Spotkanie na szczycie Macron IV ligi rozpoczęło się zgodnie z planem. W 19 minucie ładną akcję rozegrał tercet: Miłosz Kutyła, Patryk Czułowski i Michał Wachowicz. Ten ostatni świetnym strzałem bez przyjęcia umieścił piłkę w siatce.
Problem w tym, że gospodarze cieszyli się dosłownie chwilkę. Rywale wznowili grę od środka i już było po jeden. Po centrze z prawej flanki Wiktor Marek doprowadził do wyrównania.
Minęło kilkadziesiąt sekund i kibice obejrzeli trzecie trafienie. I to nie byle jakie. Czułowski ustawił piłkę około 20 metrów od bramki rywali, a następnie kapitalnym uderzeniem nie dał bramkarzowi żadnych szans.
23 minuty i trzy gole? Wydawało się, że w Biłgoraju czeka nas prawdziwa strzelanina. Co ciekawe, futbolówka jeszcze dwa razy lądowała w siatce, były też inne sytuacje, ale wynik nie uległ już zmianie. Patryk Dorosz jeszcze przed przerwą zaliczył strzał w słupek i nieuznaną bramkę z powodu spalonego. Kamil Wojtkowski po rzucie rożnym mógł z kolei doprowadzić do wyrównania, ale nieznacznie się pomylił.
Druga odsłona? Tym razem Czułowski pokonał bramkarza żółto-niebieskich. Ponownie arbitrzy nie zaliczyli jednak z bramki ze względu na pozycję spaloną. W końcówce swoją szansę mieli też goście, a konkretnie Maciej Izdebski. Po jego próbie piłka szła w samo „okienko”. Świetnie spisał się jednak Anton Alfimov, dzięki czemu w Biłgoraju mogli cieszyć się z piątego zwycięstwa z rzędu.
– Z przebiegu mecz trzeba przyznać, że Łada była lepsza i wygrała zasłużenie. My zaczęliśmy zbyt bojaźliwie, za mało agresywnie, jeżeli chodzi o bronienie. Druga część była jednak w naszym wykonaniu dużo lepsza. Były też okazje, żeby zdobyć jakieś punkty. Do ostatniej piłki ten mecz był na styku – ocenia Mateusz Książek, trener ekipy ze Świdnika, który tym razem nie mógł liczyć na wielkie posiłki z pierwszego zespołu.
Był autor gola Marek, no i grający w „dwójce” Wojtkowski.
– Różnie to bywa z informacjami, kto z pierwszej drużyny będzie od naszej dyspozycji. Tym razem wiedzieliśmy już w czwartek, czasami to jest dzień przed meczem. Na pewno nie jest to łatwa sytuacja, ale takie są prawa drugiego zespołu. Już ponad cztery lata prowadzę rezerwy i myślę, że radzę sobie z tym organizacyjnie i pod względem treningowym całkiem nieźle. Teraz ten przepływ informacji między pierwszą, a drugą drużyną jest zresztą najlepszy – wyjaśnia opiekun Avii II.
Szkoleniowiec gospodarzy Marcin Zając cieszył się z pełnej puli, ale przyznał, że to nie był wielki mecz w wykonaniu jego podopiecznych.
– W pierwszej połowie mogliśmy zamknąć spotkanie. Dużo się działo szczególnie w bocznych sektorach, było dużo wejść w pole karne. No i jeszcze słupek oraz nieuznana bramka. Po przerwie spisaliśmy się trochę gorzej, rywal był jednak wymagający i trzeba sobie jasno powiedzieć, że przepchnęliśmy ten mecz. Ale to też trzeba umieć, tym bardziej, że nam tego brakowało – wyjaśnia trener Zając.
Łada 1945 Biłgoraj – Avia II Świdnik 2:1 (2:1)
Bramki: Wachowicz (19), Czułowski (23) – Marek (21).
Łada: Alfimov – Goncharevich, Futa, Figiel, Pytka, Kryvolapov, Yanchuk (70 Pęcak), Kutyła (58 Ziętek), Czułowski (77 Zarczuk), Wachowicz (58 Duma), Dorosz (70 Poleszak).
Avia II: Wroński – Parcheta, Izdebski, Lenkiewicz (84 Piotrowski), Żeleźnik (67 Duda), Wójcik (81 Ulewicz), Wojtkowski, Banasiak, Kołodziej (67 Badach), Ziętek, Marek.

Komentarze