Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Warszawskie porachunki pod Łęczną

Pani Gontarzowa siedziała w swoim domu. Robiła pranie. W tym samym czasie jej sąsiadka obierała buraki na podwórku. Był środek słonecznego dnia. Aż tu nagle potworny huk. Aż się ziemia zatrzęsła. Obie kobiety zamarły w bezruchu
O sprawie napisaliśmy wczoraj. Wybuch zniszczył niemal doszczętnie altankę tuż obok nowej willi. W altance nikogo nie było. W domu tylko psy. Nikt nie ucierpiał. - Huknęło tak, że kot na wersalce aż podskoczył i zaraz uciekł - opowiada Krystyna Gontarz. - Nie wiem, która była godzina. I nic nie widziałam, bo to gospodarstwo drzewa mi zasłaniają. Tymczasem jej sąsiadka, pani Krystyna, ma dobry widok. - Wróciłam z ogródka i spokojnie sobie buraki obierałam. Trzasło tak strasznie, że aż zamarłam. Nie wiedziałam, co się dzieje. Ale też nic nie widziałam. Obie kobiety dowiedziały się wszystkiego z telewizji. Przed wybuchem we wsi eksplodowała bomba w stołecznym biurowcu firmy Kolmex. Telewizyjne dzienniki zaraz potem podały kolejne informacje: bomba w gospodarstwie Jana Błaszczuka! Zniszczona altanka. Brak ofiar. Miejsce wybuchu: Nowy Radzic pod Łęczną. - Wcześniej nikt nie wiedział, że taka wieś w ogóle jest, a teraz cała Polska o nas mówi - dodaje Krystyna Gontarz. To zupełne odludzie. Trzeba minąć Kijany i Januszówkę. Potem kilkaset metrów przez piękny, już jesienny, dębowy las. Znad choinkowego zagajnika widać tylko dach domu. Podjeżdżamy bliżej. Wokół ruin altanki krąży kilku policjantów. Zabezpieczają ślady. Szukają tropów. Z jednej strony budynek jest całkowicie zniszczony. Pod zawalonym, dachem tylko duża dziura w ziemi. Plastikowe elementy leżą kilkanaście metrów za drucianą siatką. W jednym miejscu siatka jest przecięta. Obok leży paczka po drogich, ukraińskich papierosach. - Tędy weszli? - pytamy policjantów. Nie chcą i nie mogą nic mówić. Sprawdzają teren wykrywaczem metalu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama