Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sąd się ociągał, a chłopiec cierpiał

Lubelski Sąd Rejonowy za długo zwlekał z decyzją o umieszczeniu upośledzonego chłopca w placówce opiekuńczej - wynika z raportu, który w tym tygodniu trafi do Ministerstwa Sprawiedliwości. Dotyczy opisywanej przez nas sprawy przetrzymywanego w nieludzkich warunkach 17-letniego Andrzeja ze Stasina.
Sąd dopiero po pięciu latach nakazał odebrać go rodzinie i umieścić w ośrodku wychowawczym. - Decyzję o umieszczeniu chłopca w tej placówce można było przyśpieszyć o dwa, trzy lata - uważa sędzia Krystyna Sergiej, wizytator do spraw rodzinnych i opiekuńczych Sądu Okręgowego w Lublinie, która dla Ministerstwa Sprawiedliwości oceniała, jak w lubelskim sądzie zajmowano się sprawą. Według sędzi Sergiej nie można mieć zastrzeżeń do pracy kuratora, który zajmował się Andrzejem. Starał się, żeby chłopiec został umieszczony w placówce opiekuńczej. Chciał to zrobić w porozumieniu z rodziną, ta jednak się nie zgadzała. - Widząc nieskuteczne próby kuratora, można było szybciej wszcząć postępowanie o umieszczenie chłopca w placówce opiekuńczej - stwierdza sędzia Sergiej. - Potem można było je szybciej prowadzić. Materiał był już zgromadzony. A trwało ono aż 11 miesięcy. Czy sędziemu zajmującemu się sprawą zostanie wytknięta opieszałość? Teresa Czekaj, prezes SO w Lublinie, nie znalazła w piątek czasu na rozmowę z Dziennikiem. Andrzej od sześciu tygodni jest w ośrodku szkolno-wychowawczym w Załuczu. Nauczył się jeść sztućcami, korzysta samodzielnie z toalety. Próbuje rysować, podpatrując inne dzieci. - Szkoda, że jest tu tak krótko. Byłaby szansa na skuteczniejszą terapię - mówi Jan Wasilewicz, kierownik internatu w Załuczu. - Sąd przyznał rodzinie stałą przepustkę, więc zabierają Andrzeja do siebie. Zawsze jednak pytają, kiedy ma wrócić. Andrzejem zaopiekowali się także nasi Czytelnicy. Z Finlandii dotarła paczka z ubraniami, a ksiądz z USA przysłał tysiąc dolarów na dalszą rehabilitację. To, co jeszcze nie uległo zmianie, to sytuacja prawna chłopca. Nadal jego opiekunem prawnym jest upośledzona matka. To niepokoi pracowników ośrodka. - Kiedy skończy osiemnaście lat, rodzina będzie miała prawo, by zabrać go z ośrodka, a wtedy na pewno niczego więcej się nie nauczy - podsumowuje Jan Wasilewicz. Już w 1998 roku wydział rodzinny Sądu Rejonowego w Lublinie postanowił ograniczyć władzę rodzicielską nad Andrzejem i oddać go pod dozór kuratora sądowego. Sąd ponownie zajął się jego sprawą dopiero w marcu 2002 roku. Po blisko rocznym postępowaniu zdecydował o przymusowym umieszczeniu chłopca w ośrodku opiekuńczym.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama