nie chcieliśmy rozstrzygać o losach meczu w pierwszej połowie. Gdyby było 0:0, to miałoby się poczucie, że gramy na swoich warunkach. Przeciwnik wyszedł jednak na prowadzenie, a zaraz po przerwie poprawił na 2:0. Poprosiłem drużynę, żebyśmy pokochali: jeszcze większą grę w obronie, zbieranie drugich piłek czy blokowanie strzałów. Takie detale powodują, że przeciwnik strzela nam bramki. Mamy fantastycznych zawodników ofensywnych, ale moim marzeniem jest, aby wyegzekwować od nich jeszcze lepszą grę w defensywie. Ja słucham kibiców, często się tutaj śpiewa „tu jest Lublin, tu się walczy” i my się z tym utożsamiamy. Robimy wszystko, żeby zbudować drużynę. Wierzę, że mimo tego remisu, to jak walczyliśmy do końca, to jest powód do dumy.

Tylko 7,5 tysiąca kibiców na trybunach...

– Cały czas jestem zdumiony, że było 0:2. Jest taka grupa kibiców, która siedzi za naszą ławką. Czasami człowiek chce się do nich odwrócić i podziękować, ale w ferworze walki tego nie robisz. Dochodziło jednak do nas, że cały czas możemy wrócić, że ta wiara jest u kibiców. To coś fantastycznego, że przy 0:2 nikt nie gwiżdże i nie wychodzi ze stadionu, tylko ludzie wierzą, że jesteśmy w stanie wrócić do meczu, bo drużyna wiele razy to pokazała. Nawet, jak wchodził „Santi”, to powiedziałem jest tylko 0:2, możemy wrócić, ale musisz coś zrobić. No i zrobił kilka świetnych akcji. Wierzę, że będziemy mieli z tej drużyny dużo pociechy, nie mogę się doczekać, kiedy będziemy lepiej i skuteczniej grać w obronie. Jak przestaniemy tak łatwo tracić bramki, to każdy przeciwnik będzie miał z nami problemy. 

Rywalizacja w drużynie...

– Dla trenera to jest coś najtrudniejszego, chociażby w przypadku „Makiego” i Fabio. Dwóch fantastycznych skrzydłowych, którzy chcą grać. Jak to podzielić, żeby byli zadowoleni? To prawdopodobnie niemożliwe. Osiągniesz pewnie taki efekt, że obaj będą niezadowoleni. Będziesz chciał ich równo traktować i dawać minuty, a na koniec roku jeden i drugi będzie miał za złe, że zagrał 1800 minut, a nie 3000. Ja cenię jednego i drugiego, uważam, że Mamy fantastyczną rywalizację na wielu pozycjach. Jest „Santi” z Lukoszkiem, rośnie nam młody Oumar do rywalizacji z Yacinem. Mamy „Kikiego”, jest Rony Lopes, Ivo, a do tego „Łegi”. W obronie też są przecież: Marek, Tin oraz „Bereś”. Uważam, że drużyna jest bardzo dobra, potrzebujemy, żeby wszyscy byli zdrowi, potrzebujemy też pokochać bronić.

Rony Lopes...

– Bardzo dobry występ, gdyby w jednej z sytuacji strzelił gola. Kibicuję Rony’emu, doceniamy jego dużą jakość, jego transfer za 25 milionów nie był przypadkowy, to fantastyczne doświadczenie pracować z takim zawodnikiem, słuchać jego spostrzeżeń i jego odczuć, żeby coś np. zmodyfikować, współpraca jest dla mnie najważniejszym słowem, mówię to od pierwszego dnia, żebyśmy wszyscy chcieli się dzielić naszymi spostrzeżeniami i rozmawiać. Nie obrażać się, jeżeli czyjaś opinia jest bardziej trafna. Wydaje mi się, że to nam się udaje. W przerwie zawsze jest spokój i merytoryka. Dzisiaj znowu powrót z zaświatów, ale kluczem jest dla mnie dość do momentu, że będziemy schodzili do szatni prowadząc i będziemy rozmawiać o tym, żeby kontrolować mecz, a nie do niego wracać. Nad tym musimy jeszcze dużo pracować.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama