Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Niewidomym narzekać nie wolno. Poskarżył się na hałas i stracił pracę

Z dnia na dzień stracił pracę w spółdzielni, w której pracował 44 lata. Powód? Poskarżył się, że na hali produkcyjnej jest zbyt głośno. - Muszę słyszeć maszynę, na której pracuję. Nie mogę jej przecież zobaczyć - tłumaczy Andrzej Gieroba.
Niewidomym narzekać nie wolno. Poskarżył się na hałas i stracił pracę
Poszło o hałas w hali zakładu produkcyjnego. 1 września pan Andrzej w imieniu swoim i innych pracowników wysłał pismo do zarządu Spółdzielni Niewidomych im. Modesta Sękowskiego w Lublinie. Chodziło o odizolowanie stanowiska z wiertarkami.

- Hala ma ok. 150 mkw. powierzchni. Wiertarki i gwinciarki pracują na samym środku i hałas swobodnie się rozprzestrzenia. Odmówiłem noszenia ochronników słuchu, bo muszę słyszeć maszynę, na której pracuję. Nie mogę jej przecież zobaczyć - tłumaczy pan Andrzej. - Doskonale znam ten zakład, sprawę rozwiązałaby zwykła ścianka działowa. Gdy zarząd zignorował moją prośbę, poinformowałem o sprawie media - opowiada.

Mimo że występował w imieniu wszystkich pracowników, a pod pismem do zarządu podpisały się też inne osoby, tylko on został ukarany. Dlaczego?

- Bo to pan Gieroba był inicjatorem całej akcji i to on oczernił spółdzielnię w mediach. Wcześniej też łamał regulamin pracy i lekceważył polecenia kierownictwa - mówi Paweł Skrzypek, prezes spółdzielni. - Zleciliśmy pomiary poziomu hałasu w hali. Wyniki są w normie. A pomysł oddzielenia sprzętu ścianką działową jest niewykonalny ze względów technicznych.Gdy zarząd podjął decyzję o wykluczeniu Gieroby ze spółdzielni (co jest jednoznaczne ze zwolnieniem z pracy), wstawiła się za nim Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność”. Związkowcy argumentowali, że działał on na prośbę innych pracowników, którzy również narzekali na hałas. Gieroby broni też Zbigniew Nastaj, dyrektor Lubelskiego Okręgu Polskiego Związku Niewidomych.

- Dociera do mnie wiele niepokojących sygnałów od pracowników spółdzielni. Ludzie skarżą się na warunki i atmosferę. Nie chcą mówić głośno, bo boją się, że też stracą pracę - mówi Zbigniew Nastaj. I dodaje: - Działanie zarządu to ewidentna niesprawiedliwość. Niewidomi muszą dbać o słuch, bo to on zapewnia im bezpieczeństwo. Poza tym każdy ma prawo do ubiegania się o polepszenie warunków pracy, także za pośrednictwem mediów.

Inspekcja Pracy zna sytuację w spółdzielni. - Ostatnia kontrola wykazała wiele nieprawidłowości dotyczących czasu pracy i przepisów BHP - mówi Danuta Serwinowska z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Lublinie. I wylicza: - Nie było m.in. odpowiedniej tzw. wolnej powierzchni dla pracowników. W szatni brakowało skutecznej wentylacji i odpowiedniej ilości miejsc siedzących. Poręcze na klatce schodowej były niedostosowane do potrzeb niewidomych, a w piwnicy i na korytarzu znajdował się sprzęt, który mógł zagrażać ich bezpieczeństwu. Przy okazji następnej kontroli na pewno dokładniej przyjrzymy się kwestii hałasu - zapewnia.

Andrzej Gieroba zamierza walczyć o sprawiedliwość w sądzie pracy. - Mam na utrzymaniu żonę i niepełnosprawną córkę. Zarząd nie może tak traktować pracowników - mówi.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama