Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Podziel się wolnym czasem

Ktoś komuś wyprowadza psa, ktoś inny robi zakupy, myje okna albo uczy angielskiego.
Z sieci bezgotówkowej wymiany usług korzystają m.in. mieszkańcy Warszawy, Poznania czy Opola. Być może już niedługo \"bank czasu” powstanie także w Lublinie. - O bankach czasu dowiedziałam się przypadkiem z jakiegoś kolorowego pisma. Od razu pomyślałam, że to świetny pomysł - mówi Joanna Kielasińska, trener Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów \"Klanza” oraz wykładowca na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. - To inna forma wolontariatu. Zasada działania jest prosta. Ja ofiaruję komuś swój wolny czas, swoje usługi, ktoś inny pomada mnie - wyjaśnia. Godzina pracy dla kogoś, powiększa stan naszego konta. natomiast godzina przyjętej od kogoś pomocy, sprawia, że konto szczupleje. Do banku czasu może się zapisać każdy - nie ma ograniczeń wiekowych. - Na razie szukam sojuszników. Prowadzę rozmowy z dr Zofią Zaorską, która wykłada na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Nawiązałam też kontakt z koordynatorami banków czasu w Polsce - mówi Kielasińska. - Największy problem to dotarcie do ludzi i przekonanie ich, że warto się przyłączyć. Dwa lata temu bank czasu powstał w Zamościu. Dziś już, niestety, nie istnieje. - Ludzie nieufnie podchodzą do nowości - to przyczyna - mówi Ewa Szczepańska, prezes Zamojskiego Centrum Wolontariatu. Tłumaczy, że chętni byli, tylko mało. - Ponad 80-letnia emerytowana nauczycielka uczyła j. niemieckiego, w zamian ktoś u niej sprzątał. Sporo osób oczekiwało też pomocy przy opiece nad dzieckiem. - Skoro w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu czy w Opolu się udało, nam też musi się udać. Pierwsi chętni już są. To panie z Koła Kobiet z Klubu Osiedlowego Skarpa. - Uwielbiam dzieci, a że mam dużo wolnego czasu, chętnie popilnuję jakiś brzdąców. Nie znoszę za to sprzątać. Przydałby mi się ktoś do pomocy - mówi pani Basia. Pomysł narodził się w latach 80. XX wieku. Zrodził się w głowie Edgara Cahna - amerykańskiego prawnika, który po zawale serca nie mógł wrócić do swoich obowiązków zawodowych i szukał sposobu, aby robić rzeczy istotne i wartościowe. Wtedy wpadł na pomysł \"czasodolarów” (wymienialnych jednostek czasu) i rozpoczął zawiązywanie sąsiedzkich sieci wymiany usług.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama