Groźny bałagan
Obwód Lecznictwa Kolejowego w Lublinie przechowuje bez zabezpieczenia trucizny: rtęć, bar, cyjanek. Klucz do pomieszczeń, w których znajdują się chemikalia ma osoba zwolniona pół roku temu. Dziś w OLK zostanie powołany likwidator.
- 03.08.2003 21:13
Dziennik dotarł do nieoficjalnych wyników kontroli NIK przeprowadzonej w czerwcu br., a dotyczącej działalności OLK w latach 1999-2003. Niewykorzystane w badaniach laboratoryjnych: 5,5 kg rtęci, 6 kg baru, 3 kg cyjanku trzymane są bez zabezpieczenia w budynku przy ul. Okopowej w Lublinie. Zdaniem NIK jest to nieodpowiedzialne. Tym bardziej że osoba, która ma dostęp do szafy z substancjami nie pracuje od stycznia br. Ponadto w jej aktach osobowych nie znaleziono upoważnienia do nadzoru nad truciznami. – Utylizacja substancji nie jest aż takim wydatkiem w stosunku do zagrożenia, które stwarzają. Mogą spowodować nawet zatrucie śmiertelne – mówi Leszek Krakowiak, wojewódzki inspektor sanitarny.
NIK skrytykowała gospodarowanie mieniem zlikwidowanych przychodni OLK w Dęblinie, Zwierzyńcu, Zamościu, Hrubieszowie. Karty pacjentów i wydruki badań poniewierają się bez zabezpieczenia.
W ocenie NIK restrukturyzacja nie przyniosły poprawy sytuacji finansowej. Wręcz przeciwnie. Sytuacja pogorszyła się. Zobowiązania, które w 1999 r. wynosiły 2 mln zł urosły w br. do ponad 6 mln zł. I przekroczyły wartość majątku. – Wszelkie nieprawidłowości są pozostałością po byłych dyrektorach – mówi Anna Rumińska, dyr. OLK od października 2002 r. – Mam zero pieniędzy na koncie i moje możliwości zarządzania są żadne. Ale większe uprawnienia od moich będzie miał likwidator obwodu. Uporządkuje wszystko.
Dziś ma zostać powołany likwidator OLK. Pacjenci będą leczeni w tym samym miejscu i przez tych samych ludzi. Po prostu personel przejdzie na własny rozrachunek, zakładając niepubliczne
poradnie.
Reklama
Komentarze