Mam 6 lat i chcę żyć
Dzieci chore na białaczkę piszą błagalne listy, żeby nie zabierać im ukochanych doktorów. Petycję napisaną w podobnym tonie złożyli w dyrekcji szpitala także ich rodzice.
- 06.01.2008 19:01
- Boję się, że nie będzie mnie miał kto leczyć - napisał 9-letni Kuba. - Moi rodzice się bardzo martwią, co dalej będzie. Mój lekarz przychodzi do mnie bardzo często, kilka razy dziennie i stara się mnie pocieszyć.
Prawie wszyscy specjaliści z Kliniki Hematoonkologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie złożyli trzymiesięczne wypowiedzenia z pracy. To forma nacisku na dyrekcję w walce o wyższe płace. Ale dyrekcja nie ma takich pieniędzy, które spełniłyby oczekiwania lekarzy. Rodzice dzieci chorych na raka są przestraszeni, że w tej sytuacji jedyny w regionie taki ośrodek zostanie zamknięty.
Małgorzata Bardyka, matka 17-latka nie wyobraża sobie przyszłości bez lubelskiej kliniki. - Szokiem była dla mnie choroba syna, szokiem byłoby odejście lekarzy - załamuje ręce. - Syn leczy się tutaj od półtora roku. Nie wiem, gdzie byśmy się podziali.
Do sekretariatu dyrekcji szpitala wpłynęło już pismo od rodziców proszących o nie podejmowanie decyzji skutkujących zamknięciem oddziału. - Lekarze i pielęgniarki chcą godnie żyć i należy im się za to docenienie finansowe, a nasze dzieci chcą tylko żyć - napisali.
- Na białaczkę leczę się w Lublinie od sierpnia. Lubię morze, panie doktorki, poprawiają mi się wyniki i chciałbym dalej się tutaj leczyć - nagryzmolił 6-letni Grześ.
Proszę nie zamykajcie oddziału, ponieważ jest potrzebny dzieciom - napisał inny chłopiec.
- Dzieje się to bez naszego udziału - zapewnia. - To zrozumiałe, że dzieci mogą się niepokoić całą sytuacją, ponieważ niepokój przekazują im rodzice. Dla wszystkich jest to trudne.
Prof. Jerzy Kowalczyk, szef kliniki przyznaje, że przed stresem spowodowanym obecną sytuacją nie da się dzieci uchronić. - Widzą co się dzieje, słyszą rozmowy rodziców - tłumaczy. - Miałem spotkanie z rodzicami. Starałem się ich uspokoić. Mówiłem, że sposobem, w jaki mogą nam pomóc, to zwrócić się do funduszu zdrowia, aby nas lepiej potraktował. O pisaniu listów nic nie wiem.
Taką decyzję podjęli w piątek na nieoficjalnym zebraniu. Dziś planują sformalizować ją w postaci uchwały.
Dziecko nie powinno być stawiane się w roli negocjatora, nie powinno być używane w rozgrywkach dorosłych. Tym bardziej chore dziecko. Często rodzice wciągają dzieci w kłótnie między sobą, sprawy rozwodowe. Konflikt między pracodawcą a lekarzami jest konfliktem w świecie dorosłych i w nim powinien być rozwiązany.
Reklama
Komentarze