Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pasażerowie stanęli w obronie kobiety

Wczoraj w południe przed MPK wysiedli pasażerowie autobusu linii 42, żeby zaprotestować przeciwko nadużyciu kontrolera wobec kobiety z dzieckiem. Szefowie MPK uznali jednak, że wszystko jest w porządku. Kobiecie wypisano mandat.
Autobus jechał ulicą Kosmowską z Czechowa do śródmieścia. Na przystanku naprzeciw szkoły wsiadła Krystyna Sowińska z czteroletnią wnuczką Wiktorią. Nie zdążyła skasować biletu, kiedy na następnym przystanku wsiedli kontrolerzy. – Nie miała szans. W tym miejscu jest z górki, autobus przyśpiesza i wchodzi w zakręt. Musiała przytrzymać małe dziecko. A kiedy doszła do kasownika, ten już był wyłączony, bo kierowca z daleka dostrzegł kontrolerów. Tak zresztą robią zawsze – opowiadają świadkowie zdarzenia Anna i Radosław Chwiałkowscy oraz panie Bożena i Krystyna. – Trzech kontrolerów otoczyło kobietę. Najgorszy był ten z numerem 134. Smarkacz prawie, a krzyczał na starszą kobietę z dzieckiem. Traktował pasażerkę jak zbója. Dziecko się wystraszyło, zaczęło piszczeć. Prosiliśmy, żeby dał spokój. Tłumaczyliśmy, że ta pani niewinna. Na nic – opowiadają wzburzonym głosem inni pasażerowie. – Nigdy mnie nie spotkała taka przykrość, jaką wyrządził mi kontroler MPK. Dziecko się jeszcze trzęsie – mówiła pod MPK K. Sowińska. Cały autobus zbuntował się przeciwko takiemu zachowaniu kontrolerów. Połowa pasażerów postanowiła pojechać do dyrekcji MPK, żeby zaprotestować i poświadczyć, jak było naprawdę. – Wezwaliśmy również policję, bo poszkodowana nie miała dokumentów i trzeba było potwierdzić jej tożsamość. Sądziliśmy, że zostaniemy wysłuchani przez przedstawiciela MPK, ale kierownik wydziału kontroli Sławomir Smarzewski tylko przyszedł do nas i powiedział kontrolerowi: – Czyń swoją powinność. Kontroler wypisał karny bilet za 95 złotych. Kierownik Smarzewski nie widzi w tym zdarzeniu niczego nadzwyczajnego. – Co dzień łapie się gapowiczów, wyjątków nie ma. Pasażer bez biletu nie ma racji bez względu na powody. Pasażerka może się odwołać na piśmie, wtedy sprawę rozpatrzymy – tłumaczył wczoraj. – A dlaczego nie od ręki, kiedy są świadkowie? – naciskamy. – Rozmawiam z ludźmi w gabinecie, a nie na ulicy. Poza tym, tam było za dużo osób – mówi S. Smarzewski. – Pierwszy raz spotkałam się z taką życzliwością nieznajomych przecież ludzi – mówi K. Sowińska.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama