Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Daję 10 tysięcy za bandytów

Rozmowa ze Stanisławem Krzaczkiem, puławskim przedsiębiorcą. Pod koniec stycznia okradli go złodzieje przebrani za policjantów.
- Chcę, żeby sprawcy zostali wykryci. Oczywiście widzę, że policjanci się starają i bardzo to doceniam. Jestem głęboko przekonany, że ich znajdą. Ale może w ten sposób - fundując nagrodę - jakoś pomogę. - Gdybym coś wiedział, to pewnie byśmy nie rozmawiali. Ale jestem przekonany, że sprzedała mnie jakaś osoba z mojego otoczenia. Bandyci byli na pewno z daleka, bo nawet nie trudzili się, żeby zasłonić twarze. A wszystko zorganizował ktoś stąd. Nawet domyślam się, kto to mógł być. Ale podejrzenia to jedno, trzeba mieć jeszcze dowody. - Bandyci przyjechali najpierw do mojej firmy w Klikawie. Zapytali o mnie. Jeden z pracowników powiedział, że jestem na budowie na Kołłątaja w Puławach. Pracownik jeszcze spytał ich o jaką sprawę chodzi, to odpowiedzieli tylko, że o urzędową. Dostali telefon do mnie, zadzwonili i powiedzieli, że muszą się ze mną spotkać. Twierdzili, że są z Komendy Stołecznej Policji. - Tak. Akurat miałem spotkanie z ajentką ubezpieczeniową. Chwilę poczekali, a kiedy wyszła, to podeszli do mnie. To było trzech rosłych facetów. Jeden miał na sobie coś w stylu munduru ochroniarza. Był wysoki i bardzo dobrze zbudowany. Pozostali byli po cywilnemu, ale pokazali mi legitymacje policyjne.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama