Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Alarm bez alertu

Syreny alarmowe obudziły Lublin i region. Dlaczego nie było alertu RCB?

Syreny alarmowe obudziły w nocy z środy na czwartek Lublin i wiele miejscowości Lubelszczyzny, ale mieszkańcy nie dostali alertu RCB ani komunikatu w mObywatelu. Sprawę krytykują politycy i mieszkańcy regionu, pytając, dlaczego system ostrzegania zawiódł.
Syreny alarmowe obudziły Lublin i region. Dlaczego nie było alertu RCB?

Źródło: Pixabay

W nocy ze środy na czwartek mieszkańców Lublina i okolic obudziły syreny alarmowe. Alarm przeciwlotniczy rozpoczął się o 3:50, a syreny przestały wyć o 4:01. Mieszkańcy przez 11 minut zastanawiali się co się dzieje. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysłało żadnego komunikatu informującego o alarmie i konieczności ukrycia się. Jest to rzecz karygodna zważając na to, że przykładowo, gdy zapowiadane są gwałtowne burze alert RCB dostajemy niemal natychmiast. 

Brak alertu RCB w momencie alarmu krytykują mieszkańcy Lubelszczyzny. Jeden z naszych Czytelników - Pan Janusz - po usłyszeniu alarmu zadzwonił na numer alarmowy 112, aby dowiedzieć się z jakiego powodu wyją syreny. Okazało się, że operator numeru alarmowego sam nie wiedział co się dzieje i jaki jest powód alarmu. Mało tego, Czytelnik zaznacza również, że jego telefon z Lublina, odebrał operator z Łodzi. 

Na brak alertu RCB narzekają również opozycyjni politycy z woj. lubelskiego.

- Mieszkańcy województwa lubelskiego i powiatu biłgorajskiego mają prawo czuć się bezpiecznie. Mają też pełne prawo oczekiwać od swojego państwa rzetelnych informacji i precyzyjnych ostrzeżeń w sytuacjach kryzysowych. Dzisiejszej nocy w Lublinie i na znacznym obszarze regionu zawyły syreny alarmowe, budząc tysiące osób. I co dalej? Cisza. W aplikacji mObywatel nie pojawił się żaden komunikat, zabrakło też jakiegokolwiek alertu RCB. Zdezorientowani mieszkańcy próbowali dowiedzieć się czegokolwiek na własną rękę, dzwoniąc nad ranem na numery alarmowe. Zamiast natychmiastowych wyjaśnień, dopiero przed godziną 8:00 rano dowiadujemy się o niezidentyfikowanym obiekcie i kraterze w miejscowości Tarnawa Kolonia - czytamy na mediach społecznościowych Michała Mulawy, polityka PiS i radnego województwa lubelskiego.

fot. Facebook/Michał Mulawa

W podobnym tonie wypowiada się pochodząca z Lublina, posłanka PiS Magdalena Filipek-Sobczak.

- Mieszkańców Lublina i wielu miejscowości województwa lubelskiego obudziły syreny alarmowe. Przez wiele godzin nie otrzymali oni jednak żadnego oficjalnego komunikatu wyjaśniającego sytuację. Nie uruchomiono Alertu RCB ani nie przekazano informacji w aplikacji mObywatel. W takiej sytuacji państwo nie może pozostawiać obywateli samych z domysłami i informacjami z mediów społecznościowych - zaznacza Filipek Sobczak

Odpowiedzi z rządu

Premier Donald Tusk, Minister Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz i Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński byli na miejscu zdarzenia. Premier na konferencji prasowej zapewniał, że polskie wojsko było gotowe zestrzelić rakietę, gdyby kontynuowała swój lot. Szef rządu odniósł się również do kwestii braku alertów RCB. Premier zaznaczył, że syreny po prostu są szybsze.

- Rzeczywiście trzeba SMS-y wykorzystywać nie tylko do informowania, że jest zagrożenie, ale musimy wprowadzić bezwzględnie zasady, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać uspokajające SMS-y do ludzi – powiedział premier Donald Tusk.

Bardziej szczegółowo temat alertów RCB, a raczej ich braku wyjaśniał Marcin Kierwiński.

– Około godziny 3.00, gdy zostały przekazane pierwsze informacje, nastąpiło włączenie radioodbiorników, na które ewentualnie, zgodnie z polskimi procedurami, przychodzi informacja o bliskim zagrożeniu. Rozpoczęło się uruchamianie systemów alarmowych. Ten czas krytyczny, czyli czas zagrożenia, to było około 13 minut. W tym czasie uruchomiono najszybszy sposób powiadomienia ludności i zgodnie z procedurą, czyli system syren alarmowych. Po 13 minutach zagrożenie minęło i także syreny to zakomunikowały. Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie, a to znaczy, że należy postępować zgodnie z procedurami, które zawarte zostały w specjalnym „Poradniku bezpieczeństwa”. – wyjaśnił Kierwiński.

Minister, podobnie jak premier podkreślał, że użycie syren alarmowych jest najszybszym sposobem ostrzeżenia ludności przed zagrożeniem. 

– Najpierw sygnał zarządzający alarm, a potem sygnał odwołujący alarm w momencie, kiedy ustaje przyczyna alarmu - zaznaczał Kierwiński. - Celem alarmu jest ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem i po to są procedury. W momencie, gdy zagrożenie trwa bardzo krótko, ten system ma jedną funkcję – poinformować Polaków o tym, że nadchodzi niebezpieczeństwo, i tyle - podsumował szef MSWiA.

System "wymaga dopracowania"

Do tej sprawy odniósł się również na swoich profilach społecznościowych wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia. 

- Jeśli usłyszycie syreny alarnowe (modulowany dźwięk) - pierwszą, automatyczną reakcją powinno być: UKRYĆ SIĘ. Najlepiej w tym miejscu w domu czy mieszkaniu, które od okien dzieli jak najwięcej ścian, może to być piwnica, łazienka, kotłownia, co kto ma, możliwie najbliżej też ścian nośnych - przypomina Hołownia.

Wicemarszałek Sejmu zaznacza również, że system ostrzegania ludności "wymaga dopracowania".

- Będzie teraz wielu mędrców, którzy będą pytać: a dlaczego na Ukrainie te alarmy są o tyle wcześniej. Kto był, ten wie - na aplikacji Twój rejon świeci się na czerwono, gdy Ruscy wyprowadzili już określone bombowce z określonych hangarów. Tam jednak wiadomo, co jest celem. I wiadomo, że tych rakiet czy dronów będą dziesiątki i setki. Paradoksalnie system efektywnego ostrzegania ludności dla jednej rakiety czy drona jest trudniej stworzyć, niż dla tysiąca, ale to - jak widać - wciąż wymaga u nas dopracowania. Tym jednak niech się zajmie rząd, nasze życie zależy od tego, czy wyrobimy sobie ten automatyzm: syrena = piwnica lub łazienka. A nie: zastanawianie się, czy to nie rocznica, szukanie smsów z RCB, telefony do znajomych, czy - nie daj Boże - jakieś podróże, czy ucieczki - dodaje Hołownia.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że rząd po prostu nie podołał temu zadaniu. Oczywiście, przede wszystkim nasze życie zależy od tego jak my samymi zachowamy się w obliczu zagrożenia. Trzeba jednak zaznaczyć, że alert RCB informujący o alarmie i przyczynie takiego alarm byłby bardzo pomocny. Tłumaczenie, że system ostrzegania ludności jest jeszcze do dopracowania brzmi jak ponury żart. Od ponad czterech lat za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Nasze państwo powinno być już od dawna na takie sytuacje przygotowane.

W tej sprawie próbowaliśmy uzyskać informacje również od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Do czasu publikacji artykułu nie dostaliśmy jednak odpowiedzi w tej sprawie.

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama