Postawa drużyny Michala Gasparika w sezonie 26/27, to na pewno niespodzianka. W końcu Górnik na pierwszych osiem meczów ligowych wygrał aż siedem. W Lublinie też szybko zanosiło się na problemy gospodarzy. O tym, że w zespole lidera tabeli jest sporo jakości, mogliśmy się przekonać w dziewiątej i dziesiątej minucie zawodów.
Najpierw po akcji lewym skrzydłem piłkę w polu karnym przejął Peter Federico i błyskawicznie wyłożył ją przed szesnastkę do Malthe Hojholta. Duńczyk oddał świetny strzał po ziemi, a do szczęścia zabrakło centymetrów, bo piłka odbiła się od słupka.
Minęło kilkadziesiąt sekund, a przyjezdni po raz drugi byli o włos od zdobycia bramki. Tym razem Josema posłał świetne, długie podanie za plecy Bartosza Bereszyńskiego. Byłego obrońcę reprezentacji Polski obiegł Maksym Khlan i w trudnej sytuacji uderzył z powietrza w poprzeczkę.
Po takim początku zawodów pewnie niejeden kibic żółto-biało-niebieskich miał duże wątpliwości, jak to wszystko się skończy. Na szczęście, to były dwie najlepsze okazje ekipy z Zabrza na Motor Lublin Arenie.
Szkoda tylko, że gospodarze nie wykreowali praktycznie nic. Była okazja na uderzenie z rzutu wolnego, tuż zza szesnastki. Niestety, Ivo Rodrigues uderzył prościutko w mur. Na dodatek Portugalczyk nie nagrał się w sobotę. Już w 34 minucie opuścił murawę z powodu, jak się wydawało, kontuzji barku. Później Mariusz Misiura wyjaśnił jednak, że Ivo od trzech tygodni gra na lekach przeciwbólowych.
Na koniec pierwszej odsłony fatalne podanie zaliczył Yacine Bourhane. Kacper Urbański zagrał górą do Khlana, a ten z okolic piątego metra próbował woleja. Na szczęście tę sytuację również zmarnował.
Druga połowa? Nie było nie tylko goli, ale i groźnych okazji. Najlepszą tym razem miał Motor, a konkretnie Jacques Ndiaye. Senegalczyk koncertowo jednak spartolił. Karol Czubak podał na prawo, a „Jacek” wyprzedził rywala, wpadł w pole karne i kiedy trzeba było strzelać, to zdecydował się... podawać. No i zagrał do nikogo.
Kolejne fragmenty? Nudy. Khlan uderzył celnie, ale za lekko, żeby zaskoczyć Gaspera Tratnika. Więcej emocji przyniosły oczekiwania kibiców na decyzje VAR. Raz Tratnik wpadł w Erika Prekopa, a później sędziowie długo sprawdzali czy czasem Christopher Simon nie faulował Paulo Bernardo. Kontrowersji tym razem nie było, karnego i wolnego dla Górnika też nie.
W końcówce przyjezdni szukali piłki meczowej, ale nic nie znaleźli. Motor koncentrował się na defensywie i swoje zadanie wykonał, bo zdobył punkt. Mimo to drużyna trenera Misiury spędzi teraz ponad trzy tygodnie w strefie spadkowej. Dopiero 12 października zagra na wyjeździe z Radomiakiem.
Motor Lublin – Górnik Zabrze 0:0
Motor: Tratnik – Lukoszek (90+8 Meyer), Bereszyński, Bartos, Luberecki, Bourhane, Simon, Rodrigues (34 Łęgowski), Ndiaye (72 Lopes), Czubak, Aiko (72 Ronaldo).
Górnik: Schulze – Sacek, Josema, Janicki, Zmrzly, Kubicki, Hojholt, Urbański (71 Bernardo), Federico (83 Inoussa), Antiste (63 Prekop), Khlan (82 Ikia Dimi).
Żółte kartki: Rodrigues, Bartos – Janicki, Antiste, Dimi.
Sędziował: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 10 427.


Komentarze