Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Magazyn

25 listopada 2024 r.
20:31

Krzysztof Herdzin: Muzyka sprawiła, że mam piękne życie

Autor: Zdjęcie autora Michał Grot
Choć do dziś uczciwie przyznaję, że muzykiem jazzowym tylko bywam. Klasyka ukształtowała mnie i jest dla mnie wciąż ważną częścią artystycznego życia – mówi Krzysztof Herdzin<br />
Choć do dziś uczciwie przyznaję, że muzykiem jazzowym tylko bywam. Klasyka ukształtowała mnie i jest dla mnie wciąż ważną częścią artystycznego życia – mówi Krzysztof Herdzin
(fot. KUBA MAJERCZYK)

Zrobiłem kurs weterynaryjny i poznawałem prawdziwe życie od podszewki zajmując się we dwójkę z kolegą jamajczykiem blisko setką psów w schronisku – mówi Krzysztof Herdzin, profesor sztuk muzycznych, pianista, kompozytor, aranżer, dyrygent, producent płytowy, multiinstrumentalista

AdBlock
Szanowny Czytelniku!
Dzięki reklamom czytasz za darmo. Prosimy o wyłączenie programu służącego do blokowania reklam (np. AdBlock).
Dziękujemy, redakcja Dziennika Wschodniego.
Kliknij tutaj, aby zaakceptować

• Panie profesorze: bardzo późno został pan ojcem. Czym jest dla pana ojcostwo?
– Cóż za pytanie na początek... Wytęsknione, świadome i późne ojcostwo jest piękne. Pierwsza córeczka urodziła się, kiedy miałem 52 lata. Teraz jest jeszcze z nami druga, ośmiomiesięczna księżniczka. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Przez 30 aktywnych lat byłem skupiony tylko na sobie, mogłem sobie pozwolić na egoistyczne spełnianie marzeń artystycznych i robiłem wyłącznie to. Dla muzyka z ambicjami to wymarzony scenariusz: jesteś sam, nie krzywdzisz rodziny wyjeżdżając non stop, pracując również w domu po kilkanaście godzin dziennie.
Wiem, jak wielu moich kolegów i koleżanek przekreśliło swoją karierę stawiając rodzinę na pierwszym miejscu. I odwrotnie: nie potrafiąc, nie chcąc odpuścić koncertowania stali się gośćmi we własnym domu, a to zawsze pozostawia negatywny ślad. Miałem to szczęście, że mogłem sobie pozwolić na hiperintensywne działania muzyczne. Dlatego też mam pokaźny dorobek, którym można by obdzielić kilka osób.

• Co panu dało ojcostwo jako muzykowi?
– Zaskoczę pana, ale chyba niewiele się zmieniło w tym, jakim jestem muzykiem. Opieram się wciąż (a może jeszcze bardziej świadomie, niż kiedykolwiek) na wiedzy, doświadczeniu, narzędziach kompozytorskich, improwizatorskich i pianistycznych, które są niezmienne od dłuższego czasu. Jestem blisko 35 lat aktywny zawodowo i wypracowałem już model pracy, która jest dla mnie naturalna i sprawdzona w praktyce. Oczywiście, pozostaje kwestia emocjonalności, sumy naszych przeżyć, wzlotów i upadków będących przecież podstawą naszego przekazu i tu, być może mam teraz dużo więcej do opowiedzenia przy pomocy dźwięków.

• A czy trudno – a może łatwo – pogodzić ojcostwo z zawodem aktywnego koncertowo muzyka i kompozytora?
– Oj, niełatwo. To ciągłe pasmo trudnych wyborów i wyrzeczeń. Tym bardziej, że wychowujemy z żoną nasze córki sami, bez pomocy dziadków i niań, więc ilość obowiązków bywa przytłaczająca. Zdarza się, że odmawiam i rezygnuję z muzyki bo bardziej jestem potrzebny w domu.
Moja pracowitość zmieniła swój kontekst: to głównie obowiązki domowe.
Mieszkamy na wsi, w dużym domu z ogrodem, więc oprócz zajmowania się dziećmi i psami (bo mamy 3 psy) jest jeszcze mnóstwo spraw do ogarnięcia. Nie mam czasu ani przestrzeni na ćwiczenie na fortepianie, kiedy komponuję bądź aranżuję robię to po uśpieniu dzieci, w nocy. Odpowiadając więc na pytanie: jestem pracowity inaczej.

• Odkąd został pan ojcem, ograniczył pan swoją aktywność koncertową. Nie brakuje panu czasem tej atmosfery?
– Skłamałbym mówiąc, że nie brakuje... To takie trochę cygańskie życie, które potrafi zakręcić w głowie. W ciągłym ruchu, nowe kraje, miasta, nowi ludzie, nieporównywalne z niczym innym emocje, pochwały i oklaski na stojąco, ale też totalne zmęczenie, niewyspanie, napięcie psychiczne i ciągły stres. Fajnie zachłysnąć się życiem na walizkach, kiedy jest się młodym i ciekawym świata. Jestem teraz w innym punkcie. Swoje przeżyłem i teraz skupiam się na rodzinie. Coś za coś.

• Wspomniał pan kiedyś w jednym z wywiadów o kompleksie Leszka Możdżera. Czy wyleczył się już pan z tego kompleksu :) ?
– Oj tak... Z Leszkiem rozmawiałem o tym kilka razy, poradziłem z tym sobie jakieś 15 lat temu. Lubimy się i wspieramy, to fantastyczny człowiek. Myślę, że nie tylko ja miałem ten problem. Zazdrościłem mu. Goniłem, próbowałem naśladować. Kiedy mu o tym powiedziałem zrobił wielkie oczy. Czytał pan może niezwykle mądrą książkę Thomasa Bernharda „Przegrany”? To historia trzech utalentowanych pianistów, którzy zdają sobie sprawę, że nie są w stanie osiągnąć takiego poziomu perfekcji, jak ich kolega Glenn Gould. Więc rezygnują z grania i przestają zajmować się muzyką. Zdarza się to bardzo często.
Nie wszyscy mają odwagę się do tego przyznać, ale dla ambitnych wrażliwców jest to prawdziwa zmora.

• W pewnym momencie pracował pan na Jamajce jako pomocnik weterynarza w schronisku dla zwierząt? Co spowodowało, że odważył się pan na taki krok?
– Wielokrotnie o tym opowiadałem. Była to cześć terapii. Miałem depresję, muzyka przestawała mnie cieszyć, byłem wypalony i przepracowany, do tego doszły kwestie uczuciowe... Mój terapeuta zaproponował mi twardy reset. Ciężka praca fizyczna ustawia do pionu, to banalne, ale tak to działa. Nigdy w swoim życiu nie robiłem niczego innego oprócz muzykowania, więc postawiłem wszystko na jedną kartę zmieniając na pół roku całe środowisko, odcinając się od znajomych i od muzyki.
Zrobiłem kurs weterynaryjny i poznawałem prawdziwe życie od podszewki zajmując się we dwójkę z kolegą jamajczykiem blisko setką psów w schronisku, wykonując od 6 rano do 18 wymagające prace fizyczne, czyszcząc z ekskrementów klatki w 30 stopniowym upale, karmiąc pieski oraz pomagając przy operacjach, zabiegach, utylizując zwłoki, sprzątając etc. Schudłem 12 kg, wróciłem z dłońmi grubymi od odcisków. Codzienne obcowanie z cierpieniem zwierząt i towarzyszenie im w ostatniej drodze bardzo mną wstrząsnęło. Miałem na początku kryzys, kiedy plecy i ręce odmówiły współpracy i nie sądziłem, że wytrzymam pół roku, jak sobie założyłem, ale zawziąłem się. Jako wolontariusz mieszkałem u fantastycznej rodziny jamajskiej, poznałem wielu ciekawych ludzi i zagłębiłem się w tę ciekawą kulturę. Wszystko to nauczyło mnie to wielkiej pokory i dystansu do świata.

• Czym jest dla pana muzyka?
– Wielokrotnie odpowiadam na to pytanie i zawsze tak samo. Jest dla mnie wszystkim.
Moim życiem, tlenem, radością. Sprawiła, że mam piękne życie. Dlatego też od kiedy pamiętam chciałem zajmować się nią to-talnie. I dlatego, chcąc być wszechstronnym, poświęciłem blisko 20 lat na nauczenie się różnych form aktywności, które dziś pięknie się zazębiają. Jestem klasycznie wykształconym pianistą, a sam nauczyłem się jazzu, orkiestracji, aranżacji, kompozycji i dyrygowania. Wszystko to wzajemnie czerpie z siebie, dopełnia. A ja dzięki temu mogę o sobie powiedzieć, że jestem spełniony i szczęśliwy.

• Który rodzaj wrażliwości muzycznej – jazz, muzyka filmowa/współczesna, pop – jest panu najbliższy?
– Zdecydowanie klasyka i jazz. Muzyka filmowa i pop są pochodną tych wiodących gatunków. Jazz wchłonął i przejął całą klasyczną harmonię impresjonistów, Messiaena, Bartoka czy Strawińskiego. Pop (czyli muzyka popularna) wziął się z musicalu, wodewilu, bluesa, gospel i jazzu.
Dziś jest prosty, jak budowa cepa, ale jeszcze w latach 80 można było zachwycić się zło-żonością harmonii i kunsztem producentów, słuchając tanecznych przebojów królujących na dyskotekach.
Muzyka filmowa jest kalejdoskopem wszystkich istniejących idiomów, niestety w moim odczuciu staje się coraz bardziej pustą wydmuszką złożoną z wyświechtanych schematów i trywialnych rozwiązań, które razem z obrazem działają świetnie, ale słuchane w formule koncertowej lub na płytach są dla mnie opowieścią o niczym. Gram więc równolegle klasykę i jazz, komponuję muzykę współczesną i od czasu do czasu romansuję z filmem i światem pop.

• Zajmowanie się większymi formami muzycznymi jest przykładem na dojrzałość. Wobec tego czym jest dojrzałość dla muzyka, kompozytora itp.?
– Być może ja to powiedziałem, cytując mądrzejszych ode mnie. Bo to prawda. Wielkie formy jak symfonia, opera, oratorium, msza żałobna – to pokaz mistrzowskiego opanowania narracji, precyzyjnej logiki i strategii. A to przychodzi z wiekiem, choć historia zna wiele przykładów genialnych kompozytorów, którzy umieli to robić już jako dwudziestolatkowie. Czym jest dojrzałość dla mnie? Odpowiem bardzo subiektywnie. To umiejętność selekcji środków ekspresji i doboru odpowiednich narzędzi, odejmowanie elementów tworzących dzieło aby nie było przeładowane informacjami, pozwalając słuchaczowi skupić się przez dłuższą chwilę na motywie, progresji harmonicznej, czy stałym pulsie.
To dystans i kontrola.
Świadomość tego, jak ważna jest przestrzeń między dźwiękami. Wierzę głęboko, że dojrzały muzyk pamięta o tym, że pisze nie tylko dla siebie, ale po to, aby ktoś wysłuchał jego dzieła przeżywając jakieś emocje, a muzycy mieli radość z grania jego utworów. I nie chodzi tu o pisanie „pod publiczkę”, nie, nie. Muzyka żyje wtedy, kiedy jest wykonywana i słuchana. W czasach postmodernizmu istnieje coś na kształt mega cmentarzyska partytur i nagrań, które zaistniały tylko raz, podczas prawykonania. I potem już nikt po nie sięgał. Wierzę więc, że dojrzałość jest połączona z uświadomieniem sobie, po co robimy to, co robimy.

• Skoro jesteśmy już przy przymiotnikach: przygotowując się do rozmowy, wielką trudność sprawiło mi znalezienie przymiotników określających pana działalność. Jakby pan określił swoimi słowami to, co robi?
– A trzeba wszystko za wszelką cenę nazwać? Zdefiniować? Wiem, że jestem trudnym egzemplarzem dla dziennikarzy wy-mykając się wkładaniu mnie do wygodnych szufladek. Cóż... robię to co kocham. Po prostu. Kocham muzykę w całej swojej nieograniczonej i magicznej wspaniałości, bez dzielenia jej na gatunki i specjalizacje.
Poświęciłem muzyce całe życie i z pomocą hojnego losu udaje mi się do dziś być spełnionym i szczęśliwym człowiekiem.

• Jest pan profesorem sztuk muzycznych w bydgoskiej Akademii Muzycznej. Chciałbym spytać o młode pokolenie, które aspiruje do nauki w twojej Akademii. Jak jest u nich z kulturą muzyczną i muzykalnością. Trafiają się talenty?
– Hmm... To pytanie dotykające wielu aspektów. Myślę, że każdy uczciwy pedagog będzie miał z tym trudność. Największym problem jest to, że na nasz wydział może zdawać każdy, nawet osoba bez II stopnia szkoły muzycznej, a to daje podstawy warsztatu i jako takie pojęcie o historii i tradycji muzyki. Młode pokolenie jest w dużej mierze roszczeniowe i rozleniwione. Niestety. Mają wszystko podane na tacy poprzez łatwość dostępu w internecie: w ciągu kilku minut można znaleźć praktycznie każde nagranie, samouczki, tutoriale, masterclasssy, nuty, książki w formach pdf.
A jednak gubią się w tym i nie potrafią sami odnaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Nie znają nazwisk największych gigantów, nie słuchają wartościowej muzyki. Ich ulubione pytanie do pedagoga to: proszę mi pokazać, jak zagrać to lub tamto. Zastanawiamy się często z uczącymi kolegami: jak jazzu uczono się w erze przed internetem i płytami CD, przed sformalizowaną edukacją? Byliśmy zdeterminowanymi, jazzowymi samoukami słuchającymi godzinami nagrań, spisującymi solówki i nasiąkającymi elementami charakterystycznymi dla jazzowej konwencji, tak jak nasi mistrzowie. Bez szkół, książek i teoretycznego zaplecza. Ale, żeby nie zabrzmiało to aż tak pesymistycznie: są wśród studentów fantastyczni i utalentowani pasjonaci. Trzymam za nich kciuki, bo żyjemy w czasach, w których coraz trudniej o pracę. Muzyków jest po prostu za dużo i rynek to bezlitośnie weryfikuje. Pozostaną najlepsi. Najambitniejsi.

• A jak się zaczęła pana przygoda z muzyką? Zawsze chciał pan grać jazz?
– Pochodzę z muzycznej rodziny i indoktrynacja, której poddali mnie i starszego brata nasi rodzice w naturalny sposób ukie-runkowała nasz rozwój. Obaj poszliśmy do szkół muzycznych; z tym, że mój brat grający na skrzypcach zrezygnował po II stopniu, a ja połknąłem bakcyla i nie wyobrażałem sobie innego życia. Sam z siebie spędzałem czas przy instrumencie, grałem dużo ze słu-chu, sięgałem po wyciągi operowe ojca i szukałem dla siebie nowych bodźców oprócz zadanego przez pedagogów programu na eg-zamin. Stąd też wzięła się fascynacja jazzem, który odkryłem mniej więcej jako 16 latek.
Wolność, improwizacja, kolorowe harmonie – zachłysnąłem się tym i tak już zostało.
Choć do dziś uczciwie przyznaję, że muzykiem jazzowym tylko bywam. Klasyka ukształtowała mnie i jest dla mnie wciąż ważną częścią artystycznego życia.

• Jaki ma pan teraz cel w swoim życiu artystycznym?
– Cały czas ten sam. Od lat... Szukam wyzwań artystycznych, które mnie rozwijają; wybieram sobie takie formy aktywności, które dają mi satysfakcję, zaskoczą, zmuszą do nowego myślenia ale wszystko to jako lider, kompozytor bądź dyrygent. Czasy, kiedy byłem bohaterem drugiego planu niewymienianym wśród gwiazdorskich wykonawców, odpowiadającym za kształt artystyczny festiwali, koncertów telewizyjnych i płyt już minęły. To była bardzo niewdzięczna praca, choć merkantylnie zadowalająca. Dlatego też dziś pracuję mniej i z dużym rozmysłem dobieram zaproszenia, skupiam się na komponowaniu i aranżowaniu w zaciszu domowym. Sporo zajmuje mi uczenie w akademii. Od czasu do czasu koncert i rozruszanie palców, niemniej jako pianista występuję dużo rzadziej, niż w poprzednich latach. Powtórzę: priorytetem jest rodzina.

