Dwa lata temu porażka 1:4. Przed rokiem bezbramkowy remis. A w sobotę kolejne rozczarowanie i przegrana 0:2 po bardzo słabym meczu, zwłaszcza w drugiej połowie.
Żółto-biało-niebiescy całkiem nieźle rozpoczęli zawody. Podeszli wysoko do rywali, często odbierali im piłkę i nie pozwalali na rozegranie akcji. Problem w tym, że niewiele było z tego konkretów.
Pierwszy groźny strzał w 10 minucie oddał Quentin Boisgard, ale nie trafił w bramkę. Po drugiej stronie boiska w ofensywie pokazał się Filip Luberecki, który po kolejnym przechwycie pognał do przodu. Został jednak zatrzymany faulem przed szesnastką. A to oznaczało okazję na strzał bezpośrednio z rzutu wolnego. Piłkę ustawił Ivo Rodrigues i uderzył obok słupka.
W 23 minucie niewiele zabrakło, a drugiego, pięknego gola w barwach Motoru strzeliłby Makan Aiko. Francuz podobnie, jak w Szczecinie huknął z narożnika szesnastki. Tym razem futbolówka poszybowała tuż nad poprzeczką. 180 sekund później byłoby groźnie, ale Juande Rivas w ostatniej chwili uprzedził Marka Bartosa tuż pod bramką.
W kolejnych minutach kibice porządnie się wynudzili. Brakowało przyśpieszenia, pomysłu i przede wszystkim jakiegokolwiek zagrożenia pod obiema bramkami.
W 43 minucie niektórzy pewnie podskoczyli ze swoich krzesełek, bo Rodrigues umieścił piłkę w siatce. Niestety, chwilę wcześniej arbiter użył gwizdka, bo dopatrzył się faulu w ataku Czubaka na Rivasie.
Kuriozalne gole po przerwie
Druga odsłona zaczęła się obiecująco dla gospodarzy. Po kilkudziesięciu sekundach od wznowienia, dośrodkowanie w pole karne posłał Luberecki, a „Czubi” główkował nad bramką. Motor nie poszedł jednak za ciosem i później coraz bardziej oddawał inicjatywę rywalom, a do tego prosił się o kłopoty.
W 57 minucie doczekaliśmy się... pierwszego celnego strzału w sobotnim spotkaniu i dwóch okazji gości na gola. Najpierw Leandro Sanca „zatrudnił” Gaspera Tratnika. Po chwili w kapitalnej sytuacji znalazł się Samuel Ntamack. Po wrzutce z prawej flanki miał dużo miejsca i czasu, żeby dokładnie przymierzyć głową do siatki. Fatalnie jednak spudłował.
To było pierwsze poważne ostrzeżenie dla defensywy ekipy z Lublina. W 71 minucie można było obejrzeć drugie i trzecie. Najpierw po strzale Sanki piłka spadła do Ivana Limy, który z powietrza uderzył prosto w Tratnika. Zawodnik z Portugalii miał jeszcze szansę na poprawkę. Dosłownie z metra rzucił się na futbolówkę głową, ale jakimś cudem ostemplował poprzeczkę.
W 77 minucie znowu wykazał się Tratnik, który odbił próbę z rzutu wolnego Sanki. Odbił jednak na rzut rożny, po którym w kuriozalnych okolicznościach Motor stracił gola. Po dośrodkowaniu spod chorągiewki niezły strzał głową z dalszego słupka oddał Jakub Czerwiński. Tratnik ponownie był na posterunku. Do piłki dopadł Bartosz Bereszyński i próbował ją wybić. Doskoczył do niego Rivas i nabity przez „Beresia” skierował futbolówkę do siatki.
Lublinianie rzucili się do ataku, ale tak naprawdę wypracowali sobie tylko jedną okazję. Fabio Ronaldo spróbował szczęścia zza szesnastki, a pomógł mu rykoszet. Domen Grill z wielkim trudem odbił piłkę pod nogi Mateusza Łęgowskiego. Ten uderzył po długim rogu, gdzie zabrakło centymetrów, aby na wślizgu zagranie kolegi przeciął Czubak.
W doliczonym czasie gry Piast dobił rywali i po raz drugi bramki spokojnie można było uniknąć. Najpierw Paskal Meyer nie zdołał wyjaśnić sytuacji, a Szczepan Mucha „urwał” się spod opieki Lubereckiego i z bliska ustalił wynik na 0:2.
Już we wtorek drużyna trenera Misiury spróbuje się zrehabilitować w pucharowym meczu z Legią (godz. 20.30).
Motor Lublin – Piast Gliwice 0:2 (0:0)
Bramki: Rivas (78), Mucha (90+2).
Motor: Tratnik – Santos (72 Lukoszek), Bereszyński, Bartos, Luberecki, Meyer, Simon (61 Łegowski), Rodrigues (82 Haxha), Ndiaye, Czubak, Aiko (61 Ronaldo).
Piast: Grill – Twumasi, Czerwiński, Rivas, Lewicki, Łabojko (65 Leśniak), Boisgard (83 Maziarz), Vallejo (83 Felix), Lima (90+1 Muha), Sanca, Ntamack (83 Katsantonis).
Żółta kartka: Boisgard (Piast).
Sędziował: Karol Arys (Szczecin).
Widzów: 9379.
Komentarze