Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sokół spadł do jeziora

Do sztucznego zbiornika wodnego w pobliżu południowokoreańskiego miasta Daegu (Tegu), ok. 350 km na południowy wschód od Seulu, stolicy Korei, wpadł w sobotę śmigłowiec W-3A Sokół produkcji PZL Świdnik z siedmioma osobami na pokładzie. Uratowało się pięciu mężczyzn, los dwóch pilotów - polskiego ze Świdnika i południowokoreańskiego - jest nieznany.
- Do katastrofy doszło w sobotę, ok. godz. 15 czasu południowokoreańskiego - informuje Jan Mazur, rzecznik prasowy PZL Świdnik. - O okolicznościach zdarzenia wiadomo niewiele. Pewne jest, że czterech Polaków, pracowników PZL Świdnik, dwóch Koreańczyków i Brytyjczyk. Pięć osób uratowano, znajdują się w szpitalu. Czują się dobrze, nie odniosły większych obrażeń, główny problem to wychłodzenie organizmu. Prawdopodobnie w poniedziałek wyjdą ze szpitala, a za kilka dni będą w domu. Z tego, co wiem, rodziny nie kontaktowały się jeszcze z uratowanymi z katastrofy - twierdził wczoraj wieczorem J. Mazur. - Z żelazną konsekwencją odmawiam podawania ich telefonów. Proszę zrozumieć: ci ludzie są w wielkim stresie, chcą mieć spokój... W kontakcie z przebywającymi w szpitalu Polakami pozostaje natomiast ambasada polska w Seulu. Według relacji konsul Anny Krzak, która rozmawiała z uratowanymi, po uderzeniu śmigłowca w lustro wody, pokład maszyny udało się opuścić wszystkim siedmiu mężczyznom. Pięciu z nich: trzej Polacy, Koreańczyk, komendant straży pożarnej w Daegu, oraz Brytyjczyk, dopłynęli do wyspy na jeziorze, skąd zabrały ich później śmigłowce ratownicze. - Nasz pilot pojechał do Korei, by dokonać prób nowego automatycznego systemu nawigacji. To jeden z naszych najlepszych pilotów. Pozostali trzej pracownicy PZL Świdnik przebywali na kontrakcie - mówi J. Mazur. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zaginiony pilot ma ok. 50 lat, jest mieszkańcem Świdnika. Jest żonaty, ma córkę. - Nie wiadomo, czy w momencie zdarzenia śmigłowiec pilotował Polak, czy Koreańczyk - dodaje J. Mazur. Od 1995 r. PZL Świdnik Są one wykorzystywane do różnych celów, m.in. do gaszenia pożarów i transportu ludności. - Skład osób znajdujących się na pokładzie śmigłowca w momencie katastrofy świadczy, że był to lot techniczny - uważa J. Mazur. Zaginionych pilotów poszukiwało wczoraj ok. 1300 osób. Dziś rano poszukiwania miały być wznowione. Również dzisiaj wyjadą do Korei przedstawiciele PZL Świdnik, którzy będą uczestniczyli w pracach komisji wypadkowej. Jak poinformowała południowokoreańska agencja Jon AP, przed wypadkiem załoga Sokoła zdążyła poinformować kontrolę lotów o awarii technicznej maszyny. - Dotąd nie było przypadku, żeby do katastrofy doszło z przyczyn technicznych. Przyczyną jest najczęściej błąd ludzki - twierdzi J. Mazur. • 11 sierpnia 1994 - powracający z akcji ratunkowej w Dolinie Gąsienicowej Sokół TOPR spadł do Doliny Olczyskiej. Zginęły wszystkie cztery osoby, znajdujące się na pokładzie: dwóch pilotów i dwóch ratowników. Bezpośrednią przyczyną katastrofy było uderzenie łopat wirnika nośnego o tylną część kadłuba. • 12 marca 1997 - śmigłowiec Marynarki Wojennej Anakonda (morska wersja Sokoła) z bazy w Babich Dołach runął do Zatoki Puckiej w trakcie lotu po chorego rybaka. Zginęła cała czteroosobowa załoga, ciał dwóch lotników nie odnaleziono. Jak ustaliło dochodzenie, załoga śmigłowca \"popełniła błąd”. • 21 sierpnia 1998 r. - podczas ćwiczeń jednostki antyterrorystycznej GROM w Rembertowie pod Warszawą rozbił się Sokół należący do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jeden żołnierz został lekko ranny w nogę.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama