„Ja mam 20 lat, ty masz 20 lat, przed nami 7. niebo. Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba nic!” - śpiewał swego czasu Maciej Kossowski. Gdyby Noc Kultury była osobą, to z pewnością mogłaby tak zaśpiewać, ponieważ minionej nocy odbyła się już dwudziesta edycja tego wydarzenia.
Ze stwierdzeniem, że do szczęścia nie potrzeba więcej nic, mogli się zgodzić uczestnicy jubileuszowej Nocy Kultury. Około 140 projektów, koncertów, spektakli, instalacji artystycznych – to wszystko czekało na osoby, które sobotni wieczór postanowiły spędzić w okolicach Starego Miasta w Lublinie.
Na imprezę wybrałem się około godziny dwudziestej. Nie ja jedyny wpadłem na ten pomysł. W autobusie linii „32” było wyjątkowo tłoczno. Jadąc przed Krakowskie Przedmieście też można było zauważyć tłumy ludzi zmierzających w kierunku Starego Miasta.
Już na Placu Litewskim wita mnie ze sceny Zespół Muzyki Folklorystycznej “Lubelacy”. Nie było to jednak jedyna scena na tegorocznej Nocy Kultury. Pod Centrum Spotkania Kultur można było posłuchać zespołów prezentujących szeroko pojętą muzykę alternatywną. Na Placu Olejnym była scena rockowa, a w Browarze Perła scena rapowa. Na Placu po Farze za to można było podziwiać Orkiestrę Wielkich Bębnów.
Idąc dalej przez Krakowskie Przedmieście można było spotkać różnych ulicznych artystów. Hipisów grających muzykę z lat 70-tych czy iluzjonistę, który w 1,5 minuty sam wydostał się z zawiązanego kaftana bezpieczeństwa.
W końcu docieram do Bramy Krakowskiej. Z powodu tłumu, przejść przez nią, to nie lada wyczyn. Na Starym Mieście jednak ludzi było jeszcze więcej. Nie ma co się dziwić, to właśnie na tym obszarze znajdowało się najwięcej instalacji artystycznych.
Podwodny świat na Rybnej
W tym roku jednym z głównych motywów były ryby. Z tego powodu mocno oblegany był zwłaszcza rejon Bramy Rybnej, ulicy Rybnej i Placu Rybnego. Przechodząc przez Bramę Rybną nad głowami wisiały kolorowe ryby, które zapraszały do podwodnego świata. Na Placu Rybnym było... jeszcze więcej ryb. Idąc pośród przeróżnych stworów wodnych można było poczuć się jak w głębinach i zanurzyć się w wyobraźni. Trzeba było tylko uważać, żeby nie dostać “z ryby”.
Kilka kroków dalej, niczym nimfa leśna, dźwiękami harfy koiła nas Hanna Iwanek. Młoda harfistka, która jest absolwentką szkoły muzycznej I stopnia w klasie harfy.
Niedaleko Placu Rybnego, w Muzeum Cebularza, uczestnicy warsztatów wypieku cebularza próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie: cebularz czy ryba? Znaleźli kompromis i stworzyli cebularza w kształcie ryby.
Z Placu Rybnego udałem się w stronę Placu po Farze. Tam na uczestników czekała „Orkiestra Wielkich Bębnów” - siedem monumentalnych instrumentów, na których można było nawet zagrać. Na koniec odbył się koncert wieńczący całe wydarzenie.
Dla zwiedzających otwarte było również Muzeum Narodowe na Zamku. Kaplicę Trójcy Świętej, wieżę zamkową, wystawy stałe oraz wystawę “Tamara Łempicka – ponad granicami” można było zwiedzać zupełnie za darmo. Dla niektórych mogła to być jedyna okazja, żeby zwiedzić lubelskie muzeum.
Noc Kultury przyciągnęła nie tylko tłumy mieszkańców Lublina, ale również setki turystów z całej Polski. Od jednego z uczestników wydarzenia usłyszałem, że takie wydarzenie powinno trwać co najmniej tydzień. Wtedy jednak Noc Kultury nie miałaby takiego uroku. To tylko jedna magiczna noc w roku, która już nigdy się nie powtórzy. Za rok odbędzie się kolejna edycja, ale będzie to już zupełnie inna noc.

Komentarze