Dziękuję wspaniałym ludziom za ratunek
45-letni Tomasz Antoniuk z Wólki Łózeckiej (pow. bialski) wspomina koszmar wtorkowej nocy, kiedy tonął w leśnym trzęsawisku.
- 07.02.2008 16:26
W ostatniej chwili dotarli do niego ratownicy z Drelowa.
- Mam lekką nadwagę, więc wieczorami biegam dla zdrowia. Tak było też we wtorek. Kiedy byłem na skraju lasu, postanowiłem udać się do sąsiedniej wsi, do brata. Ruszyłem na przełaj. W środku lasu straciłem orientację. Było ciemno. Błądziłem od rowu do rowu. Nagle wpadłem w bagnistą pułapkę i ugrzęzłem. Trzęsawisko zaczęło mnie wciągać…
- Miałem! Telefon nawet zadzwonił, teraz wiem, że to była żona. Ale nie mogłem go odebrać, jakbym był sparaliżowany. Po pewnym czasie komórka zamokła i przestała działać. Dziś myślę, że to dobrze - gdybym dodzwonił się do ratowników, mógłbym skierować ich w zupełnie inne miejsce. Bo nie miałem zielonego pojęcia, gdzie jestem.
- Niespodziewanie zobaczyłem światła samochodu. Zacząłem krzyczeć, wołać ludzi. Pojawili się strażacy z Drelowa z psem. Wyciągnęli mnie z pułapki i zanieśli do samochodu. Dopiero tam zacząłem się trząść z zimna. Groziło mi wyziębienie. Na szczęście, szybko trafiłem do szpitala.
- Tak. I od razu odebrałem wiele miłych telefonów. Odwiedził mnie nawet duchowny z naszej parafii, ksiądz Roman Banasiewicz. Dzięki pomocy boskiej i ludzkiej zostałem uratowany. Szczególnie dziękuję Zygmuntowi Szabaciukowi z Grupy Ratowniczo-Poszukiwawczej OSP z Drelowa. To on na wezwanie mojej żony błyskawicznie zorganizował akcję. Dziękuję też jednostkom OSP z Szóstki i Drelowa oraz wspaniałym mieszkańcom wsi Łózki i Szóstka oraz swojej rodzinie.
Reklama
Komentarze