Quantcast

Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Magazyn

23 grudnia 2008 r.
16:08
Edytuj ten wpis

Bo ja jestem, proszę pani, na zakręcie

0 2 A A

Pięć osób, pięć różnych historii. Każda z nich mogłaby posłużyć za scenariusz niezłego filmu.

AdBlock
Szanowny Czytelniku!
Dzięki reklamom czytasz za darmo. Prosimy o wyłączenie programu służącego do blokowania reklam (np. AdBlock).
Dziękujemy, redakcja Dziennika Wschodniego.
Kliknij tutaj, aby zaakceptować
Ich bohaterowie, o których pisaliśmy w tegorocznym Magazynie, byli w najtrudniejszym momencie swojego życia. Dziś najważniejsze decyzje, najgorsze chwile, najbardziej dramatyczne wybory mają za sobą. Kasia żyje bez lęku, Halina w ogóle żyje, Agnieszka ma dwójkę nowych dzieci, Andrzej pracę, a Maciek znalazł miłość.

Kasia uśmiecha się i zaprasza do swojego domu. Ten "dom” to jeden pokoik w domu samotnej matki, który prowadzi Fundacja SOS Ziemi Lubelskiej. Ale to miejsce, w którym Kasia po raz pierwszy od wielu lat czuje się bezpiecznie. Dobrze. Nie martwi się, gdzie spędzi noc, gdzie następnego ranka obudzi się ze swoją 7-letnią córką Patrycją. Nie martwi się, czy w ogóle tę noc przeżyje.

- Pani wie, że przytyłam 10 kg? Całe 10 kg! - chwali się Kasia. - Kiedy widziałyśmy się ostatnio, byłam jak ten chodzący szkielet. Wszystko mnie bolało, czułam się, jak staruszka. Jakbym już umarła.

Kasię poznaliśmy wiosną tego roku w Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Lublinie Fundacji SOS. Po 8 latach maltretowania uciekła od męża. - Gdybym tego nie zrobiła, już by mnie pewnie zatłukł - powiedziała nam wtedy. - Ale nie wiem, co dalej z nami będzie. Błaga mnie, żebym wróciła...

Już mu nie wierzę

Miała 20 lat, studiowała biologię na UMCS, gdy poznała Jarka. Był przystojny, towarzyski, przedsiębiorczy. Pierwszy raz pobił ją po roku znajomości. Po ślubie zaczęło się regularne bicie.

Kasia: Boksował mnie, jakbym była facetem. A gdy leżałam jak ścierka, szedł spokojnie spać.

Na 3 roku przerwała studia. Po roku małżeństwa złożyła pierwszy pozew o rozwód. Potem jeszcze kilka. Za każdym razem je wycofywała, bo mąż obiecywał, że się zmieni. I koszmar zaczynał się od początku. Decyzja, żeby uciec zapadła w listopadzie 2007 roku, gdy Patrycja skończyła 6 lat. Kasia wyobraziła sobie przyszłość córki, która miała pójść do pierwszej klasy. Zobaczyła wstyd i strach. Złożyła pozew rozwodowy i zawiadomienie do prokuratury o znęcaniu się.

Przyjechała z Zamościa do Lublina i zamieszkała z córką w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie.

Dobry na trzeźwo

Na wiosnę tego roku, gdy po raz pierwszy spotkaliśmy się z Kasią, w komórce wciąż trzymała zdjęcia męża, odbierała jego telefony. Dziś, po 8 miesiącach, mówi tak: Zwyczajnie się bałam. Z jednej strony samotności, takiego zdania na samego siebie, z drugiej człowieka, który nas krzywdził. Strach przed śmiercią zwyciężył.
Wybrałam życie.

Na pierwszej sprawie rozwodowej Jarek przyznał się, że bił Kasię. Zgodził się na rozwód. Ale podczas czytania wyroku już nie było tak spokojnie. - Krzyczał, że sobie nie poradzi, wyzywał mnie od najgorszych - opowiada Kasia. - Był podcięty, jak to on. Z nim to w ogóle jest tak, że on tylko na trzeźwo jest dobrym człowiekiem. A po pijaku zawsze mnie bije.

Jesteśmy bezpieczne

Po rozwodzie były telefony, błagania. - Już w to wszystko nie wierzyłam. Najważniejsze było, żeby Patrycja mogła w spokoju odrobić lekcje. Nikt nam już nie powie: Wynocha z mojego domu.

Kasia planuje powrót na studia. Od stycznia ma szansę na pracę. O mężczyznach na razie nie myśli. - Niektóre kobiety mówią po rozwodzie: jestem wolna. Ja mówię sobie: jestem bezpieczna. Choć czasem łapię smutki, popłaczę sobie. Ale zaraz sobie powtarzam: odeszłam od kata, uratowałam nasze życie. Za krótkie jest, żeby przeżyć je w ciągłym strachu, cierpieniu. Dlatego marzeń nie mam nadzwyczajnych. Niech będzie tak, jak jest. Po prostu normalnie.

Koniec pracy, początek pracy

"Od roku nie miałem ani jednej spokojnej nocy. Bóle głowy, drętwienie rąk. Poszedłem do neurologa: "Niech pan odpocznie, przestanie się martwić” - poradził. Ale jak tu się nie martwić, kiedy całe życie się zmienia? Nie wiem, czy to już depresja, jak człowiekowi jest cały czas ciężko i nie ma ochoty z nikim rozmawiać.

Żona mnie wspiera. Ona wie, jak ważna była dla mnie ta praca” - tak osiem miesięcy temu opowiadał o sobie Andrzej Słowiński. Wtedy, gdy zapadła decyzja o zamknięciu Cukrowni "Lublin”, w której przepracował 27 lat. - Mam 47 lat, żonę i dwoje dzieci - mówił. - Rodzina i cukrownia to całe moje życie. Mam poczucie wielkiej, osobistej porażki. I boję się przyszłości. Kto dziś zatrudni faceta przed 50., który całe życie przepracował w jednym zakładzie?

Dziś Andrzej Słowiński wygląda, jakby mu ubyło parę lat. Przyjeżdża do nas zaraz po pracy; nowej pracy. Za chwilę opowie o tym, co zdarzyło się w jego życiu po marcu. Wcześniej będzie wspomnienie ostatniego dnia w Cukrowni "Lublin”. Z twarzy Andrzeja znika uśmiech, szklą się oczy: 30 września. Wzięliśmy z kolegami syrenę i o godz. 15 zatrąbiliśmy na zakończenie roboty, jak to było kiedyś w zwyczaju. Dzień był deszczowy, smutny. W tej samej minucie grzmotnął piorun. Wrażenie było niesamowite, jakby płakał z nami cały świat. Ścisnęło mi gardło. To już naprawdę koniec, pomyślałem. I co dalej?

Ulga

Następnego dnia Andrzej wstaje o świcie, wsiada w samochód i jeździ od firmy do firmy. Pyta o pracę, składa CV. Tak cały dzień. Wie, że papiery to jedno, a rozmowa z człowiekiem to drugie, więc wszędzie stara się dotrzeć osobiście. - Ile tych podań złożyłem? Pewnie z kilkanaście, jeśli nie więcej. Nie liczyłem. Ważne było dla mnie, żeby nie stracić ani jednego dnia, żeby działać.

Mijają 2 tygodnie. Andrzej ma różne obietnice, ale żadnej pracy. Żona mówi: Musisz się zarejestrować jako bezrobotny. Andrzej się zgadza: Przynajmniej będzie ubezpieczenie.

16 października idzie do pośredniaka, rejestruje się. Gdy wraca do domu, dzwoni telefon. Ma pan pracę, zapraszamy jutro, słyszy. Z serca, jak mówi, spada mu wielki kamień. Taka ulga, jak nigdy dotąd.

Mogę liczyć na ludzi

Tydzień później podpisuje umowę. Dostaje zatrudnienie przy montażu osprzętu elektrycznego do śmigłowców w PZL Świdnik.

- Stres był, wiadomo - opowiada. - Duża, prestiżowa firma, nowe zadania. Bałem się, jak to będzie, czy szybko się wdrożę. Bądź co bądź, 27 lat przepracowałem w jednym zakładzie. Ale koledzy ciepło mnie przyjęli. Rysiek Śliwiński, świetny fachowiec, uczył mnie nowego fachu. Pracę mam fantastyczną. Robię to co lubię, w dodatku w zgodzie z wykształceniem. Po 27 latach zaczynam nowe życie - uśmiecha się. - Tyle chciałbym się nauczyć, dać z siebie. Moje marzenie? Być coraz lepszym w swojej robocie.

Ciocia Agnieszka

W czerwcu opisujemy dramatyczną historię 38-letniej Barbary Kubaczyńskiej-Budynkiewicz, która z diagnozą złośliwego raka z przerzutami zostaje wypisana ze szpitala. W domu czekają na nią dzieci: poza dorosłą Anitą i prawie dorosłym Patrykiem jest 9-letnia Ola i 11-letnia Klaudia. Dziewczynki nie odstępują matki na krok. Jakby czuły, że to ich ostatnie chwile razem. Barbara umiera 11 lipca.

- Co teraz będzie z dziewczynkami? - zastanawia się rodzina.

Nie zastanawia się 24-letnia Agnieszka Grzywaczewska, przyjaciółka Basi i matka chrzestna Klaudii. Do rodziny co prawda nie należy, ale nie ma wątpliwości: dziewczynki nie mogą trafić do domu dziecka. - Barbara zadzwoniła do mnie tydzień przed śmiercią. Poprosiła, żebym do niej przyjechała. "Mam ostatnie stadium raka.

Muszę wyznaczyć opiekuna prawnego dla dzieci. Zaopiekuj się nimi”, powiedziała - tego dnia Agnieszka z mężem Jurkiem zabierają dzieci. Niby na wakacje. Gdy Basia umiera, jej córki są z Agnieszką i Jurkiem. Razem przechodzą przez najgorsze chwile.

Decyzja

Nie było łatwo powiedzieć, że ich mama nie żyje. - Wzięłam je na kolana, mocno przytuliłam: "Nie zostaniecie same, macie mnie i wujka. Będziecie też miały młodszego braciszka. Poradzimy sobie razem” - opowiada o tamtych chwilach Agnieszka.

Z Agnieszką spotykamy się w biegu, tyle ma teraz na głowie. Nowa rodzina, nowe mieszkanie, które trzeba było wynająć, bo kawalerka dla ich czwórki była za mała. Za pasem święta, które po raz pierwszy będą spędzać w takim gronie. Ale - podkreśla Agnieszka - decyzja o stworzeniu dziewczynkom rodziny zastępczej nie była podyktowana impulsem, odruchem litości.

- Znaliśmy z Jurkiem dziewczynki od urodzenia. Nasz 2-letni synek Cyprian je uwielbiał. Wiele o tym rozmawialiśmy, było oczywiste, że Ola i Kaudia są częścią naszej rodziny.

Życzliwi i życzliwi

Były trudne chwile. Właściwie jedna po drugiej. Pogrzeb, wspólne cierpienie, nauka nowego życia w czwórkę. No i ludzie. - Szczerze? - pyta zadziornie Agnieszka. - Najtrudniejsze były dla mnie reakcje osób, które dobrze znam. Najbliższych. "Dla pieniędzy biorą dzieci. Interes na nich zbijają” - słyszałam od "życzliwych”. No i jak na coś takiego odpowiedzieć?

Agnieszka nie reaguje na obelgi. Może liczyć na obcych, ale naprawdę życzliwych ludzi. Przez pierwsze tygodnie po śmierci matki dziewczynki nie chcą o niej rozmawiać. Wypierają jej śmierć. Potem pojawia się strach: "Ciociu, czy byłaś już w tym sądzie i wszystko z nami załatwiłaś?” - pyta znienacka Ola.

Zbliża się 23 września. Tego dnia sąd ma zdecydować, czy Agnieszka i Jurek dostaną status rodziny zastępczej.

Rodzina

- Bałam się tego dnia, tego wyroku - przyznaje Agnieszka. - Dziewczynki też jakby coś czuły. Tuliły się do nas, ale milczały.

Decyzja sądu nie może być inna: dziewczynki zostają z Grzywaczewskimi. - Ależ to był dzień! - Agnieszka próbuje ukryć łzy. - Zadzwoniłam do dziewczynek: "Już po wszystkim, jest dobrze”.

Ola i Klaudia urządziły właśnie swój pierwszy własny pokój w nowym mieszkaniu. Jest duży i kolorowy. Podczas wigilii dostaną duże zdjęcie mamy oprawione w ramki. Jest na nim uśmiechnięta, szczęśliwa. - Niech taką ją pamiętają, z tym obrazem wchodzą w życie - mówi Agnieszka. A za chwilę: Mój Boże, pół roku i życie stanęło na głowie - zamyśla się. - Czy podołam? Czy nie jestem za młoda, pyta pani? Odpowiem tak: Ostatnio Cyprianek spał u mojej mamy. Przychodzę powiedzieć dobranoc Klaudii, a ona leży z pluszakiem ubranym w piżamkę Cypriana. "Bardzo za nim tęsknię, ciociu”, wytłumaczyła mi się.

No i proszę powiedzieć, czy my nie jesteśmy rodziną?

Na wózku

Maciek Maj ma 38 lat, choć na tyle nie wygląda. Regularne rysy twarzy, sympatyczne spojrzenie, trochę zaczepny uśmiech. Od 17 lat jeździ na wózku. Do 1991 roku pięknie mu się układało. Własna firma, fantastyczna dziewczyna, ciekawe hobby: żużel. Właśnie wracał z wyścigów żużlowych. Kierowca zasnął i bus uderzył w drzewo. Maciek obudził się w szpitalu i usłyszał wyrok: złamany kręgosłup. Wózek.

- Wie pani, jak wygląda świat z perspektywy 6 piętra? - pyta Maciek w czasie naszej pierwszej rozmowy. - W zimie w ogóle nie wyszedłem z domu. Nie było jak.
Wiosna 2008 r. Z Maćkiem spotykamy się nie żeby rozmawiać o jego "kalectwie” - choć od tego nie ma ucieczki - ale o pasji. Ta pasja to wciąż żużel. I pisarstwo, rodzaj osobistej psychoterapii, która pomaga Maćkowi żyć. Stracił pracę, miłość, władzę nad własnym ciałem. - Co mi pozostało? - pyta. - Piszę, żeby nie zwariować. Żeby mieć jakiś sens w tym życiu.

Dadi

Pisze o Robercie Dadosie, wielkim mistrzu żużla, który popełnił samobójstwo. Dlaczego? - pyta Maj w swojej książce "Dadi. Przerwany wyścig”. I tego pytania nie zostawia bez odpowiedzi. Próbuje dotrzeć do źródła cierpienia, które trzykrotnie pchnęło Dadosa do samobójczej próby. - Miał 16 lat, gdy go poznałem.

Ja już wtedy jeździłem na wózku, on wchodził na mistrzowskie szczyty. To był wielki talent. I nieprzypadkowe samobójstwo. To druga, mroczna strona żużla - opowiada Maciek. I pyta: Można go było przed tym uchronić?

To był maj

W maju jest promocja książki. Przychodzą kibice, trochę byłych kolegów z zespołu. Siostra Roberta pisze w księdze pamiątkowej: "Ta książka pomogła mi poradzić sobie z niektórymi wspomnieniami. Brakuje mi słów na wyrażenie mojej wdzięczności...”. Ale niektórzy, ci ze "środowiska”, jakby się obrażają; nie chcą brać odpowiedzialności za samobójczą śmierć mistrza. Po co sobie obciążać sumienia?

Maciek ma za sobą 2 lata pracy nad książką. Jest sukces, ale też trochę niedosyt. I pytanie: Co dalej z tym moim życiem?

Rok wcześniej poznaje w Internecie Kasię. Jednak słowem nie wspomina ani o swojej książce, ani tym bardziej że porusza się na wózku. - Bałem się - opowiada. - Dziewczyna była piękna, mądra, wrażliwa. Bałem się, że mogę ją stracić, gdy się dowie o wózku. Byłem ostrożny.

Miesiące wzajemnych listów. Kasia proponuje: spotkajmy się. Oboje są z Lublina, więc to nie problem. Maciek wymyśla tysiące wymówek. Kasia się denerwuje: Co jest we mnie nie tak? - pyta. Maciek odpowiada: Nic. Myśli: To ze mną jest coś nie tak.

Tymczasem Kasia przypadkowo znajduje w Dzienniku Wschodnim dwa reportaże o Maćku. Widzi jego zdjęcia.
Na wózku.

Miłość

- Poczuła się oszukana - Maciek zawiesza głos. - I ja to rozumiem. Ale wciąż bałem się spotkania. Rozmowy wirtualne to jedno, a życie to drugie. Na początek wysłałem jej swoją książkę.

Kasia jest zachwycona. - Zrób z tego powieść. To będzie bestseller - pisze. - I wreszcie się ze mną spotkaj!

Pierwsze spotkanie. - Niepewność, strach - mówi Maciek. - A potem poczucie jakiegoś fantastycznego porozumienia. Teraz myślę: Ile my czasu straciliśmy! Jak ja mogłem bez niej żyć? Po raz pierwszy od tylu lat ważniejsze jest to, kim jestem; jaki jestem, od mojego wózka. Jestem szczęśliwy.

I chcę, by ten stan szczęścia trwał i trwał.

Halina

"Radioterapia odebrała jej siły, pogorszyły się wyniki. Ale w każdy piątek wychodzi ze szpitala na przepustkę. Noga za nogą wlecze się do przystanku. Jeden autobus, drugi i już tylko kilometr piechotą do domu. Tam czekają na nią Damian i Dawid. Stęsknieni po całym tygodniu. - Ja po prostu nie mam wyjścia. Muszę jeszcze dla nich żyć...”.

30-letnią Halinę Sytą z Jakubowic Konińskich poznaliśmy w kwietniu tego roku. Przechodziła naświetlenia po skomplikowanej operacji usunięcia złośliwego nowotworu. - To był najtrudniejszy moment w moim życiu - wspomina dziś. - Wszystko się zawaliło. Był tylko strach o życie i o to, co stanie się z moimi synami, gdy mnie zabraknie.

Los nie oszczędzał Haliny. Jej mąż zmarł nagle zostawiając rodzinę bez środków do życia. ZUS konsekwentnie odmawiał Halinie renty na dzieci, a potem wstrzymał wypłatę zasiłku chorobowego. Gdy Halina walczyła w szpitalu o życie, jej 10-letni synowie nie mieli z czego żyć. - Mówiłam mamie, żeby do mnie nie przyjeżdżała, bo szkoda pieniędzy na bilet. Ja w szpitalu miałam przynajmniej obiad, a oni żyli za pożyczone pieniądze...

Dobrzy ludzie

Nie zostawiliśmy Haliny samej w tych najtrudniejszych chwilach. Wraz z nią rozpoczęliśmy batalię o godne życie dla niej i jej dzieci. O sprawie ciężko chorej kobiety, którą państwo skazuje na wegetację zrobiło się głośno w całej Polsce.

- Dzwonili do mnie ludzie ze wszystkich zakątków kraju - opowiada Halina. - Pytali jak się czuję, mówili, że modlą się za moje wyzdrowienie. Ale też dzielili się ze mną swoim cierpieniem, jak z najbliższą osobą. To dało mi wielką siłę. Pomyślałam, że póki będę mogła wstać z łóżka, nie poddam się. Pójdę pracować w pole, żeby tylko nakarmić dzieci.

Po wielu miesiącach wspólnej walki o rentę, prezes ZUS ulitował się nad Haliną i przyznał jej świadczenie. A dzięki dobrym ludziom Halina po raz pierwszy wyjechała z synami nad morze. Każdego dnia ktoś dzwonił z pytaniem, czego jej potrzeba, w czym można jeszcze pomóc. - Wstyd się przyznać, ale codziennie płakałam, że tylu jest dobrych ludzi wokół mnie - mówi dziś. - Nie byłam sama ze swoim bólem. Nie było tego strachu, co stanie się z moja rodziną...

Święta

Z Haliną spotykamy się kilka dni przed Wigilią. Mówi, że cieszą ją zbliżające się święta, że już je czuje. Chłopcy dostają paczki ze słodyczami z całej Polski. Urywają się telefony z życzeniami. - To na pewno będą lepsze święta niż w tamtym roku - uśmiecha się Halina. - Pełne nadziei, bo przecież żyję i wracam do zdrowia. Radosne, bo mamy wokół mnóstwo życzliwych osób.

Halina milknie, zamyśla się: - Mój mąż tak lubił święta... Nie posprzeczam się z nim o to, że kupuje mi niepotrzebne prezenty. Tak mi tych kłótni brakuje... Ale czuję, że Roman stoi obok mnie, patrzy na naszych synów. Gdzieś tam nad nami czuwa. I jakbym słyszała jego głos: Jestem z wami, Halinka, teraz już wszystko będzie dobrze.

Skomentuj i udostępnij na Facebooku

Komentarze 2

Najlepsze · Najnowsze
Avatar
Nietolerancyjny facet / 13 listopada 2009 r. o 19:39
Gość napisał:
dla mnie to niesamowite te wszystkie historie szczegolnie w te bezsenna noc. i to przedsiąteczną noc. brak mi slow

Dla mnie facet który bije słabszą kobietę czy własne dziecko musi uciekać z domu bo się nachlał czy odbiło to zwykła szmata i łachudra ! szkoda że do takich nikt nie podaje adresów jestem ciekaw czy po wizycie byłby nadal tak mocny a tylko siła ręki do tych chamów i durniów może przemówić to są tchórze i robią w gacie jak widzą faceta więc panie nie bójcie się prosić o pomoc innych facetów jeżeli sprawiedliwość i Policja zawodzi !!!!Wyjątkowo proszę moderatora o puszczenie całego tekstu bez wycinania i cenzury bo celowo napisałem w ostrych słowach niech wiedzą kim są a kobiety niech przestaną się bać !

Dla mnie facet który bije słabszą kobietę czy własne dziecko musi uciekać z domu bo się nachlał czy odbiło to zwykła szmata i łachudra ! szkoda że do takich nikt nie podaje adresów jestem ciekaw czy po wizycie byłby nadal tak mocny a tylko siła ręki do tych chamów i durniów może przemówić to są tchórze i robią w gacie jak widzą faceta więc panie nie bójcie się prosić o pomoc innych facetów jeżeli sprawiedliwość i Policja zawodzi !!!!Wyjątkowo proszę moderatora o puszczenie całego tekstu bez wycinania ... rozwiń
Avatar
Gość / 24 grudnia 2008 r. o 03:29
dla mnie to niesamowite te wszystkie historie szczegolnie w te bezsenna noc. i to przedsiąteczną noc. brak mi slow
Avatar
Nietolerancyjny facet / 13 listopada 2009 r. o 19:39
Gość napisał:
dla mnie to niesamowite te wszystkie historie szczegolnie w te bezsenna noc. i to przedsiąteczną noc. brak mi slow

Dla mnie facet który bije słabszą kobietę czy własne dziecko musi uciekać z domu bo się nachlał czy odbiło to zwykła szmata i łachudra ! szkoda że do takich nikt nie podaje adresów jestem ciekaw czy po wizycie byłby nadal tak mocny a tylko siła ręki do tych chamów i durniów może przemówić to są tchórze i robią w gacie jak widzą faceta więc panie nie bójcie się prosić o pomoc innych facetów jeżeli sprawiedliwość i Policja zawodzi !!!!Wyjątkowo proszę moderatora o puszczenie całego tekstu bez wycinania i cenzury bo celowo napisałem w ostrych słowach niech wiedzą kim są a kobiety niech przestaną się bać !

Dla mnie facet który bije słabszą kobietę czy własne dziecko musi uciekać z domu bo się nachlał czy odbiło to zwykła szmata i łachudra ! szkoda że do takich nikt nie podaje adresów jestem ciekaw czy po wizycie byłby nadal tak mocny a tylko siła ręki do tych chamów i durniów może przemówić to są tchórze i robią w gacie jak widzą faceta więc panie nie bójcie się prosić o pomoc innych facetów jeżeli sprawiedliwość i Policja zawodzi !!!!Wyjątkowo proszę moderatora o puszczenie całego tekstu bez wycinania ... rozwiń
Avatar
Gość / 24 grudnia 2008 r. o 03:29
dla mnie to niesamowite te wszystkie historie szczegolnie w te bezsenna noc. i to przedsiąteczną noc. brak mi slow
Zobacz wszystkie komentarze 2

Skomentuj

Aby napisać komentarz, należy się zalogować:

Nie publikujemy nic na Twojej tablicy na Facebooku oraz nikomu nie udostępniamy Twoich danych osobistych.
Podczas pierwszego logowania zostaniesz poproszony o wybór swojej nazwy użytkownika.

Twój komentarz został dodany

Pozostałe informacje

Powstają nowe osiedla koło Puław

Powstają nowe osiedla koło Puław

W Skowieszynie, tuż za granicą Puław, powstaną nowe osiedla oferujące mieszkania w zabudowie bliźniaczej. Pierwsze budynki mają być gotowe wiosną przyszłego roku. Nowe bloki powstają także w samym mieście m.in. przy Sosnowej i Spacerowej.

Spilno. Nowe miejsce dla polskich i ukraińskich mieszkańców Lublina

Spilno. Nowe miejsce dla polskich i ukraińskich mieszkańców Lublina

Na drugą połowę października zaplanowane zostało otwarcie nowego miejsca integracji polskich i ukraińskich mieszkańców Lublina. Lokal o nazwie Spilno, co po ukraińsku oznacza „wspólnie” urządzany jest w hali Globus i ma być miejscem nauki i zabawy.

Kierowco, uważaj na kasztany! Żeby później nie było pretensji

Kierowco, uważaj na kasztany! Żeby później nie było pretensji

Jak jest jesień, to kasztany spadają z drzew. To normalne o tej porze. A mimo to, Zarząd Dróg Grodzkich w Zamościu już drugi rok z rzędu specjalnymi znakami ostrzega kierowców, że parkowanie pod kasztanowcami może okazać się niebezpieczne.

Na pierwszym roku Uniwersytetu Medycznego naukę zaczęło 1700 studentów
galeria

Na pierwszym roku Uniwersytetu Medycznego naukę zaczęło 1700 studentów

1700 studentów pierwszego roku, w tym 170 obcokrajowców rozpoczęło naukę na pierwszych latach 16 kierunków Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Na dzisiejszą uroczystą inaugurację minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek przywiózł uczelni symboliczny czek okolicznościowy na 6 milionów złotych.

Kolejne kłopoty puławskich Azotów. Jak nie drogi gaz, to problemy z węglem

Kolejne kłopoty puławskich Azotów. Jak nie drogi gaz, to problemy z węglem

Zakłady Azotowe „Puławy” muszą się zmierzyć z nowym rynkowym wyzwaniem. Tym razem chodzi o niepewne dostawy węgla z Bogdanki, która zapowiedziała już ograniczenie jego wydobycia. Pod znakiem zapytania stanęło dostarczenie do Puław 160 tys. ton surowca do końca 2023 roku.

Żona ministra Czarnka we władzach nowego Wydziału Medycznego KUL

Żona ministra Czarnka we władzach nowego Wydziału Medycznego KUL

40 mln zł w formie obligacji obiecał minister zdrowia „na wsparcie inicjatywy” utworzenia Wydziału Medycznego na KUL. Jednym z dyrektorów nowego wydziału jest żona ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka.

Radny głosował ws. inwestycji, która jest planowana na jego gruncie. Źle zrobił, ale nic się nie stało

Radny głosował ws. inwestycji, która jest planowana na jego gruncie. Źle zrobił, ale nic się nie stało

Nie można zakazać budowy masztów telefonii komórkowej. Rada miasta w Opolu Lubelskim uznała więc petycję mieszkańców w tej sprawie za niezasadną. W głosowaniu brał udział radny, który powinien się z niego wyłączyć. To na jego gruncie ma powstać sporna inwestycja.

Puchar Polski: Zabójczo skuteczny Gryf Gmina Zamość, pierwsza wygrana Kryształu Werbkowice

Puchar Polski: Zabójczo skuteczny Gryf Gmina Zamość, pierwsza wygrana Kryształu Werbkowice

W środę zostały rozegrane mecze półfinałowe Pucharu Polski w okręgu zamojskim. Gryf Gmina Zamość będzie miał okazję bronić trofeum, bo zagra w finale po wygranej z Tomasovią 3:1. W drugiej parze Kryształ Werbkowice w końcu odniósł pierwsze zwycięstwo pod wodzą Piotra Welcza.

Żaneta wysuszyła włosy przy 70 km/h, czyli anielski jubileusz Politechniki Lubelskiej
galeria

Żaneta wysuszyła włosy przy 70 km/h, czyli anielski jubileusz Politechniki Lubelskiej

Studia to nie wyścigi, to nie Ryszard Szurkowski – wspominał z uśmiechem Lech Sprawka, absolwent Politechniki Lubelskiej sprzed 47-lat, słowa jednego ze swoich wykładowców w czasach, kiedy dostanie urlopu dziekańskiego nie zawsze było łatwe. Lubelska uczelnia techniczna obchodzi jubileusz 70-lecia.

Uratują więcej pacjentów. Szpital przy Jaczewskiego buduje nową stację dializ
Zdjęcia
galeria

Uratują więcej pacjentów. Szpital przy Jaczewskiego buduje nową stację dializ

Budowa nowej stacji dializ pomoże nam uratować dużo więcej ludzi – mówi wprost prof. Wojciech Załuska, rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Budowa przy ulicy Jaczewskiego już trwa, w środę wmurowano tam akt erekcyjny.

Nikt nie chce sprzedać prądu dla MPK Lublin

Nikt nie chce sprzedać prądu dla MPK Lublin

Ani jedna firma nie stanęła do przetargu na dostawę energii elektrycznej dla Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Nie ma jednak obaw, że z dnia na dzień po lubelskich ulicach przestaną kursować trolejbusy i autobusy elektryczne.

Paweł Babiarz (Huczwa Tyszowce): Chcemy powalczyć o miejsce w czołówce

Paweł Babiarz (Huczwa Tyszowce): Chcemy powalczyć o miejsce w czołówce

Rozmowa z Pawłem Babiarzem, trenerem Huczwy Tyszowce

Lubelskie. Roztrzaskany ford. Nie żyje kierowca
zdjęcia
galeria

Lubelskie. Roztrzaskany ford. Nie żyje kierowca

Do tragicznego wypadku doszło w środę w powiecie bialskim. Nie udało się uratować życia mężczyzny.

Prezydent Poznania o ministrze: Na ringu urwałbym Czarnkowi głowę

Prezydent Poznania o ministrze: Na ringu urwałbym Czarnkowi głowę

Ostra wymiana zdań między prezydentem Poznania a ministrem edukacji i nauki. O co poszło w sporze Jaśkowiak – Czarnek?

Miejsca odkryte w Synagodze. Malarz i fotograf mają wspólną wystawę
29 września 2022, 17:00

Miejsca odkryte w Synagodze. Malarz i fotograf mają wspólną wystawę

Do końca listopada w Centrum „Synagoga” Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego na ul. Pereca w Zamościu oglądać można ekspozycję zatytułowaną „Miejsca odkryte. Wystawa Przyjaciół”. Składają się na nią prace fotografa i grafika Alana Metnicka i artysty malarza Jerzego Tyburskiego.

ALARM24

Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!

Najczęściej czytane

Dzisiaj · Tydzień · Wideo · Premium