Mieszkańcy chcą budowy drogi przy Turystycznej
Mieszkańcy posesji przy ul. Turystycznej od 33A do 33G mają dość ciągłych napraw błotnistej drogi, która prowadzi do ich domów. Miejscy urzędnicy podpowiadają, że powinni związać społeczny komitet budowy ulicy.
- 24.08.2010 20:52
Gruntowa ulica, która prowadzi do siedmiu posesji, to boczna droga ul. Turystycznej bez odrębnej nazwy. Po każdym większym deszczu jest w fatalnym stanie.
– Mieszkamy tu od 40 lat i zawsze mieliśmy problem z drogą – mówi Janina Bartnik. – Ciągle robią się w niej koleiny i dziury.
Droga jest co pewien czas naprawiana, ale to syzyfowa praca.
– Dużo samochodów przyjeżdża tutaj do warsztatu. Po trzech dniach od wyrównania, znowu robią się w niej doły. Najlepiej byłoby położyć tutaj betonowe płyty – proponuje Marian Bartnik.
– Ostatnio przyjechał tutaj spychacz, a robotnicy wyrównywali ulicę szuflami – dodaje pani Janina.
– Takie drogi wymagają ciągłego naprawiania i poprawiania nawierzchni – przyznaje Andrzej Bałaban, zastępca dyrektora Wydziału Dróg i Mostów UM. – Najlepiej jest utwardzić drogę korą asfaltową, czyli pokruszonym asfaltem z remontu innych ulic – uważa.
Zdaniem ekspertów nie można jednak tak zrobić, bo droga nie jest jeszcze wystarczająco ubita.
– Ale nie wykluczamy, że w przyszłości utwardzimy ją w ten sposób – nie ustępuje Andrzej Bałaban. – Natomiast płyty budowlane są zbyt drogie, żeby je tutaj położyć.
Urząd Miasta podpowiada, że mieszkańcy powinni wziąć sprawy we własne ręce.
– Jedynym trwałym rozwiązaniem jest budowa ulicy. To wymaga zawiązania społecznego komitetu budowy – mówi Bałaban.
– Komitet może być nawet jednoosobowy. Chodzi o to, żeby mieszkańcy wyszli z inicjatywą przeprowadzenia takiej inwestycji – uzupełnia Marek Młynarczyk, zastępca dyrektora Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta.
Niestety, według mieszkańców, takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.
– Rozmawialiśmy z sąsiadami na ten temat i nikt nie chce się tego podjąć. Ja i mój mąż jesteśmy już starszymi osobami i nie mamy siły, żeby załatwiać związane z tym sprawy – mówi Janina Bartnik.
Reklama
Komentarze