Reklama
Przeszczep z rakiem: Proces do powtórki
Andrzej P., lekarz oskarżony o wydanie zgody na przeszczepienie pacjentom organów wewnętrznych z komórkami rakowymi, będzie miał nowy proces.
- 24.06.2011 12:08

Skazujący go wyrok uchylił w środę Sąd Okręgowy w Lublinie. Andrzej P. pracował w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantologii PSK-4 w Lublinie. W czerwcu 2005 roku trafił tam 19-letni Grzegorz G. z Ryk, który zachłysnął się lekami. Pacjent był w stanie śmierci mózgowej. Pobrano od niego nerki, które lekarze z lubelskiej kliniki przeszczepili dwóm biorcom. Pacjenci wrócili do domów, potem jednak zachorowali na nowotwory i zmarli.
Już w momencie pobierania organów lekarze znaleźli u Grzegorza G. dziwną tkankę. Następnego dnia poddano ją analizom w szpitalnym laboratorium.
– Lekarz, który ją badał, przekazał mi, że nie ma cech nowotworu złośliwego – utrzymywał podczas swojego procesu oskarżony lekarz. – Pytałem, czy nie widzi tam nic podejrzanego. Odpowiedział, że nie.
Prokuratura uważała, że Andrzej P. poznał wyniki badań, z których wynikało, że dawca może mieć raka. Tak twierdził lekarz, z którym transplantolog rozmawiał przed dokonaniem przeszczepu. Andrzej P. został oskarżony m.in. o nieumyślne spowodowanie śmierci.
W ub. roku Sąd Rejonowy w Lublinie uznał, że Andrzej P. zdecydował o przeszczepienie nerek. Mimo że wyniki badań wskazywały, że organizm dawcy może być zainfekowany komórkami nowotworowymi. Mógł przewidzieć, że w ten sposób naraża dwójkę pacjentów na ciężkie pogorszenie się stanu zdrowia. Lekarz został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i 2 tys. zł grzywny. Odwołał się. Tak samo zrobiła prokuratura.
W środę Sąd Okręgowy w Lublinie wyrok uchylił. Wytknął, że w Sądzie Rejonowym zostały niewłaściwie ocenione dowody. Rozpatrując sprawę jeszcze raz, trzeba będzie wnikliwiej ocenić rozmowę pomiędzy Andrzejem P. a lekarzem, który przekazywał mu wyniki badań tkanki pobranej od mieszkańca Ryk. Każdy z nich mówi co innego. Ma też dokładniej przyjrzeć się opinii biegłego, który oceniał postępowanie oskarżonego lekarza.
Reklama
Komentarze