Z nożem do taksówkarza
Dwóch mężczyzn napadło w środę w nocy na lubelskiego taksówkarza. Zażądali pieniędzy. Na szczęście skończyło się na strachu i stracie kilkuset złotych. To nie pierwszy taki przypadek.
- 20.02.2003 19:07
Około godz. 23.30 do taksówki stojącej na postoju przy ul. Przystankowej wsiadło dwóch mężczyzn w wieku około 20 lat. Pasażerowie zamówili kurs na ul. Wrotkowską. W trakcie jazdy jeden z pasażerów, siedzący na tylnej kanapie auta, przystawił kierowcy do szyi nóż i zażądał pieniędzy. Kierowca dał napastnikom około 80 zł oraz telefon komórkowy. Na ul. Inżynierskiej - wykorzystując chwilę nieuwagi bandytów - kierowca zdołał uciec.
Pokrzywdzony nie odniósł żadnych obrażeń. Taksówkarz nie był zrzeszony w żadnej korporacji.
Lubelscy taksówkarze twierdzą, że tego typu sytuacje są wkalkulowane w ten zawód. Niektórzy starają się unikać, nocnych kursów. Nie zamierzają jednak pozostać bierni.
- Trzeba zawsze zachować ostrożność, szczególnie w nocy - mówi Tomasz Podkowa z Radia Taxi \"Multi”. - W razie jakichkolwiek podejrzeń można przecież odmówić jazdy. Zwłaszcza, kiedy pasażer chce wyjechać w odludne miejsce.
Kierowcy zrzeszeni w radio taxi czują się bezpieczniej. - Gdy jadę z pasażerem poza miasto, zawsze zgłaszam to do centrali - mówi jeden z taksówkarzy. - W razie napadu przynajmniej będą wiedzieć gdzie mnie szukać.
Taksówkarze nie chcą powiedzieć, czy mają przy sobie jakąkolwiek broń. - Po co mam mieć problemy? - mówi jeden z nich. - Niedawno w Warszawie policjanci kontrolowali taksówki. Szukali w schowkach broni lub miotaczy gazu.
- W tym zawodzie liczy się nie tylko znajomość topografii miasta - mówi pan Andrzej, nie zrzeszony taksówkarz. - Liczy się też spryt i refleks. Wielu żulom wydaje się, że taryfiarz jest bezbronny i ma przy sobie pieniądze. Ja się zawsze obronię. Nie powiem jak. Zapewniam jednak, że skutecznie. Niech bandyci nie myślą, że jesteśmy bezbronni.
Reklama
Komentarze