• Nad czym pan teraz pracuje?
– Skończyłem właśnie zamówienie kompozytorskie dla Chóru Polskiego Radia z Lusławic. To godzinna suita „Głos człowieczy” złożona z pieśni do wierszy Zbigniewa Herberta i Czesława Miłosza. Wielkie wyzwanie i wielka satysfakcja. 4 grudnia będzie premiera nowej płyty trębacza Piotra Schmidta z piosenkami Młynarskiego śpiewanymi przez Wojciecha Myrczka, do której napisałem aranżacje orkiestrowe dla AUKSO. A przede mną styczniowy koncert dla TVN, który odbędzie się w bydgoskiej operze w ramach Festiwalu Piosenki Filmowej. Wielka orkiestra symfoniczna i znani wokaliści pod moim kierownictwem muzycznym i w moich aranżacjach. Zaczynam już nad tym pracować.

e-Wydanie

Pozostałe informacje

Tragedia na lubelskim osiedlu. Nie żyje mężczyzna

Tragedia na lubelskim osiedlu. Nie żyje mężczyzna

Do tragicznego zdarzenia doszło w czwartek rano na lubelskim osiedlu. Na miejscu pracuje policja pod nadzorem prokuratora.

Zadzwonił do posłanki i groził jej śmiercią

Zadzwonił do posłanki i groził jej śmiercią

47-letni mieszkaniec Chełma odpowie za kierowanie gróźb karalnych. Jego celem była posłanka na Sejm RP.

​Kompleks zabiegów FullFace – przywróć młodość swojej twarzy

​Kompleks zabiegów FullFace – przywróć młodość swojej twarzy

Piękna, młodzieńcza skóra to marzenie wielu kobiet. Z upływem lat skóra traci elastyczność, pojawiają się zmarszczki, a kontur twarzy ulega zmianie. Jednak dzięki nowoczesnym technologiom estetycznym, można skutecznie zatrzymać czas i przywrócić twarzy jej naturalne piękno. Klinika FullFace stworzyła unikalny kompleks zabiegów FullFace, który zapewnia kompleksowe odmłodzenie i harmonizację rysów twarzy.

Zabójca z Glinnika uniknie więzienia. Postępowanie umorzone
galeria

Zabójca z Glinnika uniknie więzienia. Postępowanie umorzone

Mirosław B. (50 l.), który brutalnie zabił swoją żonę i teściową, decyzją Sądu Okręgowego w Lublinie, nie zostanie osądzony. Ze względu na jego stan zdrowia, postępowanie karne wobec niego umorzono. Biegli uznali, że w chwili zdarzenia był niepoczytalny.

Czym jest leasing pracowników tymczasowych?

Czym jest leasing pracowników tymczasowych?

Leasing pracowników tymczasowych to model zatrudnienia, w którym agencja pracy tymczasowej rekrutuje i formalnie zatrudnia pracowników, a następnie „wypożycza” ich do innych firm na określony czas. Firma korzystająca z tych usług, zwana pracodawcą użytkownikiem, zleca pracownikom konkretne zadania, ale nie staje się ich formalnym pracodawcą. Wszystkie obowiązki związane z zatrudnieniem – takie jak podpisywanie umów, wypłata wynagrodzeń, odprowadzanie składek ZUS czy organizacja badań lekarskich – pozostają po stronie agencji. Pracownik tymczasowy wykonuje pracę pod kierownictwem pracodawcy użytkownika, ale jego stosunek pracy jest związany z agencją.

Główne zalety diagnostyki RTG w stomatologii

Główne zalety diagnostyki RTG w stomatologii

Współczesna stomatologia korzysta z zaawansowanych technologii obrazowania, które pozwalają na precyzyjną ocenę stanu uzębienia oraz okolicznych struktur anatomicznych. Dzięki narzędziom diagnostycznym lekarze dentyści mogą podejmować lepsze decyzje dotyczące planu leczenia. Jakie możliwości i udogodnienia niosą ze sobą nowoczesne techniki obrazowe? Poznaj różne rodzaje badań i dowiedz się, jak właściwie wygląda ich przebieg.

Co musisz wiedzieć zanim zaczniesz szukać - gdzie warto się udać do pracy w Niemczech?

Co musisz wiedzieć zanim zaczniesz szukać - gdzie warto się udać do pracy w Niemczech?

Od znajomości języka niemieckiego po wiedzę, gdzie znaleźć aktualne oferty pracy - poszukiwanie możliwości zarobkowych u naszych sąsiadów nie jest łatwym zadaniem. Chcąc Ci je ułatwić, zebraliśmy w jednym miejscu garść wskazówek, które przybliżą Ci niemiecki rynek pracy.

Ból kolana – co zrobić?

Ból kolana – co zrobić?

Ból kolana to powszechny problem, który może dotknąć każdego niezależnie od wieku i poziomu aktywności fizycznej. Często jest wynikiem urazu, przeciążenia lub zmian zwyrodnieniowych. Ból w kolanie może znacznie utrudnić codzienne funkcjonowanie, dlatego ważne jest, aby szybko zareagować i podjąć odpowiednie kroki w leczeniu.

Podpisanie umowy w siedzibie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Inwestycja za ponad 11 milionów złotych w dwie szkoły i przedszkole w Chełmie

Ponad 11 milionów złotych – tyle wynosi dofinansowanie, jakie miasto Chełm otrzymało na modernizację energetyczną trzech placówek oświatowych. Umowę na realizację tego ekologicznego przedsięwzięcia podpisano 2 kwietnia w siedzibie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W wydarzeniu uczestniczyły m.in. Dorota Cieślik, II zastępca prezydenta Chełma, oraz Dorota Zawadzka-Stępniak, prezes Zarządu NFOŚiGW.

Rzymskie denary i inne skarby trafią do Muzeum Narodowego w Lublinie
ZDJĘCIA
galeria

Rzymskie denary i inne skarby trafią do Muzeum Narodowego w Lublinie

Niecodzienne znalezisko archeologiczne w gminie Annopol. Członkowie Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Annopol „SZANSA” odkryli skarby sprzed wieków – od czasów epoki brązu po nowożytność. Wśród nich są wyjątkowo cenne rzymskie denary, które już wkrótce trafią do Muzeum Narodowego w Lublinie.

Diabelski wieczór na Węglinie
koncert
5 kwietnia 2025, 20:00

Diabelski wieczór na Węglinie

Dzielnicowy Dom Kultury Węglin zaprasza na kolejną odsłonę muzycznego cyklu PERYFERIA, który odbędzie się w sobotę (5 kwietnia). W programie koncert „Tristis Diabolus” w wykonaniu Pawła Szamburskiego do tekstów Marcina Wichy.

Miażdżyca - cichy zabójca rozwijający się latami. Będą edukować na jej temat
NASZ PATRONAT

Miażdżyca - cichy zabójca rozwijający się latami. Będą edukować na jej temat

Już w sobotę w galerii Vivo odbędzie się finał akcji "Skonsultuj się z farmaceutą". Tematem tegorocznej edycji jest miażdżyca - podstępna choroba rozwijająca się w ciszy.

Wrotka dumnie pozuje już z dwoma jajkami

Wrotka dumnie pozuje już z dwoma jajkami

Jak już się zaczęło, to będzie się rozkręcać. W gnieździe sokołów na kominie lubelskiej elektrociepłowni są już dwa jajka.

Stal Kraśnik znowu odrobiła straty po przerwie

Stal Kraśnik odwróciła losy meczu z Hetmanem Zamość po przerwie

W Kraśniku znowu długo zanosiło się na niespodziankę. W trzecim meczu rundy wiosennej Stal po raz trzeci przegrywała do przerwy. Tym razem 0:1 u siebie z Hetmanem Zamość. Gospodarze długo nie mogli wyrównać, ale w ostatnim kwadransie jednak ta sztuka im się udała. A później poszło już z górki i niebiesko-żółci pokonali rywali 3:1.

Julia Szeremeta w dobrym stylu wróciła na ring

Julia Szeremeta nie dała rywalce szans w ćwierćfinale Pucharu Świata

Julia Szeremeta w wielkim stylu rozpoczęła udział w Pucharze Świata w brazylijskim Foz de Igacu. Polka pokonała w ćwierćfinale Alyssę Mendozę.

ALARM24

Masz dla nas temat? Daj nam znać pod numerem:
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

kliknij i poinformuj nas!

Najczęściej czytane

Dzisiaj · Tydzień · Wideo · Premium