Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nasza pani zza sklepowej lady

Rozmowa z Wiesławą Aleksandrowicz, sprzedawczynią w sklepie spożywczo-przemysłowym w Kol. Rzeczyca
- Od szóstej. Wtedy są już pierwsi klienci i przyjeżdżają dostawcy. • Często widać na wsiach samochody z piekarni, które dostarczają pieczywo do domu. To duża konkurencja?
- Ogromna. Piekarnie i tak zarabiają na pieczywie, które kupujemy do sklepu, więc nie powinny robić konkurencji same sobie. Ludzie kupując chleb pod domem rzadziej zachodzą do nas. W ten sposób małe wiejskie sklepy upadają, bo przecież nie można zarabiać tylko na sprzedaży alkoholu. - Tak. Najwięcej idzie tego najtańszego - nalewki wiśniowe, tanie wina, piwo, zwykle \"Tatra”, bo jest niedrogie, a ludzie na wsi nie należą do najzamożniejszych. Co ciekawe, gospodynie coraz mniej pieką ciast w domu, dlatego sporo sprzedaje się już tych gotowych. - Nie, w naszym sklepie raczej tego nie robimy. Nieraz zachodzi taka potrzeba, ale wtedy sprzedaję tylko artykuły pierwszej potrzeby, nigdy alkoholu i to też tylko za zgodą właściciela. - Tak, sprzedawca to ciekawy zawód. Mam kontakt z ludźmi, mogę posłuchać o ich problemach, może czasem coś doradzić, jestem jak ksiądz i mnie chyba też obowiązuje tajemnica spowiedzi, a takich rzeczy można nieraz posłuchać. Ale z roboty jestem zadowolona. Rozmawiała Anna Zielińska

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama