Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jeden nie umie, drugi przysypia. I jadą

Czy instruktor nauki jazdy po dziesięciu godzinach w samochodzie jest w stanie uważać na to, co robi jego uczeń? – Nie. A od kilku tygodni może dochodzić do takich sytuacji.
Wszystko przez planowane zmiany w zasadach szkolenia i przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy. Zgodnie z zapowiedziami, przepisy miały wejść w życie od początku października. Ludzie chcieli zdążyć przed zmianami. – Przestraszyli się nowych reguł, ale także nowych cen – tłumaczy Adam Kalinowski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Lublinie. Bo egzamin w nowej wersji ma kosztować dwa razy więcej niż teraz. Dlatego w ostatnich tygodniach ośrodki szkolenia kierowców przeżywają prawdziwe oblężenie. Najbardziej odczuli to instruktorzy. – Były takie dni, że musieliśmy pracować po dziesięć, a nawet dwanaście godzin dziennie – żalą się nauczyciele jazdy. – Po tylu godzinach w samochodzie nie da się zachować maksymalnej koncentracji. A to przy jeździe z kursantem jest niezbędne. Właściciele ośrodków szkolenia nie zgadzają się z zarzutami instruktorów. – Zatrudniliśmy nowych nauczycieli. Kupiliśmy nowe samochody. Wszyscy pracowali zgodnie z obowiązującymi normami – zapewnia Anna Motyka z Ośrodka Szkolenia Kierowców Mila w Lublinie. – Nie wpłynęło do nas żadne doniesienie o nadmiernym wykorzystywaniu instruktorów – mówi Zbigniew Kubik, naczelnik wydziału inspekcji Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego. Policja też nie odnotowała takiego przypadku. – Ale jeśli rzeczywiście instruktorzy spędzają w samochodach po kilkanaście godzin, to jest to ogromne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu drogowego – zauważa komisarz Arkadiusz Delekta z lubelskiej policji. – Wszyscy po dłuższym czasie w aucie odczuwamy zmęczenie. A u instruktorów dochodzi jeszcze stres, bo muszą ciągle zwracać uwagę na kursanta. W Lublinie kontrolą tego, jak odbywa się szkolenie, powinien się zajmować Miejski Inspektorat Komunikacji. Ale tego nie robi. – Na 60 ośrodków w Lublinie mam jednego pracownika – mówi Tadeusz Franaszczuk, zastępca dyrektora. – Co ja mogę skontrolować...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama