O dzikim wysypisku śmieci na Szerokiem pisaliśmy miesiąc temu zaalarmowani przez mieszkańców dzielnicy. Właściciel prywatnej nieruchomości zgodził się przyjąć na swój teren ziemię wywożoną przez jedną z firm budowlanych. A nie mógł jej przyjmować nie uzyskując wcześniej zgody w Urzędzie Miasta. O taką zgodę nawet nie poprosił. Na działce, poza ziemią, był również gruz, zdarty asfalt i opakowania po materiałach budowlanych, o których właściciel nieruchomości nic nie wiedział. Mężczyzna dostał nakaz uprzątnięcia terenu.
Strażnikom udało się jednak ustalić, kto podrzucał śmieci na prywatną działkę. - Znaleźliśmy wśród nich kopertę z kodem, dzięki któremu dotarliśmy do odbiorcy listu. Natomiast odbiorca wskazał nam osobę, która pozbyła się odpadów - informuje Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej. - Osoba ta została przez nas ukarana 200-złotowym mandatem.
Ale na 200 zł koszty się nie skończą. Teraz jeszcze właściciel działki zamierza upomnieć się u sprawcy o zwrot pieniędzy, które musiał wydać na uprzątnięcie terenu. A strażnicy przyznają, że nieruchomość została posprzątana wręcz wzorcowo.
Jeszcze większych kosztów musi się spodziewać mężczyzna, który wyrzucił całą wywrotkę odpadów w krzaki przy ul. Żeglarskiej. W tym przypadku strażnicy musieli przekopać się przez całą górę śmieci i niemal na samym dole odnaleźli dane firmy remontowo budowlanej. Jej szef bez wahania wskazał pracownika, który miał pozbyć się śmieci. Mandat opiewał aż na 500 złotych. Ukarany mężczyzna ma czas do czwartku na wywiezienie tego, co tu wyrzucił.
- I nie ma mowy o tym, że przewiezie odpady w inne miejsce. Oczekujemy dokumentów potwierdzających, że powierzył śmieci specjalistycznej firmie - mówi Gogola.
Od lutego tzw. ekopatrol organizowany przez Straż Miejską nałożył już 161 mandatów, z czego zdecydowana większość dotyczyła zaśmiecania terenu. Coraz rzadziej znajdowane są duże dzikie wysypiska, przeważnie są to już pojedyncze worki czy reklamówki z odpadami. Sprawcy wpadają dzięki temu, że wśród śmieci znajdują się dane osobowe tych, którzy je wyrzucili. Ale zdarzają się też niecodzienne sytuacje, jak choćby w przypadku innego wysypiska z ul. Żeglarskiej. Strażnicy namierzyli właściciela odpadów, ale nie zastali go na miejscu. Wystarczyło jednak, że popytali o niego sąsiadów, by dzikie wysypisko... zniknęło bez śladu.
Pracownik firmy wyrzucał śmieci w krzaki. Wpadł przez kopertę
Do czwartku ma zniknąć dzikie wysypisko z ul. Żeglarskiej. Śmieci usunąć ma pracownik jednej z firm, który wyrzucał je w krzaki. Strażnikom udało się też ustalić, kto zaśmiecał teren przy ul. Szerokie. A wszystkich zdradziły dane pozostawione wśród odpadów.
- Dominik Smaga
- 13.10.2014 18:30

Data dodania:
13.10.2014 18:30
ZOBACZ TAKŻE
Reklama
ALARM 24
Reklama
CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?
Reklama
Reklama
Komentarze