Reklama
Fiskus idzie w zaparte
Skarbówka w Białej Podlaskiej nie chce się przyznać do błędu, w wyniku którego zniszczyła uczciwego podatnika z Łomaz. Ale to nie koniec sprawy - po interwencji Dziennika czeka ją kontrola z Ministerstwa Finansów.
- 29.09.2005 20:51
O sprawie Sławomira Szostakiewicza pisaliśmy 20 września. Choć płacił należny podatek VAT i miał na to dowody wpłaty - został wezwany przez Urząd Skarbowy do zapłaty rzekomo zaległych 50 tysięcy zł (z odsetkami). Fiskus zażądał pieniędzy, bo... zgubił deklaracje podatkowe przedsiębiorcy. Dlatego nie mógł wprowadzić jego danych do systemu komputerowego. Skutek? Komputery nie wiedziały, że człowiek uczciwie płacił.
Nękany przez bialski US, odwołujący się bez skutku do Izby Skarbowej i Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego przedsiębiorca zbankrutował. Dziś nie ma z czego żyć. Po naszej publikacji w sprawie coś drgnęło. - Dostałem pismo z Izby Skarbowej. Chcą, żebym im dostarczył oryginały deklaracji podatkowych. A przecież oryginały złożyłem w urzędzie! Skąd mam je wziąć? - denerwuje się Szostakiewicz.
Zadzwoniliśmy do Stanisława Pawlonki, dyrektora Izby Skarbowej w Lublinie. - Nie mam dla pani dzisiaj czasu. Dopiero w poniedziałek. Ale i tak nic nie powiem, bo obowiązuje mnie tajemnica skarbowa - zastrzegł Pawlonka.
Dzwonimy więc do jego podwładnego, który podpisał się pod wezwaniem do przedsiębiorcy. - Ponieważ w US w Białej Podlaskiej nie ma oryginałów deklaracji, chcemy, żeby pokazał je nam Szostakiewicz - mówi Jarosław Edeński, jeden z naczelników. - Potwierdzona kopia byłaby dowodem, ale on ma tylko kserokopie. Może jednak przedstawić świadków.
W trakcie rozmowy u Edeńskiego dzwoni drugi telefon. - Dyrektor Pawlonka dzwonił. Zabronił z panią rozmawiać - uciął naczelnik.
- Przy składaniu deklaracji urzędnik zrobił mi ksero z opieczętowanego przez urząd oryginału. Nie przystawił pieczątki na kserokopii - wyjaśnia Szostakiewicz i dodaje, że w pierwszym postępowaniu przed Izbą Skarbową przedstawił świadka. Były pracownik bialskiego fiskusa potwierdził, że widział w urzędzie wszystkie jego deklaracje. - Ale nie uwzględnili jego zeznań. Izba Skarbowa dała wiarę świadkom skarbówki. Zeznali, że mój świadek nigdy nie był u nich w pokoju i nie mógł niczego widzieć. Mimo że wiele lat pracował w pokoju obok - mówi Szostakiewicz.
- Gdyby te deklaracje istniały, to byśmy je znaleźli. Czy to wina urzędnika, że nie ma u nas tych dokumentów? - pyta Mikołaj Szoucha, zastępca naczelnika Urzędu Skarbowego w Białej Podlaskiej i dodaje: To, że Szostakiewicz ma kopie, nie znaczy wcale, że u nas zginęły oryginały dokumentów.
- Nadzieję przywraca zrujnowanemu przedsiębiorcy Ministerstwo Finansów. - Zażądaliśmy wyjaśnień od Izby Skarbowej w Lublinie. I nakazaliśmy departamentowi kontroli przeprowadzić kontrolę w Urzędzie Skarbowym w Białej Podlaskiej - usłyszeliśmy w Warszawie. •
Reklama
Komentarze