Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Do woja leć!

Wczoraj pierwszy seryjny śmigłowiec ze Świdnika – SW 4 – miał swoją premierę. Mimo mgły, oglądający maszynę generałowie bez wahania przystali na powietrzną przejażdżkę. Ta jeszcze zaostrzyła ich apetyt na wymianę wysłużonych Mi-2 na mniejsze i lżejsze śmigłowce
Wojsko chce kupić do 2009 roku w PZL Świdnik 30 niewielkich, 5-miejscowych, śmigłowców SW-4. Będą przeznaczone do szkolenia pilotów w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie – poinformował wczoraj w Świdniku szef logistyki Sił Powietrznych RP gen. Ryszard Dębski. Jeszcze w tym roku wojsko otrzyma pierwszy seryjny egzemplarz. Do końca kwietnia potrwają wojskowe próby kwalifikacyjne. Potem, jeśli wszystko będzie w porządku, rozpoczną się regularne dostawy. Najpierw po dwie maszyny rocznie, potem po cztery i więcej. Pierwsze śmigłowce mają trafić do Dęblina. Zastąpią wycofywane Mi-2, używane dotychczas do szkolenia podstawowego pilotów. Są od nich mniejsze, nowocześniejsze i będą tańsze w eksploatacji. – Potrzebujemy tych maszyn i budżet armii przygotowany jest na zakup SW-4 – zapewniał gen. Dębski. Generał Ryszard Hać, komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych z Dęblina, jako pierwszy usiadł na fotelu obok pilota Leszka Pawuły. Jakie wrażenia po locie? – W porządku. Jest zgrabny i leciutki. Może lądować i startować z każdego miejsca. Jest tańszy od innych śmigłowców, ale ma wyraźnie większe wibracje niż jego zachodnie odpowiedniki. – SW-4 wypełnia rynkową niszę: może służyć jako powietrzna taksówka oraz śmigłowiec operacyjny i patrolowy. Planujemy za kilka lat dojść do poziomu produkcji powyżej 10 sztuk rocznie – mówi prezes PZL Świdnik, Mieczysław Majewski. – Wojsko to dla nas odbiorca strategiczny, ale mamy już i innych klientów, także prywatnych, zarówno z Polski, jak i np. Wielkiej Brytanii czy Rosji. Podstawowa wersja SW-4 kosztuje około 750 tys. dolarów.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama