Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Motor kontra Cracovia, czyli pozbierać się po pucharze

Kibice Motoru pewnie myśleli, że ich pupile powoli wychodzą na prostą. W trzech ostatnich meczach drużyna wywalczyła siedem punktów. Niestety, we wtorek trzeba było przełknąć bardzo gorzką pigułkę. Lublinianie odpadli z STS Pucharu Polski po porażce z czerwoną latarnią ligi – Rakowem Częstochowa (1:3 w karnych). Dzisiaj spróbują się pozbierać w Krakowie, gdzie o godz. 18 zagrają z Cracovią
Motor kontra Cracovia, czyli pozbierać się po pucharze

Autor: DW

Ciągle musieli gonić

W miniony piątek w lidze, po raz trzeci z rzędu Motor przegrywał do przerwy 0:1. Tuż po zmianie stron Zagłębie strzeliło nawet drugą bramkę. Drużyna Mariusza Misiury zabrała się w końcu do pracy i jednak uratowała punkt w końcówce. Na 2:2 trafił Jacques Ndiaye.

W pucharze tak różowo już nie było. Gospodarze prowadzili 1:0 po kuriozalnym rzucie karnym. Kacper Trelowski kiwnął Karola Czubaka, ale jakby zupełnie zapomniał, że napastnik może za chwilę zebrać się z murawy i go zaatakować. „Czubi” tak właśnie zrobił. Według sędziego pierwszy „dzióbnął” piłkę, a golkiper go faulował. Goście przekonywali, że to Trelowski był pierwszy przy futbolówce. Ostatecznie jednak arbiter podyktował jedenastkę, a na listę strzelców wpisał się Ndiaye.

Później były sytuacje, żeby zamknąć mecz. Bartosz Bereszyński trafił w słupek, tak samo Czubak. Raków coraz mocniej jednak naciskał, a z ogniem długo igrał właśnie Bereszyński. „Bereś” kilka razy był blisko drugiej żółte kartki. Wydawało się, że raz w polu karnym zagrał ręką, ale skończyło się tylko na protestach gości.

W końcu były reprezentant Polski jednak otrzymał drugie „żółtko”, a drużyna Dawida Szwargi błyskawicznie zrobiła z tego użytek. Lamine Diaby-Fadiga ładnie huknął z dystansu, co oznaczało dogrywkę. Motor rozpaczliwie się bronił w dziesiątkę, ale dotrwał do karnych. A w nich wykorzystał tylko... jedną jedenastkę i ostatecznie przegrał 1:3.

Mówisz Cracovia, myślisz Hasić

Duże rozczarowanie, 120 minut w nogach dla niektórych, a już dzisiaj kolejne ważne spotkanie. Tym razem na stadionie przy ul. Kałuży z Cracovią.

– Mają naprawdę kilku dobrych zawodników. Zaczęli trochę słabiej, ale ostatnio coraz lepiej to wygląda. Robimy analizy i widzimy, że odwrócili parę meczów w ostatnich minutach, ale musimy się skupiać przede wszystkim na naszej grze – mówi Bartosz Grzelak, trener „Pasów”.

Jego drużyna ma obecnie „oczko” mniej od Motoru. Aż 10 z 12 punktów wywalczyła jednak przed własną publicznością. Kluczową postacią zespołu jest Ajdin Hasić, który w tym sezonie zdobył już w lidze pięć goli i zaliczył dwie asysty.

W ekipie z Lublina kluczowe słowo przed meczem to regeneracja. Wszyscy zastanawiają się czy goście zdążą dojść do siebie po wtorkowym blamażu. 

– Najtrudniej zaakceptować, że po tak dużej pracy odpadamy z pucharu, a już w piątek gramy w Krakowie. Patrząc na charakter drużyny, reakcję po meczu – złość, ale nie obwinianie siebie, a bycie razem w trudnym momencie. Ja wierzę, że się zregenerujmy i pokażemy dobrą twarz w meczu z Cracovią – mówi Mariusz Misiura.

Kibice pewnie zadają sobie teraz pytanie, dokąd w ogóle zmierza Motor? Dzień po porażce z Rakowem klub ogłosił, że wraz z końcem listopada odejdzie wiceprezes Łukasz Jabłoński. A przecież od miesiąca, po tym, jak zwolniony został Veljko Nikitović, Lublinianie nie mają także dyrektora sportowego.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama