Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Osiemnastolatek powiesił się w celi. W lubelskim areszcie był od marca

Strażnik rozmawiał z nim tuż przed śmiercią. Nic nie wskazywało, że chłopak chce odebrać sobie życie. Dwie godziny później Krystian wisiał już na okiennej kracie.
Dziś prokuratura rozpoczęła postępowanie w tej sprawie. Do tragedii doszło w Areszcie Śledczym w Lublinie w środę wieczorem. W izolatce, do której osadzeni trafiają \"za karę”. Każda z nich to niewielki kwadrat, przegrodzony w środku kratami. Za nimi – toaleta i łóżko z prześcieradłem. Krystian został przeniesiony do izolatki już trzeci raz. – Był wyjątkowo arogancki i niezdyscyplinowany – tłumaczy mjr Tomasz Banach, zastępca dyrektora lubelskiego aresztu. Dodaje, że w środę ok. godz. 18 wychowawca wizytujący celę rozmawiał z osadzonym. – Był w dobrej kondycji. Nic nie wskazywało, że może mieć samobójcze myśli – podkreśla Banach. Strażnik znalazł go martwego dwie godziny później. Powiesił się na prześcieradle. Dlaczego w jego celi nie było kamery? – Takie jest polskie prawo – mówi mjr Banach. – Monitoring obejmuje tylko cele, w których są najbardziej niebezpieczni osadzeni. Krystian D. takim nie był. Nie był nawet skazany. Wyrok dopiero go czekał. – Kamera może być jakimś środkiem zapobiegawczym, ale wcale nie musi – przekonuje tymczasem dr Ireneusz Siudem, psycholog z UMCS. – Po drugiej stronie kamery i tak siedzi człowiek, który powinien umieć ocenić, czy osadzony ma zamiar targnąć się na życie. Ale nawet specjaliści mają z tym problem. Chęć popełnienia samobójstwa jest często manifestowana w bardzo subtelny sposób. – To nie kamera uchroni skazanego przed samobójstwem, tylko praca z nim – twierdzi mjr Luiza Sałapa, rzecznik Zarządu Służby Więziennej. – Ze 180 tysięcy skazanych, którzy przewijają się rocznie przez polskie więzienia, samobójstwo popełnia 30–40 osób. Chłopak pochodził z woj. warmińsko-mazurskiego. Gdy miał kilka lat, zmarli mu rodzice. Wychowywali go dziadkowie. Uciekał z domu, kradł. Był w kilku domach poprawczych. Z ostatniego uciekł. Włóczył się po całym kraju. Na początku roku został zatrzymany w naszym regionie. – Prokurator zarzucił mu 10 kradzieży i rozbojów. Groziło mu do 15 lat więzienia – wyjaśnia Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Do lubelskiego aresztu trafił 21 marca. W sprawie samobójstwa Prokuratura Rejonowa w Lublinie wszczęła postępowanie wyjaśniające. Oddzielne śledztwo prowadzi służba więzienna.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama