Powiat włodawski leży przy granicy państwa i w ostatnim czasie jego służby coraz częściej otrzymują informacje o możliwym zagrożeniu z powietrza. Jak przekazał Polskiej Agencji Prasowej starosta Mariusz Zańko, zapewnienie całodobowych dyżurów wymaga większej liczby pracowników, na których zatrudnienie samorząd nie ma pieniędzy.
– Mam dwóch ludzi, bo zwiększyłem już o jeden etat. Od roku sytuacja eskaluje, co trzeci dzień o godz. 3 nad ranem dostajemy SMS-y, ludzie muszą wstawać. Przyszli do mnie, że nie dają już rady – powiedział Zańko.
Dwóch pracowników na całodobowym dyżurze
Starosta zwrócił się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o wsparcie finansowe na organizację dyżurów i nasłuchu w sytuacji zagrożenia atakiem z powietrza.
Jego zdaniem niewielkie przygraniczne powiaty nie są w stanie samodzielnie utrzymywać obsady pozwalającej prowadzić taki nasłuch przez 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu.
Dotychczas we włodawskim starostwie zajmowała się tym jedna osoba. Zańko zdecydował o utworzeniu kolejnego etatu, ale – jak przekonuje – dwóch pracowników nadal nie wystarcza.
MSWiA: wniosek jest niezasadny
Resort spraw wewnętrznych ma jednak inne stanowisko. W odpowiedzi na pytania PAP MSWiA oceniło wniosek starosty jako „niezasadny”.
Ministerstwo wskazało na porozumienie podpisane 12 maja przez starostę i komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie. Dokument reguluje m.in. zasady powiadamiania, ostrzegania i alarmowania mieszkańców o zagrożeniach.
Według MSWiA zgodnie z tym porozumieniem całodobowy nasłuch prowadzi Komenda Powiatowa PSP we Włodawie.
Starosta: obowiązek nadal jest po naszej stronie
Mariusz Zańko twierdzi jednak, że w praktyce obowiązek nie został w całości przejęty przez straż pożarną.
Jak tłumaczy, starostwo otrzymuje z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego informacje o zagrożeniu i polecenie rozpoczęcia nasłuchu radiowego. Powiat ma następnie potwierdzić odebranie komunikatu oraz rozpoczęcie nasłuchu.
– Nikt za nas nie chce tego przejąć – powiedział starosta.
Podobnie miało być podczas alarmu ogłoszonego w czwartek, 17 września. Według Zańki dopiero po rozpoczęciu nasłuchu przez pracowników powiatu informowana jest straż pożarna, która ma możliwość uruchomienia syren.
Zdaniem starosty rozwiązaniem byłoby całkowite przeniesienie tego zadania do straży pożarnej, gdzie całodobowe dyżury są prowadzone niezależnie od sytuacji kryzysowej.
Chce pieniędzy dla przygranicznych powiatów
Zańko uważa, że do czasu stworzenia jednolitego systemu alarmowania MSWiA powinno przekazać dodatkowe środki samorządom, szczególnie powiatom przygranicznym.
Jednym z docelowych rozwiązań miałoby być zdalne uruchamianie syren alarmowych bezpośrednio przez służby zarządzania kryzysowego w Lublinie.
630 syren uruchomionych w regionie
Po alarmie z 17 września wojewoda lubelski Krzysztof Komorski poinformował, że we wszystkich powiatach województwa uruchomiono łącznie 630 syren. Według wojewody procedury zadziałały zgodnie z planem.
Komorski wskazał jednocześnie, że jednym ze słabszych elementów systemu byli dotychczas urzędnicy prowadzący nasłuch w powiatowych centrach zarządzania kryzysowego, którzy nie mieli doświadczenia z taką specyfiką pracy. Dlatego część zadań związanych z nasłuchem zdecydowano się przenieść do straży pożarnej.
Podczas czwartkowego alarmu 355 syren zostało uruchomionych zdalnie. Zgodnie z planami Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego do końca roku w regionie ma działać około tysiąca syren, które będzie można włączać w ten sposób.

Komentarze